Stacja tworzy spółkę
z właścicielem stacji Jim
Jam. Wzmocni tym Cyfrowy
Polsat w walce o zyski
z kanałów dziecięcych.
Polsat Jim Jam pojawił się w ofercie Cyfrowego Polsatu dwa tygodnie temu. Na razie nadaje taki sam zestaw zagranicznych produkcji dla dzieci, jak ten dostępny na innych platformach i w sieciach kablowych. Jednak telewizja należąca do Zygmunta Solorza-Żaka chce mieć tu więcej do powiedzenia. Zawiązuje właśnie nową spółkę z właścicielem Jim Jam, nadającego w kilkudziesięciu krajach.
— Chodzi o to, by na Polsacie Jim Jam mogły pojawić się polskie produkcje. Tym samym będziemy mieli wyjątkową ofertę. Polsat obejmie połowę udziałów w spółce —tłumaczy Tomasz Matwiejczuk z Polsatu.
Platforma dzieci
Wayne Dunsford, dyrektor zarządzający Jim Jam, należącego w części do właściciela UPC, nie ma wątpliwości co do sensu współpracy.
— Będzie długa i efektywna — ocenia dyrektor.
Dodatkowym bonusem za przyciągnięcie widzów przez Polsat będą nie tylko udziały w przychodach stacji z reklam. W ferworze walki platform cyfrowych o widza Cyfrowy Polsat wyraźnie stawia na Jim Jam, chcąc zrobić z niego flagową sta-cję dla dzieci. Podobnie jak Canal Plus Cyfrowy i jego MiniMini, którego udziały w rynku zbliżają się do 1 proc. Swoje robi też efekt świeżości: gdy niedawno Disney XD zastąpił Jetix, od razu zyskał 20 proc. widzów. Jim Jam, szukając oglądalności, jest dostępny nawet w najtańszym pakiecie Cyfrowego Polsatu.
Zaczarowana widownia
— Przedsięwzięcie ruszy jak tylko Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyda zgodę — zaznacza Tomasz Matwiejczuk.
Gra toczy się o wciąż perspektywiczny fragment rynku.
— Gdy spojrzymy na rankingi oglądalności kanałów tematycznych, to w czołówce są już stacje dla dzieci. Wejście kolejnych graczy w ten segment wcale nie rozdrabnia widowni. Ściąga ją z kanałów ogólnotematycznych — uważa Marcin Boroszko, dyrektor zarządzający AtMedia, sprzedającego czas reklamowy m.in. kilku kanałów dziecięcych.
Wsparcie ramówki Jim Jam polskimi produkcjami oceniane jest jako ruch w dobrą stronę. Specjaliści z branży mówią tu zarówno o efekcie bliskości kulturowej, jak i pozytywnych skojarzeń rodziców. Dlatego też rodzice chętniej pozwolą oglądać dzieciom "Zaczarowany ołówek". Choćby kosztem "M jak miłość".