Pomocna dłoń zza krat

Rynek pracy jest coraz trudniejszy, więc przedsiębiorcy nie wybrzydzają — zatrudniają prawie trzy razy więcej skazanych niż dwa lata temu

Problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników ma już 60 proc. dużych i średnich polskich firm — wynika z najnowszego raportu firmy Grand Thornton. Nielepiej jest w wielu mniejszych przedsiębiorstwach. Pracownicy z Ukrainy i Białorusi już nie wystarczają i biznes zaczyna sięgać po Azjatów.

WZIĘCI OSADZENI:
Wyświetl galerię [1/3]

WZIĘCI OSADZENI:

W czasach, gdy każde ręce do pracy są dla firm na wagę złota, osadzeni w zakładach karnych stają się coraz bardziej poszukiwanymi pracownikami. SŁUŻBA WIĘZIENNA

Coraz popularniejsze staje się też poszukiwanie pracowników tam, gdzie do niedawna pracodawcy zaglądali niechętnie — za kratkami. — Zainteresowanie zatrudnieniem osób pozbawionych wolności stale wzrasta. Według ostatnich danych, z jednostkami penitencjarnymi współpracowało już ponad 500 przedsiębiorców — mówi mjr Elżbieta Krakowska, rzecznik Dyrektora Generalnego Służby Więziennej (SW).

Jeszcze na początku ubiegłego roku u tzw. kontrahentów pozawięziennych, czyli po prostu w zewnętrznych przedsiębiorstwach, pracowało nie więcej niż 2 tys. skazanych. Teraz jest ich już ponad 5,7 tys. i ta liczba stale rośnie. — Skazani najchętniej są zatrudniani w firmach z branży meblarskiej, budowlanej,spożywczej, odzieżowej, ale pracują też w innych — informuje Elżbieta Krakowska.

Łatanie dziury

Dyrektorzy okręgowi SW oraz szefowie zakładów karnych i aresztów śledczych regularnie spotykają się z firmami, które chciałyby zatrudniać osadzonych.

— Poszukiwanie pracowników wśród więźniów jest oczywiście konsekwencją braku rąk do pracy. Obecnie naprawdę walczy się o każdego zatrudnionego — wyjaśnia Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Jego przedsiębiorstwo współpracuje z firmą outsourcingową, która od dwóch lat wysyła do pracy w zakładach m.in. więźniów. Strony musiały na początku dopracować model współpracy, np. kwestię selekcji więźniów, by ich obecność nie rodziła problemóww relacjach z innymi pracownikami, czy konwojowania. Piotr Kulikowski jest zadowolony z tej kooperacji.

— Już blisko rok temu postanowiliśmy zaktywizować zawodowo więźniów z półotwartego zakładu karnego w Sierakowie Śląskim, oddalonego od naszej firmy o 30 km. Rozpoczęliśmy przywożenie osadzonych do fabryki w Krupskim Młynie — mówi Piotr Górowski, prezes Gekoplastu.

Od tamtej pory w dolnośląskiej spółce stale pracuje kilkadziesiąt osób skazanych za mniejsze przestępstwa, np. niepłacenie alimentów. Kilka miesięcy temu współpracę ze znajdującym się po sąsiedzku zakładem karnym nawiązała również Amica, producent AGD. — Zaczynaliśmy od pilotażu i przyjęcia małej, sześcioosobowej grupki skazanych.

Ciekawi byliśmy, jak przyjmie ich nasza stała załoga i jakie są kwalifikacje tych osób. Ku naszemu zdziwieniu program się sprawdza — mówi Tomasz Machaj, dyrektor ds. inwestycji i utrzymania ruchu firmie. Okazało się, że etatowi pracownicy Amiki docenili skazanych i dziś w firmie pracuje ich ponad trzydziestu.

— Są to osoby z tzw. bloku półotwartego, dla których praca jest okazją do wyjścia na zewnątrz. Traktują to jak swoistą nagrodę, możliwość zarobienia pieniędzy, co ma szczególne znaczenie dla tych, których wyroki dobiegają końca — twierdzi Tomasz Machaj. — Nie słyszałem, aby poza Amicą jakaś firma z naszej branży zatrudniała więźniów, ale jeśli sytuacja na rynku pracy się nie poprawi, to być może inne też pójdą w tym kierunku — komentuje Wojciech Konecki, dyrektor generalny CECED Polska, Związku Pracodawców AGD.

Fabryka w więzieniu

Z pracy więźniów korzystają też producenci mebli. — Zadeklarowaliśmy niedawno chęć udziału w programie Praca dla więźniów. Trwają formalności — mówi Filip Wojciechowski, prezes Black Red White (BRW). Przygotowany przez resort sprawiedliwości program polega na budowaniu hal na terenie zakładów karnych z myślą o wynajmie firmom produkcyjnym, gotowym zatrudniać tam skazanych. BRW chce przenieść część produkcji do jednej z takich hal. Na tej zasadzie z zakładem karnym od lipca tego roku współpracuje już Gekoplast — w wynajętej hali zatrudnia około 50 osadzonych.

Plusy i minusy

Firmy zatrudniające więźniów są na ogół zadowolone z ich pracy.

— Doceniamy ich zaangażowanie, a wydajność na obsługiwanych przez nich stanowiskach nie odbiega od średniej — mówi Tomasz Machaj z Amiki. Zalety to m.in. niższe koszty pracy — osadzeni często otrzymują najniższe wynagrodzenia, a ponadto firmy dostają dofinansowanie. Jest jednak również druga strona medalu. — Czasem część lub całość grupy nie dojeżdża do zakładu, bo np. w więzieniu trwa przeszukanie cel — mówi prezes Indykpolu.

Bywa i tak, że wyszkolony już pracownik traci możliwość wychodzenia z więzienia, np. z powodu stwierdzenia obecności alkoholu we krwi osadzonego wracającego z pracy, jak zdarzyło się jednej z firm. — Minusem jest to, że wśród skazanych za lekkie przestępstwa występuje naturalna duża rotacja, bo wyroki są krótkie — dodaje prezes Gekoplastu. Część firm ma ograniczone możliwości posiłkowania się więzienną siłą roboczą.

— Mamy ogromny problem ze znalezieniem rąk do pracy, ale w zatrudnianiu więźniów przeszkadza nam geografia. Produkcja sadownicza rozlokowana jest w kilku miejscach na terenie południowego Mazowsza i w okolicy mamy dwa areszty, które są w stanie pomóc lokalnie dwóm gospodarstwom. Przypadki zatrudniania więźniów się więc zdarzają, ale na bardzo małą skalę — mówi Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP. Z doświadczeń niektórych przedsiębiorców wynika, że współpraca ma więcej minusów niż plusów.

— Na zatrudnianie więźniów zdecydowaliśmy się kilka lat temu, ale to rozwiązanie się u nas nie sprawdzało. Wydajność pracy była zbyt niska — być może to kwestia niższej motywacji niż w przypadku innych pracowników — mówi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia.

OKIEM EKONOMISTY

Dla gospodarki to za mało

MARCIN MAZUREK

ekonomista mBanku

Wzrost zatrudnienia więźniów w zewnętrznych firmach to kolejny dowód na to, że na polskim rynku brakuje rak do pracy. Zbiegł się on w czasie z dwoma trendami: wyraźnym wzrostem zatrudnienia w skali całej gospodarki i spadkiem bezrobocia oraz przyrostem liczby pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. Jest to więc jeden ze sposobów na niedobór podaży. Pracownicy więzienni to najczęściej osoby o niskich kwalifikacjach. Prawdopodobnie spora część miała wcześniej styczność z pracą w budownictwie. Po ostatnim spadku zatrudnienia w tej branży i ożywieniu w budownictwie infrastrukturalnym sektor ma obecnie do zagospodarowania około 20-30 tys. miejsc pracy. Więźniowie mogą więc częściowo wypełnić lukę. Kilka tysięcy pracowników to jednak mało. Aktywizacja zawodowa więźniów nie zniweluje niedoboru rąk do pracy w całej gospodarce. Może go najwyżej zmniejszyć lokalnie — w niektórych sektorach i w obszarze prac niewymagających kwalifikacji. [JDB]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer, Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Pomocna dłoń zza krat