Polska już niedługo wejdzie w recesję

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 11-09-2009, 00:00

Duński bank znowu wzbudza kontrowersje. Tym razem sugeruje, by zapomnieć o euro.

Zwlekajcie z euro najdłużej, jak się da — radzi Saxo Bank

Duński bank znowu wzbudza kontrowersje. Tym razem sugeruje, by zapomnieć o euro.

Polscy ekonomiści są coraz bardziej optymistyczni wobec polskiej gospodarki. Ostatnio swoją prognozę PKB na 2009 r. podniosły m.in. BZ WBK (z 0,5 proc. do 1,2 proc.) i Bank BPH (z 0,4 proc. na 1 proc.).

— Drugi kwartał okazał się silny, więc cały rok rysuje się bardziej optymistycznie — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Ale nie wszyscy analitycy są przekonani, że kryzys mamy za sobą. Według Davida KarsbŅla, głównego ekonomisty Saxo Banku, Polska najgorsze ma przed sobą.

Jak bumerang

Duński bank słynie z kontrowersyjnych opinii. Tym razem również idzie pod prąd.

— Polska ciągle jeszcze nie dotknęła dna. Trzeci kwartał może być gorszy niż poprzedni, drugie półrocze przyniesie ujemny wzrost. Jesteście nieco opóźnieni w stosunku do tego, co dzieje się w strefie euro. W całym 2009 r. wzrost gospodarczy będzie zerowy — twierdzi David KarsbŅl.

Według ekonomisty Saxo Banku, strefa euro również stoi przed drugą falą kryzysu, co dodatkowo uderzy w nasze firmy.

— Jesteśmy raczej na środku litery "W" niż "U". Wchodzimy w machinę delewaryzacji — gospodarki rozwinięte po okresie dynamicznego zadłużania się zmieniają kierunek i raczej chcą spłacać swoje zadłużenie, niż je refinansować. A to zmusza wszystkich do ograniczania konsumpcji — mówi David KarsbŅl.

Według niego, rynki są zbyt optymistyczne.

— Sygnały poprawy wynikają ze sztucznego pompowania w gospodarkę pożyczonych przez rządy pieniędzy. Tego nie uda się utrzymać w nieskończoność. Zanim gospodarka się ustabilizuje, musi ustabilizować się dług publiczny. W przyszłym roku zobaczymy w strefie euro powrót recesji — ostrzega ekonomista.

Nie tacy toksyczni

Chociaż Polska zachowuje dodatni wzrost PKB, nasz rząd nie ma powodów do dumy.

— Radziłbym raczej spojrzeć na Czechy czy Słowację. Mają recesję, ale w ostatnich latach wprowadziły wiele reform, wiele zainwestowały, by zwiększyć eksport, znacznie uprościły systemy podatkowe. W Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia — twierdzi David KarlsbŅl.

Jednak mimo to możemy na kryzysie zyskać.

— Koszty pracy w Polsce są znacznie niższe niż w Danii, Niemczech czy USA. Na Zachodzie wiele miejsc pracy zostało zamkniętych — pretekstem był kryzys, ale tamtejsze firmy chciały to zrobić od pięciu, sześciu lat, by przenieść produkcję do takich krajów jak Polska. Macie dobrze wykształconych ludzi i dłuższy przeciętny czas pracy — mówi David KarlsbŅl.

A jeszcze niedawno postrzegano nas zupełnie inaczej.

— Europa Środkowa i Wschodnia była na początku roku toksycznym aktywem. Naprawdę baliśmy się, że niektóre państwa staną się niewypłacalne. Tak się na szczęście nie stało — mówi ekonomista.

Według niego, Polskę uratował głównie złoty, dlatego powinniśmy zostać przy nim jak najdłużej.

— Jako ekonomista jestem przekonany, że dla Polski lepsze będzie posiadanie własnej waluty. To naturalny stabilizator, tego nie zastąpią korzyści ze wspólnej waluty. Słowacja, Irlandia, Grecja czy Hiszpania bez euro byłyby dziś w o wiele lepszej sytuacji niż są — mówi David KarlsbŅl.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu