Mimo ostatnich problemów z koniunkturą w Polsce nasza gospodarka ma przed sobą czas silnego rozwoju — takiego zdania są analitycy firmy doradczej PwC. Ich zdaniem, w latach 2012-20 wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie średnio 3,1 proc. rocznie, a w latach 2021-30 spowolni tylko nieznacznie — do 2,9 proc.
— Choć to nieco niższa dynamika niż 3,3 proc. obserwowane w dotychczasowych dwóch dekadach, to i tak należy uznać to za dobry wynik. Będziemy rozwijać się na tyle szybko, by Polska odrobiła dużą część straty do krajów rozwiniętych — mówi Mateusz Walewski, ekonomista PwC.
Według stanu na 2011 r., PKB Polski po uwzględnieniu siły nabywczej dochodów obywateli (czyli po wyeliminowaniu różnic w cenach produktów i usług) stanowi 25 proc. PKB Niemiec. PwC prognozuje, że w 2030 r. będzie to 34 proc. Autorzy raportu zakładają, że w najbliższych dwóch dekadach nasz zachodni sąsiad będzie rozwijał się w średnim tempie jedynie 1,3 proc.
— Mimo ostatniego postępu Polska nadal jest dość ubogą gospodarką, więc stosunkowo łatwo jest jej nadrabiać zapóźnienia. Ponadto w pełni korzysta z zalet członkowstwa w UE: jej rynków zbytu, dotacji oraz gwarancji względnej stabilności instytucjonalnej kraju. Wydajność gospodarki podnosi też przechodzenie sporej części osób z sektora rolniczego do innych sektorów — uważa Mateusz Walewski.
Jeśli założyć, że PKB jest miernikiem zamożności obywateli danego państwa, Polacy w najbliższych dwóch dekadach niemal podwoją swoją zamożność (według PwC, PKB wzrośnie z 813 do 1415 mld USD). Analitycy zaznaczają jednak, że z każdym kolejnym rokiem doganianie Zachodu będzie coraz trudniejsze. Prognozują, że w latach 2031- 50 PKB Polski będzie rósł już tylko o około 2 proc. rocznie, a więc niewiele szybciej niż PKB Niemiec.
— Wzrost gospodarczy w Polsce, zwłaszcza po 2030 r., będzie stopniowo spowalniał. Główną przyczyną tego hamowania będzie demografia. Mamy jeden z najniższych wskaźników dzietności w krajach UE — w 2035 r. liczba osób w wieku produkcyjnym będzie o 14 proc. mniejsza niż obecnie — twierdzi Mateusz Walewski. Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK, w dużej części zgadza się z prognozami PwC.
— Wzrost gospodarczy około 3 proc. w perspektywie najbliższych dwóch dekad to dość wiarygodne założenie. To nie będzie już silny wzrost, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni przed kryzysem, ale wystarczający, by niwelować zapóźnienie w stosunku do Zachodu — mówi Tomasz Kaczor. Zgadza się też, że wzrost gospodarczy Polski w każdej kolejnej dekadzie będzie coraz wolniejszy.
— Kiedy jest się mocno zapóźnionym, łatwo nadrabiać straty, bo można masowo czerpać z pomysłów i doświadczeń bogatszych gospodarek. Kiedy jednak dużą część tej straty się odrobi, wzorców do skopiowania robi się coraz mniej — tłumaczy Tomasz Kaczor.
Ekonomista jest jednak optymistą w kwestii demografii. — Mamy spore rezerwy siły roboczej: w rolnictwie, imigracji, wśród kobiet i osób powyżej 50. roku życia. Wskaźnik aktywności zawodowej jest tu niski. Te rezerwy wraz ze starzeniem się społeczeństwa będą stopniowo uwalniane — mówi Tomasz Kaczor.