Polskim kompromisem jest rezygnacja z Nicei

Jacek Zalewski
opublikowano: 22-06-2007, 00:00

Kiedy zaraz po przybyciu do biura prasowego szczytu Rady Europejskiej szybko przewertowałem standardowy „Media Guide — practical information”, na stronie 41 znalazłem przypomnienie, że przy podejmowaniu decyzji większością kwalifikowaną (nie dotyczy to spraw, w których obowiązuje jednomyślność) stosowane jest ważenie głosów. Pod spodem nicejska ta- belka niezwykle nas satysfakcjonująca: Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania po 29, Hiszpania oraz Polska po 27, i tak aż do Malty z 3 głosami.

Traktat z Nicei, w którym z łaski sprawującego wówczas unijną prezydencję Jacques’a Chiraca — ale głównie dla Hiszpanii, a dla nas przy okazji — oba państwa zostały ponad miarę uprzywilejowane (matematycznie należały się nam tylko 23 głosy), obowiązuje do 2009 r. Reprodukcją z lewej strony przypominam komentarz napisany bezpośrednio po Nicei, a z prawej — jak na gorąco z Rzymu oceniałem traktat konstytucyjny z 2004 r., od razu przewidując jego ratyfikacyjne kłopoty. Jeśli na obecnym szczycie nastąpiłby pat decyzyjny, spowodowany niemożnością kompromisu między delegacją polską a prezydencją niemiecką — Nicea pozostaje w mocy i wcale nie jest powiedziane, że jeszcze tylko przez dwa lata.

Ze względu na harmonogram wydawania „PB” nie możemy skomentować późnowieczornych kon- ferencji prasowych, podsumowujących pierwszy dzień Rady Europejskiej. Ale na wszystkich szczytach ma on charakter rozpoznawczy. Wczoraj było to bliższe — przyjmując nie bez przyczyny terminologię wojskową — rozpoznania bojem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu