Paraliż księgowości, żmudna wymiana korespondencji, dezo-rientacja i spory z urzędami skarbowymi. W zamian — mizerna ochrona, która tyleż zależy od przejścia niejasnej procedury co od szczęścia. Po prostu następny bubel prawny.
Intencje były dobre. Wprowadzony do ostatniej nowelizacji ustawy o VAT artykuł 32a miał chronić nabywców przed nierzetelnością sprzedawców, skutkującą utratą prawa do odliczenia podatku naliczonego. Bo choć możliwość odliczenia podatku zawartego w cenie nabywanych usług i towarów jest samą istotą VAT, przepisy przewidują sytuacje, w których podatnik zostanie jej pozbawiony.
Niestety, wyszło tak jak zwykle. Art. 32a nie tylko jest mało użyteczny, ale wręcz niebezpieczny. Za cenę zamieszania, nerwów i straconego czasu, oferuje ochronę, która w niejednym przypadku okaże się iluzoryczna.
Założenie było takie: skoro nabywca traci prawo do odliczenia wskutek nieprawidłowości po stronie sprzedawcy, niech sobie sprawdzi, czy kontrahent dobrze rozlicza VAT. Jeżeli sprzedawca nie da się skontrolować, nabywca powinien donieść na niego do władz skarbowych. Co w zamian? Otóż w przypadku, gdy skarbówka ujawni nieprawidłowość i będzie to wyłącznie brak kopii faktury, nabywca wprawdzie i tak straci prawo do odliczenia, ale za to nie zapłaci 30-proc. sankcji. Za cudze błędy.
Art. 32a jest przepisem złym. Najważniejsze ułomności to:
— wąski zakres ochrony
— uzależnienie sprawdzenia od dobrej woli kontrolowanego
— uciążliwość warunków, których spełnienie gwarantuje brak sankcji
— zagrożenie dla kontrolowanego (paraliż księgowości).