Polski rynek trzyma się wyjątkowo mocno

Roman Przasnyski
opublikowano: 15-02-2010, 00:00

Nadzieje na przełamanie niekorzystnego dla niedźwiedzi kierunku ruchu giełdowych indeksów w piątek znów się nie spełniły. Powstrzymanie fali spadkowej to wszystko, na co było stać rynki. Na naszym

kontynencie nie sprzyjały zwyż-

ce kiepskie dane dotyczące go-

spodarki strefy euro. Z kolei za

oceanem i tak już nie najlepszą at-

mosferę popsuł jeszcze gorszy,

niż się spodziewano, wskaźnik

nastrojów konsumentów. Wrażenie zrobiło też pewnie tempo powstrzymywania ekspansji kredytowej w Chinach, gdzie po raz drugi w krótkim czasie władze zdecydowały się na podniesienie stopy rezerw obowiązkowych banków. W tym

otoczeniu indeksy w Warszawie sprawowały się wręcz znakomicie, nie mając sobie równych.

Po wczorajszym zdecydowanie słabym zachowaniu warszawskie indeksy na koniec tygodnia postanowiły się zrehabilitować. Mocny start, w trakcie którego wskaźnik największych spółek zyskiwał 1,4 proc., okazał się jedynie wstępem do poważniejszego ruchu. Już po niecałych dwóch godzinach handlu zwiększył on zwyżkę do ponad 2 proc. i zdecydowanie brylował wśród europejskich rynków, tym razem jako lider wzrostów. Tak jak wczoraj trudno było doszukać się powodów mizerii na naszym rynku, tak dziś niełatwo wskazać przyczyny nagłej odmiany nastrojów.

Wśród największych firm nieodmiennie prym wiódł KGHM, którego papiery zaczęły notowania od zwyżki o 2,4 proc., by już po godzinie zyskiwać 3,6 proc. Silne były też akcje banków, szczególnie tych największych. Walory Pekao rosły przed południem o prawie 3 proc., a PKO BP o niemal 3,5 proc. Tuż po publikacji danych o niższym, niż się spodziewano, wzroście gospodarki strefy euro o zaledwie 0,1 proc. w czwartym kwartale i spadku produkcji przemysłowej w grudniu o 1,7 proc. (spodziewano się niewielkiego wzrostu) nasze indeksy bardzo wyraźnie zmniejszyły skalę zwyżki. Nasz rynek nadal był mało wrażliwy na złe wieści i niekorzystne otoczenie innych giełd. Ostatecznie

WIG20 zyskał 2 proc., chyba trochę sztucznie podciągnięty na końcowym fixingu, indeks szerokiego rynku wzrósł o 1,64 proc., mWIG40 zwyżkował o 1,53 proc. a sWIG80 o 0,69 proc. Obroty wyniosły 1,36 mld zł.

Publikacja gorszych od oczekiwań danych dotyczących gospodarki strefy euro nie spowodowała początkowo większej reakcji na głównych parkietach, z wyjątkiem Paryża. Z pewnym opóźnieniem w ślad za nim poszedł Frankfurt. Pod koniec dnia CAC40 i DAX traciły po 0,4 proc. a FTSE spadał o 0,6 proc. Liderem spadków były Moskwa i Ateny, gdzie indeksy zniżkowały po 2,5 proc.

Na piątkowe sesji w Warszawie nastroje były diametralnie odmienne niż w czwartek. Z roli czerwonej latarni przeszliśmy płynnie do pozycji europejskiego lidera wzrostów. Powody tych wahań pozostaną chyba nieodgadnione. Nadal nie bardzo wiadomo, w którym kierunku podąży rynek. Ten tydzień nie dał odpowiedzi i w tej niepewności zostaniemy pewnie przynajmniej do wtorku, bo w poniedziałek Amerykanie świętują.

Roman Przasnyski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy