Polska bandera nie dla wraków

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2014-08-18 00:00

Urzędnicy zachęcają armatorów do powrotu pod biało-czerwoną flagę. Nie zarejestrują jednak wiekowych statków.

Resort infrastruktury, dostosowując polskie przepisy do międzynarodowych konwencji i unijnych dyrektyw, stara się nakłonić rodzime firmy żeglugowe do pływania pod polską banderą. Nic dziwnego. Biało-czerwoną flagę mają jedynie 22 jednostki, czyli zaledwie jedną piątą naszej floty. Rząd liczy na powrót armatorów, ale jednocześnie nie zezwoli na rejestrowanie wraków.

FOT. AW
FOT. AW
None
None

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju opracowało projekt rozporządzenia dotyczący stanu technicznego statków przechodzących pod polską banderę. Nie dopuści jednostek, które w ciągu dwóch lat przed rejestracją zostały w jakimś porcie zatrzymane z powodu złego stanu technicznego więcej niż jeden raz.

Nowo rejestrowane statki nie mogą również być starsze niż 30 lat. „Efektem zaproponowanych rozwiązań będzie wyeliminowanie możliwości rejestracji w polskim rejestrze okrętowym statków substandardowych, niespełniających wymogów bezpieczeństwa i ochrony środowiska określonych prawem międzynarodowym” — napisano w uzasadnieniu projektu rozporządzenia.

Ucieczka armatorów

Polscy armatorzy, którzy nie chcą z przyczyn ekonomicznych pływać pod polską banderą, nie są wyjątkiem. Rządy państw skandynawskich oraz Niemiec wprowadzają coraz bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące zatrudniania pracowników. Nasi zachodni sąsiedzi wymagają na przykład, by na ich statkach pracowali jedynie obywatele tego kraju albo państw „starej Unii”. Efekt? Firmy żeglugowe uciekają pod obce bandery.

W czerwcu 2014 r. z niemiecką flagą pływały 384 statki, rok temu 416 jednostek, a 20 lat temu tysiąc statków. Tamtejsi armatorzy wolą tanie bandery. Niektórzy jednak wybierają Polskę. Prom wożący od kilku miesięcy pasażerów ze Świnoujścia do Szwecji, należący do niemieckiego armatora TT Line, jest zarejestrowany pod polską banderą.

Bez polskiej flagi

Wiele jednak wskazuje na to, że urzędnicy dmuchają na zimne.Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, średni wiek statków należących do polskich firm żeglugowych przekracza zaledwie 15 lat. Statki pływające z biało-czerwoną flagą mają średnio po 30 lat, pod obcymi natomiast nieco ponad 11. Ich powrót pod polską banderę odmłodziłby flotę.

Najpierw jednak potrzebna jest zmiana przepisów dotyczących zatrudnienia marynarzy. Firmy żeglugoweszacują, że socjalne koszty ich zatrudnienia na podstawie polskich przepisów sięgają blisko 52 proc. wynagrodzenia. Dlatego też wolą rejestrować statki w rajach podatkowych albo zatrudniać marynarzy na podstawie przepisów innych państw Unii Europejskiej, oferujących ulgi.

Podobną ścieżką chciał pójść resort infrastruktury. Przygotował projekt założeń do ustawy o zatrudnieniu na statkach, który przewidywał zwolnienia w płaceniu składek ubezpieczeniowych, które częściowo pokrywałby budżet. Nie udało się jednak przekonać fiskusa.

Kłopotliwe roszczenia

Ministerstwo Finansów uznało, że nie może zgodzić się na znaczące zwolnienia z płatności składek socjalnych marynarzy, którzy nieźle zarabiają (oficerowie średnio 4,7 tys. EUR, marynarze — 1,6 tys. EUR). Fiskus obawiał się, że z podobnymi roszczeniami mogłyby wystąpić inne branże. W efekcie rząd zgodził się jedynie na zwolnienie marynarzy z podatku dochodowego, jeśli pół roku będą pracować poza Polską. To za mało. — To nie poprawi konkurencyjności polskiej bandery. Nasi armatorzy nie wrócą pod biało-czerwoną flagę, zagraniczni — nie zarejestrują się u nas — uważa Paweł Szynkaruk, dyrektor generalny Polskiej Żeglugi Morskiej oraz prezes Związku Armatorów Polskich.