Polskie firmy rozpychają się w kosmosie

opublikowano: 07-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Nasz biznes kosmiczny w niespełna dekadę dorobił się 73 spółek, z których 70 proc. ma zysk, a ich łącznie przychody sięgają 400 mln zł. Jak będzie rozwijał się dalej, zależy w dużej mierze od finansowych decyzji rządu.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • ile Polska planuje wpłacić do ESA na programy opcjonalne
  • jaka jest kondycja firm z sektora kosmicznego w Polsce
  • jakie są ich łączne przychody i ile z nich osiąga zysk
  • czy polska branża jest w stanie konkurować z zachodnioeuropejską w przetargach Europejskiej Agencji Kosmicznej

Polska jest członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency – ESA) od 10 lat, można więc zaryzykować stwierdzenie, że tyle właśnie lat ma krajowy sektor kosmiczny. W tym czasie powstało i do dziś utrzymało się na rynku ponad 70 spółek prowadzących działalność stricte w tej branży, a na je obrzeżach - znacznie więcej. Ich rozwój jest mocno uzależniony od wysokości krajowych składek do ESA, obowiązkowych i opcjonalnych, z czym wiąże się możliwość partycypacji w projektach technologicznych, dotyczących europejskich misji kosmicznych oraz budowy satelitarnych systemów obserwacji Ziemi i analizy danych.

Oczekiwanie na finansowanie

- Sektor kosmiczny w Polsce rozwija się obecnie bardzo szybko, mimo że fundusze, jakie rząd przeznacza na krajową składkę do ESA, są wciąż niewielkie. Choć krajowych podmiotów nie możemy jeszcze porównywać z takimi gigantami jak Thales czy Airbus, w ostatniej dekadzie powstało u nas kilkadziesiąt firm, które wykształciły wyspecjalizowaną kadrę, stworzyły zaawansowane laboratoria i są już zdolne konkurować w przetargach ESA – mówi Grzegorz Brona, prezes Creotechu Instruments.

Mocniejsza pozycja na rynku
Mocniejsza pozycja na rynku
Wprawdzie udział Polski w eksploracji kosmosu nie jest duży, ale i nasze firmy technologiczne już wypracowały solidne kompetencje w tym obszarze. Zaczynają konkurować z zachodnioeuropejskimi.
Adobe Stock

Jesienią odbędzie się posiedzenie Rady Ministerialnej ESA, podczas którego państwa członkowskie zadeklarują wysokość składek na kolejną perspektywę finansowania, czyli lata 2023-25. Przypomnijmy: pieniądze wpłacane do ESA w dużej części wracają do nas w postaci zamówień i kontraktów dla rodzimych spółek technologicznych. W 2019 r. zakończył się siedmioletni okres przejściowy i program Polish Industry Incentive Scheme, który gwarantował polskim firmom udział w zleceniach ESA. Teraz o zamówienia trzeba konkurować. Pieniądze z krajowej składki mogą stanowić wsparcie w rywalizacji z zachodnioeuropejskimi konkurentami.

Według wstępnych deklaracji Polski wysokość składki na programy opcjonalne wyniesie 39 mln EUR. W niedawnej rozmowie z PB Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego w GMV Innovating Solutions i prezes Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego, podkreślił, że „rodzime przedsiębiorstwa mogłyby zrealizować kontrakty w ESA nawet za dwukrotnie większą kwotę”.

Kondycja sektora

Z danych zebranych przez Taylor Economics w najnowszym raporcie „Mały sektor wielkich ambicji: spółki sektora kosmicznego w Polsce” wynika, że w segmencie upstream, związanym z wytwarzaniem technologii do eksploracji kosmosu, działa obecnie 26 rodzimych firm. 15 spółek specjalizuje się w obróbce i wykorzystaniu danych cyfrowych, jakie można uzyskać dzięki satelitom (segment downstream), a 32 działają na rynku broad, co oznacza, że kosmiczny biznes stanowi tylko mały wycinek ich działalności.

Spółki z dwóch pierwszych segmentów w 2020 r. wypracowały 245 mln zł przychodów i zatrudniały ok. 700 pracowników (bez czasowych umów cywilnoprawnych). Przychody 28 spółek z kategorii broad (upubliczniających sprawozdania finansowe) łącznie wyniosły blisko 1,5 mld zł. Autorzy raportu szacują, że udział w tej kwocie przychodów z działalności związanej z kosmosem wynosi 5-10 proc.

Według Taylor Economics, 70 proc. spośród 73 spółek wykazało zysk.

2 mln złTyle, według Taylor Economics, wynosi średni roczny zysk spółek z sektora kosmicznego działających w segmencie downstream. Zysk firm z segmentu upstream to średnio 0,6 mln zł.

- Firm z segmentu upstream i downstream rozwijają się w równym tempie. Downstream ma tę przewagę, że bazuje na pracy programistów i specjalistów IT, którzy potrafią przetwarzać dane satelitarne oraz tworzyć bazujące na nich aplikacje i usługi. Już od lat 90-tych w Polsce mieliśmy dobrze wykształcony sektor IT. Upstream natomiast rodził się w kraju na rynkowej pustyni – zaznacza Grzegorz Brona.

Potrzebne wsparcie

Tadeusz Kocman, kierownik ds. rozwoju biznesu w Syderalu Polska, twierdzi, że po latach współpracy z europejskimi przedsiębiorstwami przy projektach ESA w Polsce wykształciła się już grupa firm, które są zdolne samodzielnie dostarczać komponenty i projektować urządzenia niezbędne do realizacji misji kosmicznych.

– Przykładem jest przygotowywana obecnie misja ARIEL, w której firma Syderal Polska - w konsorcjum z Senerem- jest odpowiedzialna za zaprojektowanie i dostarczenie elektroniki dla mechanizmu kierunkowego dla anteny, umożliwiającej komunikację między obserwatorium kosmicznym ARIEL a stacją naziemną - podaje Tadeusz Kocman.

Celem misji ARIEL (Atmospheric Remote‐sensing Infrared Exoplanet Large‐survey) zainicjowanej przez ESA jest m.in. analiza składu chemicznego atmosfery planet pozasłonecznych oraz uzyskanie danych o ewolucji kosmosu i warunków sprzyjających powstaniu życia w kosmosie.

– W Polsce większość sektora kosmicznego to jednak małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie dysponują tak dużymi budżetami jak spółki z Europy Zachodniej. Z tego powodu nadal niezwykle ważna jest dla nich zasada zwrotu geograficznego, według której ok. 80 proc. składki danego kraju zwracane jest w postaci zamówień i kontraktów na komponenty i usługi. Świetni inżynierowie, specjaliści i naukowcy mogą znaleźć pracę w sektorze kosmicznym i przekuć ją w konkretne dokonania technologiczne. Rząd powinien wspierać ten sektor w zdecydowanie większym stopniu niż obecnie, tak aby firmy nadal mogły się rozwijać, a pracownicy nie mieli powodów, by emigrować za ciekawymi projektami do innych krajów – mówi Tadeusz Kocman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane