Dane miesięczne z bilansu płatniczego pokazują, że polski eksport spada. Do wcześniej spadającego eksportu towarów dołącza teraz eksport usług, który wszedł w stagnację. Dynamika łącznie wyniosła w maju -5,9 proc. rok do roku. Składa się na to spadek eksportu towarów o 7,6 proc. oraz niemal zerowa dynamika eksportu usług (0,1 proc. r/r). Jest w tym częściowo wina efektów sezonowych (dwa długie weekendy), ale średnie trzymiesięczne też wyglądają nie najlepiej. Popyt zagraniczny jest po prostu słaby.
Na te dane można spojrzeć z perspektywy optymistycznej i pesymistycznej.
Optymista powie, że stagnacja jest naturalna po paru latach gigantycznych wzrostów. W latach 2021-22 polski eksport rósł bardzo szybko, dużo szybciej niż trend z lat 2010-20. Złożyły się na to: wysoki popyt na towary wyposażenia domu w czasie pandemii, duża fala inwestycji zagranicznych w Polsce (m.in. w motoryzacji, usługach biznesowych), a także wojna w Ukrainie, która wytworzyła zapotrzebowanie na różne materiały i półprodukty. Teraz mamy okres przerwy, wokół którego nie powinniśmy robić nadmiernego hałasu.
Pesymista zwróci jednak uwagę na czynniki, które mogą trwale obniżyć dynamikę eksportu. Przede wszystkim doszło do potężnego umocnienia realnego kursu złotego w ostatnich dwóch latach. To zmienia model biznesowy niektórych firm eksportowych. Ponadto w niektórych branżach przetwórczych widać wyraźną redukcję zatrudnienia, największą od co najmniej dekady, co wskazuje na pogorszenie długookresowych perspektyw rozwojowych. Jest też wiele miękkich sygnałów – na przykład branża usług biznesowych sygnalizuje, że przyrosty zatrudnienia nie będą już tak spektakularne jak w poprzedniej dekadzie.
Prawda leży gdzieś pośrodku z przechyłem na racje pesymisty. Obecna faza spowolnienia jest na pewno przejściowa – jest to zjawisko cykliczne, pogłębione przez dekoniunkturę w Niemczech. Ale ożywienie po tej fazie nie będzie już takie, jak w zdarzało się w poprzednich cyklach, kiedy dynamika eksportu wybijała w okolice 10-15 proc. W ostatniej dekadzie zebraliśmy wszystkie nisko wiszące owoce, cały możliwy outsourcing skierowany na poszukiwanie niskich kosztów pracy. Teraz wędrujemy w górę hierarchii wartości dodanej, jest to proces trudniejszy.
A może pesymistę należałoby nazwać realistą. Trudno, byśmy notowali kolejną dekadę z 10-procentową roczną stopą wzrostu eksportu. To krajowi na takim poziomie rozwoju po prostu już nie może się zdarzyć. Teraz potrzebujemy więcej inwestycji, by móc walczyć o lepsze miejsca w łańcuchach wartości. Ciężar wzrostu gospodarczego musi spaść bardziej na popyt wewnętrzny.
