Polscy przewoźnicy obawiają się Unii

Marcin Bołtryk, Ewa Bęczkowska
04-07-2002, 00:00

Polscy przewoźnicy kolejowi mają jeszcze kilka lat na przygotowanie się do konkurencji z przewoźnikami UE. Gdy skończy się wynegocjowany okres przejściowy udział naszych kolei w rynku może ulec dramatycznemu zmniejszeniu. Aby tak się nie stało, PKP zapowiada restrukturyzację i modernizację infrastruktury.

Według różnych szacunków, dystans technologiczny i organizacyjny między polską koleją a UE to 10-20 lat.

Rozdział negocjacji w obszarze polityki transportowej zamknięto 10 czerwca. Jak twierdzi Józef Kowalczyk, prezes i dyrektor generalny PKP Cargo, wewnętrzna liberalizacja rynku przewozów kolejowych jest już faktem.

— Koncesje kolejowe otrzymało ponad 20 firm, które łącznie dysponują 10 proc. rynku. Szacuje się, że rynek ten to około 190 mln ton ładunków, przewożonych w ciągu roku. Mamy w nim 90-proc. udział i chcemy w ciągu najbliższych lat utrzymać tę pozycję. Obawiamy się konkurencji ze strony przewoźników unijnych. Na szczęście trzyletni okres przejściowy umożliwi nam przygotowanie się do tej konkurencji — mówi Józef Kowalczyk.

Zapisy w rozdziale „Polityka transportowa” przewidują, że z dniem uzyskania przez nasz kraj członkostwa w UE, trasy międzynarodowe będą mogły być eksploatowane przez tzw. ugrupowania kolejowe. Ugrupowania takie złożone będą z przewoźników polskich i unijnych. Z uwagi na to, że do PKP należy ponad 90 proc. rynku, zagrożenie utratą pozycji w tym okresie jest stosunkowo niskie. Sytuacja może zmienić się dopiero po zakończeniu okresu przejściowego, czyli w 2006 r.

— Okres przejściowy jest nam potrzebny głównie po to, aby przeprowadzić restrukturyzację całej grupy PKP, a przede wszystkim spółki PKP Cargo. Planujemy utworzenie grupy kapitałowej. Chcemy zorganizować to tak, aby weszły do niej firmy spedycyjne i operatorzy bocznic. Planujemy stworzenie ośmiu centrów logistycznych — wyjaśnia Józef Kowalczyk.

O tyle ważną co kosztochłonną potrzebą PKP jest rozwijanie infrastruktury kolejowej. Według różnych szacunków, polski transport kolejowy pozostaje w tyle za unijną czołówką o jakieś 10-20 lat. Dlatego PKP potrzebuje inwestorów, szczególnie dla spółki Cargo.

— Mogą nimi być firmy spedycyjne czy instytucje finansowe. Z ich pomocą będziemy mogli tworzyć na bazie już istniejących terminali kolejowych nowe centra logistyczne. Z czterema inwestorami już podpisaliśmy listy intencyjne — mówi Józef Kowalczyk.

Zdaniem Jana Tymoszuka, doradcy prezesa w firmie Chem Trans Logistic, po upływie trzyletniego okresu przejściowego, polscy przewoźnicy kolejowi mogą znaleźć się w poważnych opałach.

— Rodzimych przewoźników kolejowych dzieli znaczny dystans od ich konkurentów z państw Unii. W związku z tym istnieją obawy, że koncesje na niektórych kierunkach (np. relacje wschód-zachód czy północ-południe) przejmą obcy przewoźnicy. W niektóre, atrakcyjne kierunki, takie jak np. Frankfurt- -Terespol zainwestowały już organizacje międzynarodowe. Środki te zostały przeznaczone przede wszystkim na modernizację tych tras. Zagraniczni przewoźnicy zapewne przymierzą się do przejęcia tych kierunków i w tym tkwi największe niebezpieczenstwo — przekonuje Jan Tymoszuk.

Należy pamiętać o tym, że tego rodzaju nierównowaga pojawia się we wszystkich dziedzinach życia gospodarczego związanych z uzyskaniem przez Polskę członkostwa w UE.

— Zachodni przedsiębiorcy mają fundusze na wykupienie koncesji na terytorium Polski, dysponują poza tym nowoczesnym taborem, na który rodzimych przewoźników nie stać Przeciwwagą może być konsolidacja polskich przewoźników —zaznacza Jan Tymoszuk.

Również Wojciech Janczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury podkreśla, że polska kolej nie jest konkurencyjna.

— Kolej potrzebuje kilku miliardów zł. Jednak największe zagrożenie związane z otwartą konkurencją między naszymi i unijnymi przewoźnikami kolejowymi dotyczy nie prywatnych firm zajmujących się transportem kolejowym, lecz spółki PKP Cargo. Jeżeli przedsiębiorstwo to przegapi najbliższe dwa lata, to utraci znaczną część rynku — twierdzi Wojciech Janczyk.

Jeżeli PKP Cargo nie zdąży z koniecznymi zmianami, to na rynku powstanie luka, którą wypełnią prywatne firmy.

— Nie muszą być to firmy zachodnie. Widzę tu duże szanse dla mniejszych przewoźników krajowych. Zainteresowanie kolejowymi przewozami, jako podstawą działalności ciągle rośnie — uzupełnia Wojciech Janczyk.

UE umożliwi zagranicznym przewoźnikom wejście na nasz rynek. Na pewno jednak polskim przedsiębiorstwom z tej branży nie zabraknie pracy. Naszym atutem jest doświadczenie. Firmy unijne, jeżeli nawet zdobędą koncesje, to i tak będą szukały partnera w wśród polskich przewoźników kolejowych.

— UE daje jednak polskim spedytorom także korzyści. Będą oni mieli możliwość zakładania firm na terenie państw członkowskich oraz ułatwiony dostęp do leasingu. Właściwie w negocjacjach z Unią udało nam się załatwić wszystko to, co planowaliśmy. Przekonaliśmy Unię, że potrzebujemy okresu przejściowe- go — podsumowuje Wojciech Janczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk, Ewa Bęczkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Polscy przewoźnicy obawiają się Unii