Polsce grozi postępowanie KE

Agnieszka Berger
opublikowano: 2005-06-03 00:00

Sejmowa podkomisja, która zajmuje się ustawą o rozwiązaniu KDT, raczej nie zdąży zakończyć prac do połowy czerwca. A to może oznaczać kary.

Podkomisja powołana w Sejmie do prac nad rządowym projektem ustawy o likwidacji kontraktów długoterminowych w energetyce (KDT) przerobiła dopiero półtora rozdziału projektu. Konkluzja z jej wczorajszego posiedzenia nie była zbyt optymistyczna.

— Zakończenie prac do połowy czerwca graniczy z cudem. A to oznacza, że ustawa może nie zostać poddana pod głosowanie przed zakończeniem kadencji — mówi Tomasz Szczypiński z PO, szef podkomisji.

Jego zdaniem, mimo to komisja powinna się pospieszyć i zrobić wszystko, żeby skończyć prace na czas. Wydaje się jednak, że wczorajsza decyzja posłów o zwołaniu następnego posiedzenia dopiero 9 czerwca nie będzie temu sprzyjać.

Zdaniem Tomasza Szczypińskiego, za opóźnienie odpowiada rząd, który kierując obszerny i skomplikowany projekt do Sejmu tak późno, postawił posłów w dramatycznej sytuacji. Szef podkomisji obawia się, że jeśli Sejm nie przyjmie ustawy przed zakończeniem kadencji, Polsce grozi postępowanie Komisji Europejskiej (KE) w sprawie stosowania niedozwolonej pomocy publicznej, jaką stanowią KDT. A to oznacza kary, które płaciłby albo budżet, albo objęte pomocą firmy.

To nie koniec problemów. Nawet jeżeli posłowie się zmobilizują i do połowy miesiąca przygotują sprawozdanie z prac nad ustawą, projekt i tak może nie zostać poddany pod głosowanie z uwagi na niezakończoną procedurę notyfikacji przed KE.

— Marszałek Sejmu postanowił, że projekty, które nie uzyskały notyfikacji, nie będą głosowane, a procedura dotycząca KDT jest dopiero w fazie wstępnej — mówi Tomasz Szczypiński.

Halina Bownik-Trymucha, dyrektor departamentu bezpieczeństwa energetycznego w resorcie gospodarki, pociesza, że na tym wstępie może się skończyć.

— Sposób prowadzenia prac przez KE wskazuje na to, że na razie nie ma ona zamiaru wdrażać postępowania wyjaśniającego. Wstępne badanie powinno trwać dwa miesiące od chwili rozpoczęcia formalnej notyfikacji. Wprawdzie projekt trafił do KE już 1 marca, ale komisja prosiła o dodatkowe wyjaśnienia, które otrzymała 27 maja. Od tej daty liczy się rozpoczęcie procedury — wyjaśnia dyrektor.