Niegdyś imprezowaliśmy przaśnie, dziś po europejsku. A kiedy bawiliśmy się lepiej?
W 1989 roku stało się. „Mały wąsacz, prosty i dziecinny jak Daniel, wywrócił Goliata”. W tak lapidarny sposób Janina Garycka zanotowała Wielki Przełom. Wszystko, co się potem dzieje, jeszcze dziś zdumiewa. Oto w 1990 r. w Hucie toczy się walka z pomnikiem Lenina. Setki młodzieży rzucają lonty, rozbijają puszki z czerwoną farbą. Milicja leje wodę, nie aresztuje. Lenina ściągają po cichu, o zmierzchu, w niedzielę. Karnawał tego roku jest równie zaskakujący.
Maski w tańcu chochoła
W lutym 1990 r. w krakowskiej restauracji Feniks odbył się polityczny dansing retro pod prowokacyjnym hasłem „Pożegnanie PRL-u albo Komuno wróć, albo Każdy prowokator lub szaleniec”. Jerzy Skarżyński zaprojektował maski socjalistycznych wodzów. Lenin w wieczorowej sukni tańczył z ubranym w smoking Bierutem, Gomułka z Chruszczowem, Gierek z Jaroszewiczem, zaś Cyrankiewicz z fordanserem. Była też maska Tadeusza Mazowieckiego, w której Jan Nowicki ze styropianem pod pachą wygłaszał ostatnie kwestie z „Burzy” Szekspira — zanotowała Garycka.
Tym pełnym symboli balem zakończył się czas spontanicznych, nieskrępowanych zabaw. Wraz z nastaniem gospodarki wolnorynkowej, zabawa i rozrywka stały się bowiem towarem. W coraz większym stopniu organizacje zabawy przejmują wyspecjalizowane instytucje kulturowe. „Uczestnicy zabawy coraz wyraźniej zaczęli się dzielić na bawiących i bawionych” — konstatuje socjolog Tadeusz Paleczny.
Bal, czyli praca
Bale, na których bawią się przedstawiciele firm medycznych, farmaceutycznych, prawniczych i konsorcja handlowe, mają wzmocnić prestiż firmy i utrzymać przekonanie pracowników, że są najlepsi na rynku. Dla nich przygotowana jest stosowna oprawa, np. confetti w kształcie tabletek i paragrafów, widoczne zewsząd logo firmy. Agnieszka: „Mówisz ja i korporacja — i naprawdę tak myślisz. Masz poczucie pełnej identyfikacji z firmą”.
Takie działania są jednak zaprzeczeniem istoty zabawy, w której socjolog Alina Kłoskowska za najważniejsze uznaje swobodę i nieprodukcyjność. Klasyk antropologii kultury Johan Huizinga zaznacza, że „Zabawa wyposażona jest we właściwą sobie estetykę — harmonię rytmu, grację i wdzięk. Wyjście poza reguły właściwe zabawie psuje ją. Nakazana zabawa nie jest już zabawą, bowiem staje się poleconym odtworzeniem zabawy”. Można uznać, że o ile praca jest znakiem codzienności, o tyle zabawa ma być wyjściem z rzeczywistości praktycznej. Anna Zadrożyńska, antropolog kultury, ujmuje to zwięźle: Zabawa to nie-powaga, to forma nie-pracy.
Zrób mi zdjęcie!
Podczas balów nie wypada rozmawiać o interesach, ale prawie nikt tych wskazań nie respektuje. Za to ważne dla organizatorów i uczestników staje się zaistnienie w mediach. Aby bal czy przyjęcie zostało odnotowane i sfotografowane do kroniki towarzyskiej „Vivy”, „Gali”, czy „Twojego Stylu”, musi się wyróżnić oprawą, pomysłem, skandalem lub nazwiskami zaproszonych gości. Jeszcze kilka lat temu szokowało, gdy na bal wynajmowano znanego aktora, który w zamian za stosowne honorarium miał konwersować, jeść, pić i tańczyć. Dziś wynajęcie znanej osoby, która swą obecnością ma podnieść prestiż imprezy, stało się codziennością.
Black-tie
Kronika towarzyska „Vivy” redagowana przez Jerzego Iwaszkiewicza odnotowuje, że w 2003 r. na Balu Wielkopolan w Poznaniu panie wystąpiły w czarnych sukniach, zaś panowie w smokingach. Palono cygara, tańczono przy muzyce lat 60., a furorę zrobił... pstrąg w sosie ogórkowym oraz zrazy.
