Chodzi o pomysł, z którym przed kilkoma laty wystąpiła spółka EnercoNet, należąca do grupy Enerco. Jej prezesem i współwłaścicielem jest Piotr Wiśniewski. Enerco specjalizuje się w inwestycjach w farmy wiatrowe, ale ma też doświadczenia w budowie linii energetycznych.

Bez odzewu
EnercoNet chciał zbudować połączenie pomiędzy Polską i Niemcami, tak, aby uzupełniało istniejące już dwa łączniki, czyli Krajnik na północy i Mikułową na południu kraju. Inwestor miał już amerykańskiego partnera i wstępne projekty. Potrzebował jednak tzw. warunków przyłączenia do ogólnopolskiej sieci elektroenergetycznej, zarządzanej przez państwowe PSE. Nie dostał.
— Formalnie wniosek nie został nigdy rozpatrzony. Otrzymaliśmy tylko ogólną odpowiedź, z której nie wynikała żadna decyzja, było też spotkanie w Urzędzie Regulacji Energetyki, z którego nic nie wynikło — opowiada Marek Kossowski, wówczas prezes EnercoNet.
Z PSE płynęły wtedy sygnały, że budowa prywatnego łącznika byłaby trudnym projektem ze względu na niejasne przepisy. Sam operator też miał planować taką inwestycję.
Nowy pomysł
To było dwa lata temu. Wniosek o przyłączenie nadal leży w PSE, ale wnioskodawca ma już lepsze zajęcia niż walczenie o decyzję.
— Nie zrezygnowaliśmy z pomysłu, ale się przy nim nie upieramy. Chętnie wrócimy do projektu, ale na razie, zmieniamy profil działalności — mówi Tomasz Podgajniak, prezes EnercoNet. Podgajniak, który jest jednocześnie prezesem całej grupy Enerco, to m.in. były minister środowiska. Jego plan dla EnercoNet zakłada, że spółka zajmie się teraz energetyką rozproszoną.
— Skłaniają nas do tego takie przykłady, jak niedawna awaria prądu na Podlasiu. Dlatego pracujemy nad budową sieci niezależnych komórek energetycznych — tłumaczy Tomasz Podgajniak, nie ujawniając szczegółów, czyli np. rodzaju paliwa, po które sięgnie.
Nowy łącznik zaś szybko nie powstanie. Po analizach PSE uznało, że taniej jest zainstalować przesuwniki (urządzenia pomagające zarządzać przesyłem energii na granicy polsko-niemieckiej) i rozbudować kilka wewnętrznych linii przesyłowych, niż budować trzecie połączenie z Niemcami. A efekt będzie praktycznie taki sam.
„Dlatego PSE podjęło rozmowy z niemieckim partnerem, 50Hertz, w celu przesunięcia terminu budowy trzeciego połączenia” — oświadczyło PSE.
Rynek czeka
Rynku to nie cieszy. Od barier woli swo- bodny handel, również z zagranicą. — W Niemczech energia elektryczna jest tańsza niż u nas. To naturalne, że wolałbym, żeby połączeń było jak najwięcej — zauważa trader z jednej z działających w Polsce grup energetycznych.
Wielkich oczekiwań nie miałby nato- miast Krzysztof Noga, wiceprezes Duonu, który sprzedaje energię i gaz.
— W długim terminie jak największa liczba połączeń transgranicznych jest oczywiście pożądana. Ale w krótkim terminie otwarcie jednego dodatkowego połączenia i tak nie miałoby wpływu na rynek. Po pierwsze, to połączenie pewnie i tak byłoby w zarządzaniu PSE, a po drugie, mogłoby się okazać droższe od połączeń, których właścicielem jest PSE — zauważa Krzysztof Noga.
Połączenia transgraniczne mają być fundamentem wspólnego europejskiego rynku energii, ale również gazu. Budowę prywatnego połączenia, właśnie gazowego, planuje również Polenergia Jana Kulczyka. Chodzi o połączenie Bernau-Szczecin, które miałoby być gotowe w 2018 r.