Polska - duży gracz, ale znów spóźniony

Urszula Zalewska
opublikowano: 2005-09-12 00:00

W większości państw Unii Europejskiej rynek handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla ruszył 1 stycznia 2005 r. Polacy się spóźnili. Jak zwykle.

Istotą całego systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla jest zmotywowanie zakładów przemysłowych do jej ograniczenia, przede wszystkim poprzez inwestowanie w przyjazne środowisku technologie. Systemem objęte są huty, cementownie, zakłady przemysłu szklarskiego. Najwięcej jednak jest wśród nich firm z sektora energetycznego. System powstał on w ramach realizacji porozumienia z Kioto oraz unijnej dyrektywy o handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla.

Wiele zmiennych

W krajach, w których rynek uprawnień już działa, ma formę rynku pozagiełdowego. Najczęściej zawiera się umowy dwustronne: jedno przedsiębiorstwo chce sprzedać limity, a drugie ich dokupić. Transakcje przeprowadza się też za pośrednictwem giełdy, choć obroty na tym rynku są o wiele mniejsze.

Na cenę uprawnień do emisji wpływa wiele czynników. Jeden z najistotniejszych to cena gazu. To substytut węgla — droższy, ale emitujący w procesie spalania mniej dwutlenku węgla.

— Jeśli gaz będzie wystarczająco tani, to firmy, zwłaszcza z sektora energetycznego, zwiększą jego wykorzystanie do produkcji energii. To pozwoli im ograniczyć liczbę wykorzystanych limitów. Konsekwencją będzie niższy popyt i większa podaż uprawnień, czyli niższa cena — wyjaśnia Marcin Kaniewski, dyrektor działu analiz i rozwoju w Przedsiębiorstwie Naukowo-Technicznym Cibet.

Pewne znaczenie będzie także miało wykorzystanie odnawialnych źródeł energii.

— Zielona energia jest wciąż w Polsce wykorzystywana w stopniu marginalnym. Jej znaczenie będzie wzrastać, ale jej udział w ogólnym bilansie energetycznym raczej nie będzie wysoki — mówi Katarzyna Rozenfeld, wicedyrektor w dziale doradztwa finansowego PricewaterhouseCoopers.

Podobnie rzecz się ma z wykorzystaniem energii jądrowej. Trudno jednak jednoznacznie wyrokować, czy są szanse na budowę elektrowni jądrowych w Polsce.

— Jeśli rozpatrujemy ten problem w perspektywie 20-30 lat, to trzeba pamiętać, że zapotrzebowanie będzie ogromne. Zaspokojenie tego popytu jedynie ze źródeł konwencjonalnych byłoby bardzo trudne — dodaje Katarzyna Rozenfeld.

Niebagatelny wpływ na dynamikę i płynność rynku ma także prozaiczny czynnik, jakim jest pogoda.

— Długie i srogie zimy będą zwiększały zapotrzebowanie chociażby zakładów ciepłowniczych na dodatkowe limity. Możliwości produkcyjne mogą być wówczas uzależnione od ich zakupu — mówi Marcin Kaniewski.

Spory udziałowiec…

Polska, kiedy rzeczywiście system zacznie działać, będzie jednym z najpoważniejszych graczy na rynku uprawnień. Pierwszym dowodem na to były wahania cen i płynności, jakie powodowały kolejne zmiany w polskim planie rozdziału uprawnień.

— Kiedy Komisja Europejska zdecydowała o zmniejszeniu limitów dla Polski, ceny skoczyły z 7 do 11 EUR za tonę wyemitowanego CO2. Cena 11 EUR za tonę był absolutnym rekordem od początku notowań cenowych — zwraca uwagę Marcin Kaniewski.

Dodaje, że wejście na rynek przedsiębiorstw z nowych krajów UE, a zwłaszcza Polski, która ma duży udział w łącznej liczbe uprawnień dla całej Unii, zwiększy zdecydowanie płynność rynku.

Nie oznacza to jednak, że obecnie rynek nie cieszy się zainteresowaniem. Od grudnia 2004 r., a więc na miesiąc przed oficjalnym uruchomieniem rynku, w obrocie znalazły się prawa do emisji ponad 100 mln ton dwutlenku węgla. A ogólny wolumen uprawnień przyznanych na lata 2005-07 to około 6,5 mld ton. Z tej wielkości, obejmującej wszystkie państwa UE, blisko 11 proc. przypada na Polskę.

…jeszcze w lesie

W Polsce wciąż niegotowy jest Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień. Najpierw do przygotowanego przez rząd projektu zgłosiła zastrzeżenia Komisja Europejska. W efekcie zredukowała limity dla Polski o 16 proc. Teraz trwają dyskusje, jak ten zredukowany przydział rozdzielić na nowo między firmy.

Problemem jest także brak systemu rejestru uprawnień, który służy m.in. monitorowaniu podziału uprawnień, rejestracji transakcji.

— Ponieważ polskie władze wciąż nie podjęły ważnych decyzji, przede wszystkim co do zakupu lub stworzenia rejestru, szanse na uruchomienie rynku przed końcem roku są niewielkie — mówi Marcin Kaniewski.

Wątpliwości budzą także kwestie księgowe handlu, choć to oczywiście dotyczy nie tylko Polski. Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości wycofał się z ustalonych wcześniej zasad księgowania transakcji dotyczących uprawnień do emisji. Wciąż zatem brakuje odpowiedzi na to, jak wyceniać uprawnienia w sprawozdaniach finansowych.

Czy polskie przedsiębiorstwa szykują się do uczestnictwa w rynku? Wszak zarządzanie nowymi dla firm aktywami, jakimi staną się uprawnienia do emisji, będzie wymagało solidnego przygotowania, nie tylko technicznego.

— Każda firma, objęta systemem, musi stworzyć specjalny dział, który będzie zajmował się tylko monitorowaniem i zarządzaniem portfelem uprawnień — podkreśla Katarzyna Rozenfeld.

Co robić, żeby zarobić?

Zdaniem Marcina Kaniewskiego, duże zakłady, będące częścią międzynarodowych koncernów, najważniejsze przygotowania mają już za sobą. Gorzej sytuacja wygląda w małych przedsiębiorstwach ciepłowniczych.

Zarządzanie uprawnieniami będzie przypominać zarządzanie papierami wartościowymi. Swoją rolę mają tu do odegrania brokerzy, specjalizujący się w handlu uprawnieniami. W Polsce, mimo że nie handluje się jeszcze uprawnieniami, są już firmy świadczące takie usługi. Przykładem jest firma Marcina Kaniewskiego. Specjalistom można powierzyć zadanie monitorowania rynku, podejmowania decyzji o zakupie lub sprzedaży uprawnień, poszukiwania partnerów i nadzoru nad transakcjami.

Jak będzie kształtował się rynek?

— Teoretycznie istnieje możliwość, że małe przedsiębiorstwa produkcyjne, które zostały włączone do systemu, będą zmuszone do ograniczenia produkcji. Po prostu koszty inwestycji koniecznych do ograniczenia poziomu emisji mogą przewyższać ich możliwości finansowe — twierdzi Marcin Kaniewski.

Dlatego być może najkorzystniejsza dla nich będzie sprzedaż przyznanych limitów. Nabywcami będą potentaci rynku, którzy dzięki temu uzyskają możliwość zwiększenia swojej produkcji.