Polskiemu e-handlowi tylko dronów brak

opublikowano: 06-10-2014, 00:00

Im lepsza jakość usług, tym większe zaufanie do e-Gazel. Ale bez wspólnej kampanii edukacyjnej się nie obejdzie

Największy europejski dostawca usług pocztowych DHL chwali się, że pod koniec września rozpoczął rewolucję transportową. Pierwszy stworzony przez tę firmę dron wyruszył w podróż na niemiecką wyspę Juist, by dostarczyć jej mieszkańcom niezbędne leki. O tak rewelacyjnych usługach polskie sklepy internetowe i firmy kurierskie na razie mogą tylko marzyć. A jednak badania pokazują, że krajowi przedstawiciele branży e-commerce nie powinni mieć kompleksów wobec zagranicznej konkurencji.

— Rynek e-handlu w Polsce rośnie szybciej niż w krajach starej Unii. Działające w tym sektorze przedsiębiorstwa korzystają z równie zaawansowanych technologii informatycznych co firmy w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii. A wszystkie tendencje, które pojawiają się na Zachodzie, niemal natychmiast są adaptowane do rodzimych realiów — podkreśla Michał Berezowski, partner zarządzający CubeResearch.

Nawet mikrus ma szanse

Ogromny potencjał polskiej branży e-commerce potwierdza również ranking e-Gazel, czyli najdynamiczniejrozwijających się małych i średnich firm z tego sektora. Zestawienie przygotowała nasza redakcja we współpracy z instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia. Przy okazji udało się zrealizować ankietę wśród przedsiębiorców, którzy handlują w sieci. Sondaż pokazuje i to, co napędza, i to, co hamuje sprzedaż produktów i usług przez internet.

— Nasze badanie pozwoliło obalić wiele mitów związanych z e-commerce. Choćby ten, wedle którego taka działalność jest domeną młodych entuzjastów nowych technologii i start-upów.

Tymczasem na tym rynku doskonale sobie radzą zarówno firmy ze stażem pięciomiesięcznym, jak i pięcio- czy piętnastoletnim. Wynika z tego, że nawet zdawałoby się okrzepły biznes potrafi elastycznie reagować na potrzeby konsumentów — wskazuje Marek Lekki, dyrektor zarządzający ARC Rynek i Opinia. Inny stereotyp, z którym rozprawili się analitycy z ARC? Nie trzeba ponosić niesłychanych inwestycji ani zdobyć ponadprzeciętnych kompetencji cyfrowych, aby zajmować się cyfrowym handlem.

— Sklepy internetowe mają do dyspozycji bogatszą niż kiedykolwiek ofertę niektórych operatorów, którzy mogą wyręczyć je nie tylko w całości działań logistycznych, ale też wesprzeć w zarządzaniu stroną WWW, w szybkiej obsłudzepłatności czy nawet marketingu — tłumaczy Marek Lekki.

— W Polsce próg inwestycyjny, który trzeba pokonać, by rozwinąć biznes w sieci, radykalnie się obniża. Nie dość, że przybywa firm logistycznych zainteresowanych współpracą z e-commerce, to jeszcze tanieje dostęp do internetu. W formie usługi i w rozliczeniu abonamentowym można korzystać z prostych w użyciu platform transakcyjnych. Dzięki temu nie trzeba mieć niebywałych umiejętności technologicznych, by szybko zaprojektować i prowadzić własny e-sklep — dopowiada Maria Głowacka, menedżer ds. rozwoju marki w spółce AZ.pl.

Specjaliści nie mają wątpliwości: główne różnice między polskim a zagranicznym e-commerce wynikają z większej siły nabywczej konsumentów z państw bardziej rozwiniętych gospodarczo. Jeśli statystyczny Niemiec wydaje na zakupy w sieci rocznie około 1350 EUR, to Polak — w przeliczeniu — 450 EUR. Powoduje to bardzo dużą presję cenową na właścicieli sklepów, która jest znakiem rozpoznawczym rodzimego e-handlu.

Kapitał w całości polski

bowania (54 proc. wskazań), a także lęk przed oszustwem (49 proc.). — Strach ma wielkie oczy. Zarzuty, które jeszcze kilka lat temu znajdowały potwierdzenie w faktach, dziś nie dadzą się obronić. Rodzime firmy, w tym badane przez nas e-Gazele, oferują coraz lepsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze usługi, tyle że klienci nie zawsze o tym wiedzą — przekonuje dyrektor Lekki.

— Polski rynek e-commerce jest na wczesnym etapie rozwoju, na co wskazuje chociażby duży odsetek zakupów opłacanych za pobraniem. A jednak zaufanie internautów się zwiększa, czego rezultatem jest stopniowy wzrost średniej wartości koszyka zakupowego — dodaje Ewelina Siedlecka, dyrektor działu handlowego Arena.pl i twórczyni Strefy Marek Allegro.pl. Dalszy rozwój elektronicznego handlu — zdaniem ekspertki — zależy od edukowania użytkowników sieci. O to jest spokojna, bo do Polski wkraczają kolejni wielcy gracze z Europy Zachodniej i USA z ogromnymi budżetami na kampanie reklamowe.

— Jednocześnie wzrośnie liczba przesyłek z zakupami internetowymi, bo część sprzedaży realizowana będzie przez platformy handlowe wyspecjalizowane w logistyce lub przekazujące cząstkowe zamówienia do kilku sprzedawców, z których każdy realizuje niezależną dostawę — przewiduje dyrektor Siedlecka.

Natomiast Marek Lekki wierzy w siłę rodzimego biznesu, zwłaszcza z sektora MŚP. Potwierdza, że statystyczny Kowalski powoli uwalnia się od obaw i wątpliwości związanych z e-commerce. Specjalista uważa jednak, że można byłoby przyspieszyć ten proces. Wymagałoby to jednak od sklepów WWW i firm kurierskich połączenia sił w przedsięwzięciach edukacyjnych i promocyjnych.

— Usługi operatorów paczkowych i kurierskich oceniane są coraz lepiej. Klienci mogą już być pewni bezpieczeństwa i terminowości dostarczania paczek. Pozostaje zrobić jedno: zintegrować i zintensyfikować działania komunikacyjne e-sklepów i firm kurierskich — twierdzi przedstawiciel ARC Rynek i Opinia.

Co konkretnie — według menedżera — należałoby zrobić? Przede wszystkim informować konsumentów, że kupiony towar mogą łatwo zwrócić. A także prezentować im nowe rozwiązania technologiczne i logistyczne, podnoszące komfort i bezpieczeństwo usług (m.in. śledzenie przesyłki, łatwiejszy kontakt z kurierem, zmiana adresu dostawy).

— Przedsięwzięcia edukacyjne kosztują, ale szybko się zwrócą, przenosząc polski e-handel na zupełnie inny poziom rozwoju — zapewnia dyrektor Marek Lekki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane