Pojawiają się informacje o pierwszych firmach, które stały się niewypłacalne w efekcie pandemii koronawirusa. Wczoraj wypłynęły tego typu informacje o Vapiano, sieci restauracji oferujących włoską kuchnię, obecnej w kilku krajach i prowadzącej dwa lokale w Warszawie. Sieć złoży wniosek o upadłość. Lada chwila podobne decyzje będą musieli podejmować mali przedsiębiorcy. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), zrzeszający małe i średnie spółki, apeluje, że w najbliższym czasie firmy zaczną bankrutować, a pracę straci co najmniej kilkaset tysięcy osób.

— Konieczne jest jak najszybsze podjęcie działań, które pomogą przedsiębiorcom przetrwać w tej kryzysowej sytuacji. Tymczasem tempo prac nad tarczą antykryzysową kompletnie nie przystaje do rzeczywistości gospodarczej, w której znaleźliśmy się przez pandemię koronawirusa — mówi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.
Dodaje, że wiele mikro- i małych firm już walczy o przetrwanie. Część z nich nie może prowadzić działalności z uwagi na szczególne rozwiązania wprowadzone w związku z pandemią, inni mierzą się z drastycznie obniżonym popytem. Problem mają m.in. spółki szkoleniowe. Z badania Polskiej Izby Firm Szkoleniowych przeprowadzonego wśród 470 podmiotów wynika, że ponad 54 proc. z nich traci całość przychodów.
Zdaniem ZPP efektywne wsparcie przedsiębiorców w tym kryzysowym czasie powinno spełniać kilka warunków.
— Przede wszystkim absolutnie kluczowe jest zapobieżenie masowym upadłościom mikro- i małych firm, dla których zaburzenia płynności finansowej spowodowane malejącymi przychodami są szczególnie niebezpieczne — podkreśla Cezary Kaźmierczak.
W tym celu warto umożliwić mniejszym podmiotom jak najszybszy i najłatwiejszy dostęp do kapitału obrotowego. Ponadto zmiany prawne projektowane z myślą o ograniczeniu negatywnych skutków pandemii powinny skupiać się na deregulacji i ograniczeniu liczby obowiązków administracyjnych i sprawozdawczych, a także na skali ich uciążliwości. Dzięki temu przedsiębiorcy mogliby skupić się na prowadzeniu biznesu, co jest szczególnie istotne w obliczu niesprzyjających okoliczności wywołujących znacznie obniżony popyt. Do tego mieliby też szansę na szybsze i skuteczniejsze odbicie, gdy pandemia nie będzie odczuwalna na tak niebezpieczną skalę. Zdaniem ZPP wszelkiego rodzaju odroczenia płatności, np. danin publicznych, nie są najlepszym pomysłem. Mogą one poprawić sytuację teraz, ale problem pojawi się wtedy, gdy firmy staną przed koniecznością uiszczenia płatności w skumulowanej formie.
— Nawet jeśli przewidziany byłby preferencyjny mechanizm rozłożenia ich na raty, wzrost obciążeń wciąż należałoby uznać za niewskazany w sytuacji, w której firmy będą odbudowywały skalę działalności — uważa Cezary Kaźmierczak.