Polski rynek elektromobilności rozpoczął 2026 r. wyraźnym przyspieszeniem. Liczba rejestracji osobowych i dostawczych samochodów w pełni elektrycznych wzrosła w pierwszym kwartale o 59 proc. r/r, osiągając poziom ponad 11,4 tys. — wynika z Licznika Elektromobilności prowadzonego przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) i Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM).
Rynek bez dopłat
Na koniec marca po polskich drogach jeździło już 263,1 tys. samochodów z wtyczką — 131,9 tys. to auta w pełni elektryczne, a 131,2 tys. to hybrydy plug-in.
Wzrost nie ogranicza się do aut osobowych. Flota elektrycznych pojazdów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 12,6 tys., a liczba zeroemisyjnych autobusów przekroczyła 2 tys., z czego zdecydowana większość to pojazdy bateryjne. Szczególnie dynamiczny okazał się segment transportu publicznego — liczba rejestracji e-autobusów była niemal czterokrotnie wyższa niż rok wcześniej.
Równolegle rośnie infrastruktura ładowania. Pod koniec marca działało już ponad 12,5 tys. ogólnodostępnych punktów. Niemal połowę stanowiły szybkie ładowarki prądu stałego, co wskazuje na stopniową poprawę dostępności szybkiego ładowania kluczowego dla użytkowników flotowych. Rok temu działało 9,3 tys. punktów, a tylko 32 proc. stanowiły szybkie.
— W przypadku rejestracji samochodów bateryjnych marcowy wynik pokazuje, że po okresie hossy spowodowanej dotacjami z programu NaszEauto powróciliśmy do wyniku, który odnotowywaliśmy w ciągu ostatnich lat, czyli wzrostu rejestracji o około 50 proc. r/r. Mimo decyzji o nieprzyznaniu dodatkowych 300 mln zł na dopłaty do zakupu pojazdów zeroemisyjnych wydaje się, że jeśli chodzi o rejestrację samochodów na prąd, ten rok nie będzie znacznie gorszy od poprzedniego — mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.
Presja cenowa i konkurencja z Chin
Jan Wiśniewski z PSNM zwraca uwagę na duży wzrost rejestracji w segmencie czysto elektrycznych aut osobowych (o ponad 60 proc. r/r) oraz rosnący udział BEV, który w marcu przekroczył 5,3 proc. Jego zdaniem istotnym czynnikiem podtrzymującym popyt są coraz bardziej konkurencyjne oferty finansowania.
— Na rynku nadal są dostępne oferty wynajmu długoterminowego samochodów bateryjnych w cenach na poziomie 1 tys. zł miesięcznie lub mniej. W kolejnych miesiącach możemy spodziewać się dalszego nasilenia konkurencji cenowej m.in. w związku z rosnącą presją ze strony chińskich producentów oraz zbliżającym się terminem realizacji obowiązku redukcji emisji za lata 2025-27 — mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.