Iwaszkiewicz z satysfakcją odnotowuje rozmaite gafy i pomyłki. W zaproszeniu na wielką galę Business Centre Club dla liderów polskiego biznesu w Teatrze Wielkim zaznaczono, że obowiązujące są „czarne muszki”. Black-tie oznacza na światowych salonach, że trzeba przyjść w wieczorowym stroju — smokingu lub fraku. Niektórzy goście ów dosłowny przekład takoż potraktowali i „siedziały obok siebie setki czarnych muszek”.
Modne, modne!
Barbara Hoff kilka lat temu zauważyła: „W okresie popu czas elegancji odszedł i dotąd nie wrócił. Ma być modne, modne”. Dlatego w zależności od dyktatu mody na sali balowej pojawią się bordowe, srebrne, złote i czarne suknie. Jednak ich forma będzie ponadczasowa. Tę prawidłowość wyjaśnia Grażyna Bokszańska w książce „Ubiór w teatrze życia społecznego”. „Ubiór przewidziany na ludyczne okazje odznacza się swoistymi właściwościami pod względem formy i estetyki. Cechuje go wykwintność i przepych. Lśniące tkaniny, koronki, dekolty, odsłonięte ramiona, głębokie rozcięcia, etole, długie rękawiczki, biżuteria itd. Podstawową właściwością ubiorów tego rodzaju jest to, że stanowią one zaprzeczenie praktyczności i funkcjonalności.”.
Kurczak z bażancimi piórami
Równie wykwintne jak strój powinny być potrawy. Jerzy Urban, były rzecznik rządu, wspomina: „W 1988 r., kiedy odwiedziła nas Margaret Thatcher, podczas balu na jej cześć głównym punktem programu miało być wniesienie na stoły bażanta. I rzeczywiście — słychać fanfary, wchodzą heroldowie z tacami, na których prężą się wielkie, pieczone bażanty. Kiedy jednak wydzielono mi porcję, na talerzu znalazłem jakieś nędzne, sinawe udko. Wołam kelnera i mówię: „Panie Kaziu, to jakaś pomyłka, to wygląda jak zwykły kurczak”. Pan Kaziu na to: „A co pan myślał? Bażant jest jedynie u pani Thatcher, a pozostali dostali kurczaki z bażancimi piórami”. Z pewnością taka anegdota dziś nie mogłaby się powtórzyć. Organizatorzy balów przykładają ogromną wagę do niecodziennego menu.
Jemy!
W tym roku na balu w krasiczyńskim zamku zostaną podane: consomme z kluskami chili i groszkiem, kaczka faszerowana na sposób galicyjski z pieczonymi ziemniakami i bukietem warzyw, ragout myśliwskie w voau-venecie, ciasta, owoce, soki, kawa i herbata oraz trzy bufety zimne: staropolski, magnacki i myśliwski. Hotel Millenium w Bochni ugości filetem z indyka nadziewanym polędwicą wieprzową i kurkami w sosie aksamitnym, kremem szparagowo-serowym. Menu uzupełni szwedzki stół zaopatrzony w pieczone prosiaki, dziczyznę oraz dania kuchni staropolskiej. Z kolei na Bal Królewskiego Miasta Krakowa restauracja Pod Aniołami przygotowuje woły w miodzie, tutki z łososia po petersbursku, pawie królewskie, ośmiornicę w sosie winnym, przepiórki faszerowane truflami, „rozkosz w ptysiach” oraz „ciżemkę z potrawką”.
Pijcie za swoje!
Pośród wielu bali charytatywnych, m.in. warszawskiego Rotary Club, Fundacji Prometeusz, Wielkiego Dobroczynnego Balu Wojewody Małopolskiego, Balu Samorządowego na Wawelu, do najznamienitszych zalicza się właśnie Bal Królewskiego Miasta Krakowa. Od 1992 r. organizowany jest w Pałacu Wielopolskich, na co dzień pełniącym funkcję magistratu. Komitet honorowy co roku przyznaje tytuł Krakowianina Roku, pewną ilość odpłatnych zaproszeń rozdaje prezydent Krakowa, zaś pozostali wykupują kilkakrotnie droższe bilety wstępu. Cały dochód z balu i towarzyszącej mu aukcji dzieł sztuki jest przeznaczony na cele charytatywne.
Prace Jerzego Nowosielskiego, Bronisława Chromego, ciupaga ks. Tischnera, koszulka Roberta Korzeniowskiego, spinki do mankietów prezydenta, dowcipnie i z werwą licytuje Andrzej Starmach. Sława balu nie bierze się tylko z jego towarzyskiego prestiżu czy liczącego kilkadziesiąt pozycji menu, ale i z towarzyszących mu anarchistycznych protestów. Hasła: „Chcemy pracy, nie jedzenia”, „Pijcie za swoje”, niezmiennie towarzyszą głośnej manifestacji przed magistratem.
