Polska jest jedna, ale zróżnicowana

15-04-2018, 22:00

Przedwyborcze obietnice mają spowodować przeniesienie entuzjazmu władców do narodu poza twardy elektorat PiS.

Do wyborów samorządowych pozostało nieco ponad pół roku — w wariancie najwcześniejszym mogą się odbyć 21 października, w najpóźniejszym zaś 4 listopada. Komitety lokalne dopiero się konsolidują, ale główne partie już wzbijają się do lotu. W sobotę Prawo i Sprawiedliwość wraz z przystawkami zorganizowało konwentykiel, po którym rozjechało się po kraju nieść kaganek tzw. dobrej zmiany pod strzechy. Rozniecony został na warszawskiej Pradze, w hali dawnej drukarni na Kamionku, dosłownie kwadrans pieszo od siedziby „Pulsu Biznesu”, z tym że my na Szmulkach.

Zobacz więcej

Aplauz orkiestry Prawa i Sprawiedliwości dla dyrygenta Jarosława Kaczyńskiego.

Entuzjazm aktywu rządzącej partii przypominał przedstawiony niegdyś w dokumencie „Witajcie w życiu” o korporacji Amway. Przedwyborcze obietnice (szczegóły na str. 6-7) mają spowodować przeniesienie tego entuzjazmu do narodu poza twardy elektorat PiS. Partyjni stratedzy pamiętają realne wyniki wyborów z 25 października 2015 r., odniesione nie do głosów ważnych, lecz do wszystkich uprawnionych — zwycięską listę PiS poparło wtedy jedynie 18,65 proc. pełnoletnich Polaków. Tylko splot wyborczych przepisów z fatalnymi błędami lewicy sprawił, że partia z poparciem poniżej 1/5 społeczeństwa przejmuje 100 proc. władzy we wszystkich dziedzinach życia publicznego. Obecnie na cel wzięła przechwycenie jednostek samorządu terytorialnego.

Kampania nakłada się na tąpnięcie sondaży PiS, spowodowane wpadką z rządowym rozdawnictwem nagród. Prezes Jarosław Kaczyński oficjalnie uznał, że był to „błąd”. Dlatego do odkręcania jego skutków rzucono na wyborczy rynek nie pojedynczą kiełbasę, lecz obfity stół, który ma wyżywić PiS podczas całego wieloboju. Po samorządowych już w maju 2019 r. odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, w październiku — do Sejmu i Senatu, a wreszcie w maju 2020 r. — prezydenckie. W rządowym rogu obfitości jedynym konkretem samorządowym jest obietnica budowy dróg lokalnych, które od lat wspierane były z programu „schetynówek”. Wszystkie pozostałe obietnice mają charakter uniwersalny, np. wypłata po 300 zł na ucznia ma sprawić, by dziecko przypominało rodzicom, który dobry wujek dał te pieniążki, przed każdymi wyborami — samorządowymi, europejskimi, parlamentarnymi, prezydenckimi…

Lejtmotyw sobotniego konwentyklu brzmiał „Polska jest jedna”. To truizm, chociaż nośny. W jego krzewieniu największe zaangażowanie wykazuje premier Mateusz Morawiecki, pozycjonujący się na drugą osobę w ekipie tzw. dobrej zmiany, zaraz po prezesie. W propagandzie PiS wyraźnie zauważalne jest wycofywanie prezydenta Andrzeja Dudy, podpadniętego zawetowaniem kolejnej ważnej ustawy, degradacyjnej. Twardy elektorat PiS nadal jednak nie rozumie, czemu swojska Beata Szydło została zastąpiona przez technokratycznego Mateusza Morawieckiego, oraz stawia niewygodne pytanie: „a cóż on zrobił dla wyborów w 2015 r.?”. Faktycznie — zjawił się na gotowe. Dlatego nadchodzący wielobój, poczynając od samorządu, staje się dla premiera polityczną odróbką. Notabene, słysząc wezwania do jedności, mam wrażenie déją vu. W epoce towarzysza Edwarda Gierka obowiązywała doktryna o „jedności moralno-politycznej narodu”. Jako ówczesne dziecko premier nie może jej pamiętać, ale prezes skutki dęcia w takie puste hasła zna przecież doskonale. Czytaj też str. 6-7

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Polska jest jedna, ale zróżnicowana