KOMENTARZ
W zamieszaniu wokół niemieckiej płacy minimalnej, choć niezawinionym przez polskie firmy, jak w soczewce ogniskują się ich… problemy komunikacyjne. Polski transport na razie zyskał tylko czas. Jeśli do lata Niemcy nie zmienią interpretacji swoich przepisów, obecny sukces może się okazać tylko odwleczeniem egzekucji.
Branża TSL tworzy, według różnych szacunków, od 5 do 10 proc. polskiego PKB. Dlaczego sektor, który daje pracę 500 tysiącom Polaków, nie radzi sobie z pozyskaniem medialnego zainteresowania odpowiadającego skali jego problemów?
Komunikacyjna słabość branży TSL jest przede wszystkim wynikiem słabości poszczególnych przedsiębiorstw. Rynek usług transportowych jest bardzo konkurencyjny. Panuje przekonanie, że jedyną szansą na sukces jest zwiększanie efektywności kosztowej. W przeprowadzonym przez Arskom Lab w 2014 r. badaniu aktywności marketingowej przedsiębiorstw firmy z branży TSL uzyskały na polu PR przeciętny wynik 0,36 w skali od zera do pięciu. Przeciętny wynik dla przedsiębiorstw z sektora MŚP to 0,98. Nie powinno więc dziwić, że branża TSL jako całość ma problemy z komunikowaniem się z otoczeniem.
Przedsiębiorstwa z branży TSL mają jednak kłopoty nie tylko z PR-em. Ich marketing jest zazwyczaj realizowany ad hoc. Poszczególne działania nie są częścią większej całości, a odpowiadają tylko na bieżące potrzeby. W takiej sytuacji dużo trudniej o przełożenie działań marketingowych na sprzedaż. Przedsiębiorcy z zasady przyjmują też, że skutki reklamy są niemierzalne. Mało kto decyduje się postawić przed reklamą konkretne cele i monitorować ich realizację. W dobie internetu nie jest to ani takie trudne, ani takie drogie.
Na szkoleniach często słyszę, że internet to dla polskiego TSL melodia przyszłości. Na razie liczą się tylko osobiste relacje i cena. Tymczasem badania dr Joanny Dyczkowskiej wskazują, że już teraz 52 proc. klientów instytucjonalnych czerpie wiedzę o ofercie firm transportowych z internetu (w przypadku klientów indywidualnych to aż 69,09 proc.). Wiele firm traktuje więc po macoszemu kanał, który pomógłby im zdobyć połowę zamówień, a którego obsługa jest stosunkowo niedroga.
Nic więc dziwnego, że branża TSL nie była dotychczas w stanie wykorzystać internetu, aby pokazać społeczeństwu, jak ważne są dla niego niemieckie przepisy o płacy minimalnej. Jak to zmienić? W sieci muszą się pojawić infografiki lub animacje tłumaczące w prosty sposób, co każdy Polak straci, jeśli Niemcy utrzymają swoje przepisy. Przekonajmy społeczeństwo, że problem jest poważny, a politycy w roku wyborczym z pewnością powalczą o jego korzystne rozwikłanie.
Dlaczego sektor, który daje pracę 500 tysiącom Polaków, nie radzi sobie z pozyskaniem medialnego zainteresowania odpowiadającego skali jego problemów?