Pomyłka pomyłkę pomyłką pogania

Jacek Zalewski
04-09-2007, 00:00

Słuchając prezesa/premiera, który ostatnio tak wiele swoich decyzji kadrowych ocenił jako pomyłki, można się załamać ludzką niewdzięcznością. Tylu wypromowanych ludzi i tyle zdrad — albo świetlanych ideałów, albo Jarosława Kaczyńskiego osobiście. Dominujący od kilku tygodni przypadek ministra Janusza Kaczmarka jest przecież zaledwie jednym z długiego ciągu. W niniejszym tekście przypominam cztery najpoważniejsze, sam czubeczek góry lodowej.

Pierwszą wielką pomyłką okazał się premier Tadeusz Mazowiecki. W 1989 r. zręczność Jarosława Kaczyńskiego doprowadziła do odstawienia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej od rządów i zawarcia trójkoalicji Ogólnopolskiego Klubu Parlamentarnego ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym i Stronnictwem Demokratycznym. Również to Kaczyński przeforsował — przy niechęci Lecha Wałęsy — na szefa solidarnościowego rządu właśnie Mazowieckiego, który w wyborach 4 czerwca 1989 r. w ogóle nie uczestniczył, dystansując się od drużyny Wałęsy. No i co? Szybko się okazało, że premier poszedł zupełnie inną drogą, niż chciał Kaczyński.

Ale rozczarowanie Mazowieckim to nic wobec życiowej klęski, jaka spotkała Jarosława Kaczyńskiego ze strony Wałęsy. Przecież to właśnie on doprowadził do ustąpienia prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, co Lechowi Wałęsie utorowało drogę do Belwederu. Kaczyński w nagrodę został szefem kancelarii, ale już po roku był z głową państwa na noże, demonstracyjnie wyrażając się publicznie o niej bez imienia, per „Wałęsa”. Zdrajca odsłonił Kaczyńskiemu swoje oblicze ostatecznie w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r., inicjując usunięcie rządu Jana Olszewskiego.

Kiedy Jarosław Kaczyński ponownie przystępował do rozdań kadrowych w 2005 r. po wygranych wyborach, wydawało się, że kilkanaście lat doświadczeń wyostrzyło mu polityczny węch. Podobnie zaskakująco, jak Mazowieckiego w 1989 r., obsadził w fotelu szefa rządu Kazimierza Marcinkiewicza. No i co teraz wychodzi — była to wielka pomyłka, a na dodatek krzywda uczyniona samemu Marcinkiewiczowi, który okazał się zbyt wątły na udźwignięcie ciężaru władzy. Zwłaszcza że został pierwszym premierem IV RP.

O pomyłce z Januszem Kaczmarkiem tyle ostatnio pisaliśmy, że nie wypada do tego wracać. Oprócz przedstawienia bratu Lechowi wniosku o powołanie ukrytego agenta III RP na ważnego ministra, premier bez mrugnięcia oka mianował podstawionego mu przez owego agenta niejakiego Konrada Kornatowskiego na szefa polskiej policji, chociaż doskonale wiedział, że zgodnie z prawem zobowiązany jest do mianowania czynnego policjanta.

To cztery najgrubsze ryby — cieńszych znalazłyby się całe ławice — które w ostatnich dziewiętnastu latach zdradziły Jarosława Kaczyńskiego, a pośrednio także jego brata, chociaż obecny prezydent RP zawsze pozostawał gdzieś w tle wszystkich wymienionych decyzji. No cóż, wypada dojść do wniosku, że tylko jedna decyzja kadrowa miała stuprocentową gwarancję niepopełnienia pomyłki. To zgłoszenie prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego — jako szefa największej sejmowej partii — kandydatury Jarosława Kaczyńskiego na prezesa Rady Ministrów.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pomyłka pomyłkę pomyłką pogania