Polski przemysł woła o pracownika

opublikowano: 08-03-2018, 22:00

„Chcieć” i „móc” coraz bardziej się od siebie oddalają — skandują polscy przedsiębiorcy z sektora przemysłowego

Wyświetl galerię [1/5]

Fot. Marek Wiśniewski

Na koniec ubiegłego roku w polskiej gospodarce było 117,8 tys. wolnych miejsc pracy — szacuje GUS. W porównaniu z końcem III kw. ich liczba spadła o 13,4 tys. (o 10,2 proc.), ale w ujęciu r/r chodzi o 39,8-tysięczny, czyli ponad 50-procentowy, wzrost. Pierwsza zmiana to pochodna sezonowości, żeby uzyskać prawdziwy obraz, lepiej polegać na drugiej. Wtedy na pierwszym planie zobaczymy piętrzące się problemy niedoboru pracowników. To obecnie ogromny i ważny problem, ale znany nie od dziś. Dlatego tym razem warto skupić uwagę na planie drugim, czyli strukturze wakatów.

Liczbowe świeżynki

Z opublikowanych w czwartek danych GUS wynika, że aż 25,6 proc. z ogólnej puli wakatów „zgarnęły” jednostki prowadzące działalność w zakresie przetwórstwa przemysłowego. Na drugim miejscu są podmioty związane z handlem i naprawą samochodów (15,7 proc.), na trzecim budownictwo (15,2 proc.) — więcej na grafice. W takim gronie sektorów nie dziwi, że 28,1 proc. jednostek dysponujących wolnymi miejscami pracy najczęściej poszukiwało robotników przemysłowych i rzemieślników, 17,1 proc. operatorów i monterów maszyn i urządzeń, a 15,9 proc. specjalistów.

Retrospekcja i F5

We wrześniu ubiegłego roku pisaliśmy w „PB” o tym, jak ogromny udział miała Polska w przyroście zatrudnienia w przetwórstwie przemysłowym w UE w pierwszej połowie 2017 r. Dane z tamtego czasu sugerowały, że było to blisko dwie trzecie. Obecnie statystyki nieco zmniejszają nasze zasługi. Liczba Polaków zatrudnionych w tym sektorze wzrosła w pierwszej połowie 2017 r. o 223 tys. osób, to się nie zmieniło. Eurostat zrewidował jednak szacunki dla całej UE — z aktualnych danych wynika, że zatrudnienie wzrosło o 457 tys., a nie — jak podawano wcześniej — 354 tys. osób, więc nasz wkład zmalał do blisko 50 proc. Co więcej, bogatsi o dane za III kw. 2017 r. (które w porównaniu z II kw. podgryzłyliczbę zatrudnionych w tym sektorze zarówno w Polsce, jak też całej UE, ale u nas mocniej) możemy dziś powiedzieć, że zmalał jeszcze bardziej. Od stycznia do września przybyło nam 127 tys. pracowników, podczas gdy w całej UE — 433 tys.

Blisko 30 proc. — tyle „obecnie” wynosi więc nasz wkład do wzrostu liczby pracowników przemysłowych w Europie. Spadkowa tendencja w ujęciu procentowym odbiera blasku naszym statystykom, ale jedynie powierzchownie. Nadal jesteśmy krajem, który najmocniej zwiększył zatrudnienie w tym sektorze, i to w nie byle jakim stylu — nasz wynik po trzech kwartałach daje nam blisko 2,5-krotną przewagę nad drugą w kolejności Rumunią (więcej na grafice).

Polska kontrastów

Mimo że polskie statystyki dotyczące zatrudnienia w przemyśle brylują na tle Europy, to właśnie u nas niedobór siły roboczej jest w tym sektorze — po pierwsze — ogromnym problemem, po drugie — nasila się najmocniej w UE. Świadczy o tym odsetek firm, które deklarują, że przez niedobór siły roboczej ograniczają produkcję. Z najświeższych danych Eurostatu (za I kw. 2018 r.) wynika, że problem ten dotyczy aż 47 proc. przedsiębiorstw przemysłowych. Więcej takich firm jest tylko na Węgrzech (88 proc.), ale to u nas odsetek wskazań w ciągu roku wzrósł najmocniej (o 15 pkt. proc.). Na grafice widać, jak bardzo w ostatnich latach odskoczyliśmy od unijnego benchmarku. Rozjazd w danych dla Polski i UE dowodzi, że niedobory kadrowe w przemyśle dają się szczególnie mocno we znaki właśnie naszym firmom. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polski przemysł woła o pracownika