W średnim i długim terminie los złotego jest przesądzony. Fundamenty naszej waluty są bowiem bardzo dobre, dzięki czemu zyska ona na wartości. Wzrost gospodarczy w Polsce, choć mocno hamuje, wciąż pozostanie zdecydowanie wyższy niż na Zachodzie. Dodatkowo nasz system bankowy jest zdrowy, a największe spółki nie potrzebują ratunkowych emisji akcji. Dlatego przeceniony złoty powinien mocno zyskiwać względem węgierskiego forinta. Poza tym siłę naszej waluty wzmaga jastrzębia Rada Polityki Pieniężnej. Choć cykl obniżek stóp procentowych właśnie się rozpoczął, to nie można spodziewać się mocnego rozluźnienia polityki pieniężnej. Tym bardziej że rząd wytyczył już drogę do przyjęcia przez Polskę euro za trzy lata.
Kiedy globalna awersja do ryzyka wreszcie zmaleje, a duzi inwestorzy znów zaczną szukać okazji do zarobku na rynkach rozwijających się, aktywa denominowane w złotym powinny wrócić do łask. Apetyt zagranicznych instytucji na krajowe akcje czy obligacje wzmocni efekt czysto spekulacyjnych zakupów naszej waluty. Taki scenariusz może ziścić się już w przyszłym roku. Przekonani o tym są specjaliści z Credit Agricole (trzeci bank w Europie). Prognozują oni, że na koniec I kwartału za euro zapłacimy mniej niż 3,4 zł, a pod koniec roku tyle, ile w wakacje (3,2 zł). To 16,5 proc. mniej niż obecnie. Marek Rogalski z FIT DM traci przy tym nadzieję na "rajd" złotego jeszcze w tym roku. Zastanawia się nawet nad "czarnym grudniem".
Pesymiści przewidują wzmacnianie się naszej waluty dopiero od ostatnich miesięcy przyszłego roku. Bank of Tokyo-Mitsubishi UFJ przewiduje, że w połowie przyszłego roku euro będzie warte 4,3 zł (13 proc. więcej niż teraz), ale do końca grudnia 2009 r. kurs EUR/PLN ma wrócić do obecnego poziomu (około 3,8 zł za euro). O tym, że za rok wartość złotego względem wspólnotowej waluty nie zmieni się, przekonany jest również JP Morgan, który ostatnio w kontrowersyjny sposób uaktywnił się na naszym rynku kapitałowym (niekorzystne dla złotego rekomendacje i analizy). Podobny scenariusz rysuje Jacek Maliszewski z Alpha Financial Services. Jego zdaniem, bardzo duże nominały opcji kupna obcych walut, jakie latem emitowały polskie firmy, nie pozwolą na umocnienie się złotego do jesieni przyszłego roku. Jednak po dalszym osłabieniu się naszej waluty w najbliższych miesiącach, aż do wstąpienia Polski do strefy euro, złoty będzie zyskiwał na wartości. Alpha FS zaleca długoterminowym oszczędzającym trzymanie aktywów jedynie w złotym, a kredytobiorcom — trzymanie się z daleka od franka.
Mediana prognoz 26 globalnych instytucji mówi o stopniowym umacnianiu się polskiej waluty względem euro. Do końca pierwszego kwartału euro ma stanieć o 10 gr (do 3,7 zł), a do połowy przyszłego roku o kolejne 10 gr (do 3,6 zł). Później proces aprecjacji złotego ma przejściowo wyhamować. W II półroczu 2009 r. euro powinno stanieć o 5 gr, a przez cały 2010 r. — jedynie o grosz. W 2011 r., w miarę zbliżania się do strefy euro, złoty ma szybko rosnąć w siłę. Eksperci przewidują, że za trzy lata euro będzie warte 3,1 zł, a za cztery — 3,05 zł (20 proc. mniej niż obecnie).
O ile dla polskich eksporterów najważniejszy jest kurs euro, o tyle dla kredytobiorców — frank szwajcarski. Mediana prognoz 40 dużych instytucji finansowych mówi, że CHF w najbliższych kwartałach i latach powinien wręcz idealnie trzymać obecną wartość względem euro. Złoty powinien więc zyskiwać wobec franka w takim samym tempie, jak w stosunku do europejskiej waluty.
Zachowanie złotego względem dolara jest wypadkową kursu euro i dolara oraz siły naszej waluty względem unijnej. Przeciętne wskazania ekspertów dają nadzieję, że kurs dolara powinien zachowywać się w przyszłym roku stabilnie przy około 3 zł. Rozbieżności między poszczególnymi analitykami są tu jednak ogromne. O ile niemiecki Landesbank Baden-Wuertenberg mocno wierzy w walutę sąsiadów zza miedzy (dolar ma w połowie przyszłego roku kosztować zaledwie 2,39 zł), o tyle amerykański Merrill Lynch mówi o aż 3,79 zł za dolara. Mediana prognoz specjalistów z 22 banków wskazuje, że na koniec 2010 r. dolar powinien kosztować 2,84 zł, a w 2011 r. — 2,55 zł (16 proc. mniej niż obecnie). Później amerykańska waluta ma odzyskiwać wigor na arenie międzynarodowej, przez co złoty może stracić kilka procent względem niej.
Adrian Boczkowski