Dane za 2014 r. uwidaczniają wzrostowy trend w obszarze importu z Chin do Polski. Ze wstępnych analiz Głównego Urzędu Statystycznego, zestawionych przez Akcentę, międzynarodową instytucję płatniczą, wynika, że z Państwa Środka w ubiegłym roku wwieziono do nas towary o łącznej wartości 72,8 mld zł, czyli o 11,6 mld zł więcej niż w roku 2013.
Oznacza to, że Chiny wchodzą na drugie miejsce w strukturze importowej kraju, zastępując na nim Rosję. I zagospodarowują już 10,5 proc. całego importu. Trend ten i dynamika wzrostu importu z Chin do Polski, zdaniem Radosława Jaremy, dyrektora zarządzającego Akcenty w Polsce, powinny się utrzymać jeszcze w 2015 r.
— Motorem napędowym gospodarki będzie popyt konsumpcyjny, który obejmuje elektronikę i odzież, a więc produkty, będące głównym produktem eksportowym Chin. Dodatkowo, w przypadkupolskich firm odzieżowych, widoczne są ambicje międzynarodowe, a to oznacza, że jeszcze więcej produktów będzie sprowadzanych do Polski, skąd trafią na półki w Europie Zachodniej — zaznacza Radosław Jarema.
Już teraz z Chin chętnie importujemy materiały i tekstylia, odzież, obuwie, zegarki oraz biżuterię. Do konsumentów trafiają też produkowane tam sprzęty użytku domowego, jak choćby czajniki i żelazka. Co istotne, są to najczęściej produkty o niezbyt długiej trwałości, przez co popyt na nie jest odnawialny i wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.
— Chiny, z racji dotychczasowej specjalizacji w produkcji zaawansowanej elektroniki, mogłyby być dla polskich firm dostawcą półproduktów i podzespołów. To wymagałoby jednak większej skali produkcji zaawansowanych urządzeń, sprzętu i rozwiązań technologicznych w Polsce. Wówczas polski import z Chin miałby trochę lepszą strukturę i obejmowałby nie tylko proste towary, w całości wyprodukowane w Chinach — dodaje Radosław Jarema.