Polski rynek różni się od zachodniego

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 1999-04-13 00:00

Polski rynek różni się od zachodniego

Zagraniczni touroperatorzy przejmują klientów

PILOT URATUJE: Dobry pilot ratuje najgorzej zorganizowaną imprezę, a zły rozkłada nawet najlepiej przygotowany wyjazd — mówi Jerzy Sułowski, wiceprezes Orbis Travel. fot. Tomasz Zieliński

Polskim touroperatorom trudno konkurować z zagranicznymi: wielkie firmy mają kilka milionów klientów rocznie, podczas gdy w Polsce najlepsi obsługują kilkadziesiąt tysięcy osób. Duża liczba turystów pozwala na otrzymanie zniżek w hotelach czy szkolenie własnych pilotów, a co za tym idzie — dobrej jakości ofertę za względnie niską cenę.

Dla touroperatorów działających za granicą Polacy stanowią znikomy odsetek klientów. Grupa, do której należy Neckermann, obsłużyła w ubiegłym roku ponad 8 mln turystów, a w Polsce — 12 tys. Ving miał 850 tys. klientów na całym świecie, a u nas zaledwie 37 tys.

Polskim biurom podróży trudno konkurować z zagranicznymi. Duży operator wynajmuje miejsca hotelowe po niższej cenie. Także w przypadku lotów czarterowych cena tzw. bloku miejsc jest niższa. Zagraniczne biura podróży mają więcej klientów nie tylko dlatego, że operują w wielu krajach. Istotnym czynnikiem jest również liczba klientów.

Urlop tylko latem

80 proc. Polaków obsługiwanych przez biura podróży wyjeżdża na wakacje latem.

— Ten tradycyjny sposób spędzania urlopu można by nieco zmienić, gdyby — wzorem innych krajów — zróżnicować terminy wakacji letnich, jak to już zrobiono w przypadku ferii zimowych. Wtedy turyści nie byliby skazani na wyjazd w lipcu czy sierpniu, gdy ceny są najwyższe — mówi Krzysztof Piątek, szef Neckermann Polska.

Za biedni emeryci

Dla zagranicznych touroperatorów ważną grupą klientów są emeryci — w Polsce zbyt biedni, by podróżować. To również przyczynia się do ograniczenia ruchu turystycznego tylko do okresu wakacji.

— Polscy touroperatorzy wynajmują miejsca przede wszystkim w okresie czerwiec — wrzesień. Zagraniczne biura, jak Ving, Neckermann czy TUI kontraktują wielokrotnie większą bazę hotelową i to na 10 miesięcy. Mają oni wielki segment rynku — emerytów — który pozwala wykorzystywać bazę przez niemal cały rok. W Polsce takiego rynku nie ma i nie będzie jeszcze przez najbliższe 10 lat — prognozuje Jerzy Sułowski, wiceprezes Orbis Travel.

Kłopot z pilotem

Zagraniczne biura podróży są w lepszej sytuacji od polskich także dlatego, że zatrudniają pilotów na stałe. Mają więc gwarancję, że są to osoby sprawdzone, z doświadczeniem i oddane firmie. Niestety, znalezienie dobrego pilota jest trudne, jeśli oferuje się tylko pracę sezonową. Tylko część pilotów stale współpracuje z polskimi biurami, większość to wolni strzelcy. Biuro nie zatrudnia ich przez cały rok, bo na przykład w sezonie letnim Orbis obsługuje 5 tys. grup, a w lutym zaledwie 100. Dobry pilot powinien być kulturalny, przyzwoicie ubrany, znać dobrze dwa języki, być sprawnym organizatorem, znać historię obszaru, który obsługuje. Z reguły osoby z takimi cechami mają dobrą stałą pracę.

— Niektórzy pilotują wycieczki w czasie urlopu, ale ponieważ jeżdżą tak rzadko, brakuje im doświadczenia. Najlepsi piloci to studenci, młodzi emeryci i renciści, nauczyciele akademiccy oraz niewielka grupa pilotów zawodowych — ocenia Jerzy Sułowski.

Niektórzy touroperatorzy nie wysyłają grup z pilotami: na lotnisku klientami zajmują się pracownicy firmy, a na miejscu czekają na nich stali rezydenci, którzy organizują wycieczki i dbają o turystów. Jednak piloci są nieodzowni w przypadku wycieczek autokarowych.