Czego brakuje
Kilkadziesiąt lat temu pewien reporter zanotował: „Bawiono się doskonale, deptano się wybornie, popychano cudownie. Bufety były przepełnione, szampan pukał, papierosy wygryzały oczy... Słowem, niczego nie brakowało”.
Sylwester 1999/2000 kusił wyjazdami na afrykańską strusią fermę, do lapońskiej wioski św. Mikołaja, do Londynu, Paryża, Nowego Jorku. Pod piramidą Cheopsa w Egipcie Jean Michel Jarre miał koncert połączony z widowiskiem „Narodziny Słońca”. Żądni wrażeń ruszali na zamek w Golubiu-Dobrzyniu, gdzie „w czasie balów sylwestrowych ukazuje się duch Anny Wazówny”. Od kilkunastu lat panuje też obyczaj wspólnej zabawy z nieznajomymi na ulicach polskich miast. Ta anglosaska tradycja witania Nowego Roku dobrze przyjęła się u nas. Powodzenie ulicznej zabawy zależy od liczby uczestników i to właśnie staje się powodem współzawodnictwa miast. Bale sylwestrowe stają się przedmiotem „planów działań dla rozwoju przedsiębiorczości dla gmin”.
Radością można zarażać
Można też spędzić sylwestra na modlitwie. Działająca na rzecz pojednania i pokoju Wspólnota Ekumeniczna z Taize od 26 lat w różnych miastach Europy gromadzi po kilkadziesiąt tysięcy ludzi na Europejskich Spotkaniach Młodych. Przez trzy dni spotykają się w małych, międzynarodowych grupach, uczestniczą we mszy, modlą się i śpiewają kanony. Specjalny namiot nazywany strefą ciszy gromadzi tych, którzy modlą się bez słów. Co roku inny list brata Rogera, założyciela wspólnoty, staje się przedmiotem refleksji podczas spotkań. W zeszłym roku w Hamburgu „U źrodeł radości”, w Barcelonie w 2000 „Kochaj, i powiedz to swoim życiem”.
Noc sylwestrowa rozpoczyna się mszą i modlitwą w intencji pokoju, a po północy zaczyna się wielka zabawa — Święto Narodów: śpiewy i tańce na wolnym powietrzu. Basia — uczestniczka tych spotkań — mówi: „Z jednej strony to radość, energia młodych ludzi. Niczym bomba atomowa. Wystarczy iskra i ta radość wybucha. Ale też wszyscy potrafią się wyciszyć i całymi godzinami trwać w atmosferze modlitwy”.
Sylwester on-line
W 1999 r. portal YoYo zorganizował pierwszy internetowy sylwester. Dla osób odwiedzających tego dnia stronę przygotowano gry, konkursy i specjalny sylwestrowy czat. Była również dyskoteka on-line. Na stronie www.sylwestrowe.sms.smshub.pl można wybrać życzenia; „Kolejny Sylwester, lecz życzenia te same — byś w przyszłym roku zbudował zamek, byś miał sto koni i sto samochodów, byś nigdy do płaczu nie miał powodów”.
Twarz modna jest pogodna
Jeśli brakuje pomysłu na wielkie wyjście — zawsze można liczyć na prasę. Tu znajdziesz podpowiedź, które kluby są trendy. W 2003 r.: Warszawa — kluby Utopia, Nobo, Klubokawiarnia, Piekarnia. Kraków — No Bar przy Rynku, Poznań — Eslulap. Niepewni znajdą podpowiedź, jak wykorzystać ostatnie chwile przed balem.
Na łamach „Twojego Stylu” znane kobiety, które lubią bywać i bawić się, zdradzają czytelniczkom, jak spędzą ostatnie 3 godziny przed balem oraz odkrywają intymną stronę przygotowań. Przykazania, by w dniu balu nie jeść od południa, przeprosić skłóconych z nami, by nie było na twarzy śladów złości, zanurzyć się w pachnącej olejkami kąpieli i wejść w rozpylony obłoczek perfum, łączą się z radami, jak zatuszować mankamenty urody. Aby rzecz była wiarygodna, opis połączony jest z fotografiami dam oraz kosmetyków, które polecają.
Prasa oferuje również kurs tańca. „Naj” opisuje krok po kroku, jak się tańczy rock and rolla, cza-czę, tango, walca. Próbka opisu rock and rolla: partner — pierwszy krok lewą nogą do boku — raz, dwa, drugi krok prawą nogą do boku trzy, cztery, trzeci krok lewą nogą do tyłu — pięć, czwarty krok prawą nogą do przodu — sześć.
A więc, proszę państwa, lewą nogą do boku...
