Polskie wojsko nie kupi caracali

Nasi piloci jeszcze długo będą latać na wysłużonym, poradzieckim sprzęcie, bo rząd potwierdził wyborcze deklaracje i odsyła Airbusa z kwitkiem.

1 mld zł — taka kwota z wojskowego budżetu miała zostać w tym roku przeznaczona na śmigłowce wielozadaniowe. Zakupy są jednak mało prawdopodobne, bo rządowi urzędnicy oficjalnie zdecydowali, że nie kupią caracali, które planował zamówić poprzedni rząd. Politycy PiS zadeklarowali to w kampanii wyborczej.

— Dobrze, że wreszcie zapadła oficjalna decyzja, szkoda tylko, że tak długo zwlekano z jej ogłoszeniem, niepotrzebnie rozbudzając nadzieję na inwestycje, które deklarował Airbus — mówi Stanisław Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Państwa.

Airbus Helicopters, dostawca Caracali, jako jedyny z uczestników przetargu nie ma w Polsce fabryki helikopterów, więc deklarował ich montowanie w zakładach remontowych w Łodzi. Konkurenci z zakładów z Mielca i Świdnika uważali jednak tę obietnicę za mało realną, bo w przetargu wpisano napięte terminydostaw, a na zbudowanie kompetencji do produkcji śmigłowców, wyszkolenie pracowników itp. potrzeba czasu. Branżowi specjaliści obawiali się więc, że śmigłowce dla armii będą sprowadzane zza granicy, a tymczasem fachowcy z Mielca i Świdnika nie będą mieć zajęcia.

Offsetowe perturbacje

Czy to właśnie brak pewności, że da się szybko uruchomić produkcję caracali w Polsce, skłonił Ministerstwo Rozwoju do zakończenia rozmów offsetowych z Airbusem? Urzędnicy resortu nie chcą mówić o szczegółach, wyjaśniając, że są poufne. O niewystarczających deklaracjach produkcyjnych mówi jednak wicepremier Mateusz Morawiecki, szef resortu rozwoju. „Podchodziliśmy elastyczniej do naszego partnera, jednak offset to offset (…). Przy bardzo dużym zakupie, a chodziło o kwotę ponad 13 mld zł, (...) chcieliśmy mieć też pewność, że będziemy mieli pewne wartości w Polsce związane z produkcją” — powiedział PAP Mateusz Morawiecki, sugerując, że proponowana wartość krajowej produkcji „nie była wystarczająca z naszej perspektywy”. Jego zdaniem, Polska, nie musi obawiać się kar w związku z nieprzyjęciem francuskiej oferty.

Kwestia prioryterów

Sławomir Kułakowski prognozuje, że polscy piloci nieprędko zyskają nowe maszyny i jeszcze przez lata będą obsługiwać stare poradzieckie śmigłowce. Jego zdaniem, obecnie resort obrony nie jest zdeterminowany, by kupować helikoptery wielozadaniowe i zamiast wydawać fundusze na ten cel, woli przeznaczać je na nowe priorytety, na przykład budowę Wojsk Obrony Terytorialnej. W najbliższych trzech latach stworzenie tej formacji pochłonie 3,6 mld zł. Warsaw Enterprise Institute przypomina, że poradzieckim śmigłowcom kończą się jednak resursy, więc z inwestycją w nowe maszyny nie można zwlekać. Sławomir Kułakowski uważa, że w nowym przetargu lepiej zrezygnować z tzw. platformy śmigłowcowej i kupić różne rodzaje maszyn dla różnych formacji. O podziale zamówienia mówi się od miesięcy. Poprzedni rząd chciał kupić śmigłowce od jednego dostawcy, by uzyskać niższą cenę zakupu i eksploatacji. Wojskowi podkreślają jednak, że cena zakupu i serwisu to nie wszystko. Armia, by sprawnie działać, potrzebuje różnych maszyn. Na zakupy dla wojska nie można więc patrzeć przez pryzmat najniższej ceny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polskie wojsko nie kupi caracali