Przekształcanie UE w najbardziej dynamiczną gospodarkę świata przebiega z oporami.
W warszawskim hotelu Marriott odbyła się konferencja „Przyszłość strategii lizbońskiej — wyzwania dla Polski” zorganizowana przez Europejskie Centrum Przedsiębiorczości (EuCP) i „Puls Biznesu”.
Strategia lizbońska, przyjęta w 2000 r. w stolicy Portugalii, zakłada przekształcenie Unii Europejskiej do 2010 r. w najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarkę świata. To najbardziej kompleksowy i długofalowy program społeczno-gospodarczy UE i choć — jak przyznają eksperci — niełatwy do realizacji, to niezbędny, aby nie pozostać w tyle za uciekającymi Stanami Zjednoczonymi i Azją.
Strategia lizbońska opiera się na trzech filarach: ekonomicznym, społecznym i ekologicznym. Przewiduje m.in. wzrost wskaźnika zatrudnienia, zwiększenie nakładów na naukę oraz upowszechnienie dostępu do internetu.
Po czterech latach realizacji strategii, w wielu dziedzinach Unia nie osiąga wyznaczonych wskaźników. Wyjątek stanowią kraje nordyckie z Finlandią na czele. Gorzej wygląda sytuacja we Włoszech, Grecji czy Polsce. Według Jerzego Kwiecińskiego, wiceprezesa EuCP, między krajami członkowskimi UE a USA stale utrzymuje się duża różnica gospodarcza.
Według ekspertów, szczególny nacisk należy położyć na rozwój edukacji. Kazimierz Kloc, prorektor SGH, przekonuje, że w Polsce potrzebny jest rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Chodzi nie tylko o wzrost liczby uczelni wyższych, ale głównie o poprawę jakości nauczania. W ostatnich latach liczba studentów w naszym kraju wzrosła z 440 tys. do 1,8 mln, przy czym kadra nauczająca powiększyła się jedynie o 20 proc.