Polska wkrótce będzie pławić się w luksusie

  • Alina Treptow
opublikowano: 08-07-2013, 00:00

W ciągu najbliższych lat marki z najwyższej półki będą szturmować rynek. W 2015 r. Polacy wydadzą na nie 13 mld zł

Polski rynek dóbr luksusowych rośnie równie szybko, jak aspiracje Polaków, by być jego częścią. Według szacunków KPMG, w zeszłym roku Polacy wydali na produkty z wyższej półki 10,2 mld zł, w 2015 r. będzie to już blisko 13 mld zł. Zdaniem ekspertów, za wzrost będą odpowiadały m.in. nowe marki, do tej pory nieobecne w Polsce.

Zobacz więcej

Polska do niedawna była omijana przez czołowe marki luksusowe. Powodem były niewystarczająco grube portfele rodaków i mało turystów z zasobniejszymi. Turyści, szczególnie z Azji, są głównymi klientami ekskluzywnych sklepów w Brukseli czy Paryżu. [FOT. BLOOMBERG]

Wielcy nadchodzą

Głośno otwarcie butiku świętował w czerwcu koncern Louis Vuitton Moët Hennessy. Dotychczas światowy lider dóbr luksusowych prowadził w Polsce sieć drogerii Sephora. Kupić można też jego zegarki Hublot. Gilles Dougound, dyrektor generalny Sephory w Polsce, jest zaskoczony nieobecnością na naszym rynku wielu marek luksusowych.

— Louis Vuitton niewątpliwie zachęci do wejścia na polski rynek pozostałe brandy. Tak było w innych krajach, gdzie uruchomił lawinę. Myślę, że w ciągu trzech lat w Polsce butiki otworzy wiele topowych marek luksusowych — mówi Gilles Dougound, wcześniej związany z takimi markami, jak Dior, Givenchy, Guerlain czy Moët.

Równie dużo, jego zdaniem, będzie się działo na rynku kosmetyków selektywnych. Już dzisiaj Polacy wydają na nie rocznie 1,2 mld zł. Będą wydawać coraz więcej, ponieważ nadal mają dużo do nadrobienia. Obecnie, według danych Euromonitora, kosmetyki premium mają 11-procentowy udział w polskim rynku kosmetyków, podczas gdy w Europie Zachodniej średnio 25-30 proc.

— Jest to spowodowane kilkoma czynnikami — różnicą w sile nabywczej, ale nie tylko. W Polsce na 50-mililitrowy flakon perfum trzeba pracować średnio 12 godzin, we Francji siedem, co nie zmienia faktu, że potencjał Polski jest olbrzymi. Motorem wzrostu jest też rosnąca świadomość klientów, którzy coraz większą wagę przywiązują do jakości — twierdzi Gilles Dougound.

W związku z sytuacją makroekonomiczną sprzedaż kosmetyków premium nie będzie rozwijała się tak dynamicznie jak jeszcze kilka lat temu (według danych Euromonitora, w 2012 r. segment wzrósł o 4,6 proc., podczas gdy rynek kosmetyków masowych — o 1,9 proc.), ale z pewnościąbędzie na plusie. Sephora szacuje, że rynek kosmetyków z najwyższej półki urośnie o 1-3 proc.

— Chcemy rosnąć wartościowo co najmniej tak szybko jak rynek. Co do nowych perfumerii, nie będzie ich tak dużo jak w poprzednich latach. W ciągu najbliższych kilku lat planujemy trzy otwarcia rocznie, w 2013 r. w Poznaniu, Gdańsku oraz Katowicach. W ciągu ostatnich lat sporo też inwestujemy w unowocześnianie placówek — mówi Gilles Dougound.

Perspektywiczny rynek

Sephora jest liderem rynku — według danych Nielsena, ma w nim ponad 50-procentowy udział. Po piętach depcze jej niemiecki Douglas, trzecie miejsce zajmuje Marionnaud. Zdaniem Gillesa Dougounda, polski rynek dóbr luksusowych jest bardzo perspektywiczny, a w ciągu najbliższych lat będzie jednym z najszybciej rozwijających się w całej Europie. Podobnego zdania jest Dante Clinque, general manager Ferrari Warszawa. 2013 r. jest w Polsce rekordowy pod względem sprzedaży motoryzacyjnego cacka.

— Sprzedaż warszawskiego salonu wzrosła o 20 proc. i jest to jeden z lepszych wyników [pod względem dynamiki — red.] w całej Europie. Dla porównania, we Włoszech spadła o kilkadziesiąt procent, choć nadal sprzedaje się tam kilkakrotnie aut więcej niż w Polsce — mówi Dante Clinque.

Jego zdaniem, cały polski rynek dóbr luksusowych będzie rósł jak na drożdżach, bo widać, że Polacy zaczynają spoglądać ku towarom z najwyższej półki. — Zwracają m.in. większą uwagę na to, co i jak noszą — uważa Dante Clinque.

Wielcy nieobecni

Coraz więcej Polacy wydają też zna luksusowe zegarki. Według szacunków szwajcarskich analityków, na te ze Szwajcarii — ponad 100 mln zł rocznie. Ostatnio zrobiło się o nich głośno w związku z zegarkami, które nosi minister transportu. Zdaniem Waldemara Mellera, właściciela firmy odCzasu doCzasu, taka reklama nie służy jednak branży.

— Można mieć w Polsce piękny dom, luksusowe auto, ale z dobrego zegarka robi się aferę. Zresztą w tym przypadku wcale nie najlepszego. Takie zamieszanie robi wiele złego — twierdzi Waldemar Meller.

Zwraca uwagę na wielkich nieobecnych — nadal butiku w Polsce nie ma ani Cartier, ani Patek Philippe. I jego zdaniem, szybko się nie pojawią, bo w jednym butiku we Francji czy Chinach mogą zarobić więcej niż na terenie całej Polski.

— Azjaci to dzisiaj klienci numer jeden. Szacuje się, że 40 proc. zakupów luksusowych na terenie Europy Zachodniej wędruje do Azji. Do Warszawy nie przyjeżdżają oni równie często, jak do Londynu czy Paryża — twierdzi Waldemar Meller.

OKIEM EKSPERTA

JERZY MAZGAJ, udziałowiec Vistuli

Louis Vuitton jest swego rodzaju L drogowskazem dla innych marek luksusowych. Kilka lat temu prowadziłem rozmowy z wieloma luksusowymi brandami. Ich przedstawiciele na początku pytali, czy jest w Polsce Louis Vuitton. Najwyższy czas, by topowe luksusowe marki weszły na nasz rynek, bo w czym jesteśmy gorsi od Czechów czy Węgrów, którzy mają je u siebie. Choć są też brandy, które do Polski się nie spieszą. Patek Philippe twierdzi na przykład, że numerem jeden są dla niego Chiny, gdzie popyt na jego zegarki przewyższa podaż. A nie są produkowane masowo. Nad jednym zegarkiem wyszkolony zegarmistrz pracuje nawet dwa i pół miesiąca.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu