W USA mieliśmy wczoraj kolejną sesję bez znaczenia. Wydarzeniem miał być raport Fed o gospodarce amerykańskiej (Beżowa Księga), ale okazało się, że to był niewypał. Nie było w nim nic nowego. Niby ciągle mówi się o ożywieniu, ale we wszystkich odmianach pojawiają się niezwykle często określenia: „mieszane”, „słabe” czy „drgnęło”. Poza tym zwrócono uwagę, że ceny produktów mają tendencję do obniżania się. Inwestorzy nie mogli znaleźć w tym raporcie impulsu zmuszającego do kupowania akcji. Słabiej zachowywał się NASDAQ z powodu ostrzeżeń kilku mniejszy spółek oraz wypowiedzi C.Barretta, szefa Intela, który powiedział, że wydatki na zakupy w sektorze IT zmienią się w tym roku nieznacznie. Dzisiaj i jutro danych makro jest tyle i tak istotne, że zdziwię się, jeśli indeks nie opuści dwumiesięcznego trendu bocznego.
W Eurolandzie trwał wczoraj wakacyjny handel. Wyniki spółek i nadzieje na dobre dane w dalszej części tygodnia z USA pozwalały na spokojne zachowanie rynków, a indeksy nieco wzrosły. Zachowanie dolara (wzmacniał się) też potwierdzało wiarę w gospodarkę USA. Dzisiaj będzie bardziej nerwowo, bo na rynki dotrą wyniki kwartalne ważnych spółek i istotne dane makro. Raporty kwartalne podadzą m.in.: British Airways, Deutsche Bank, Exxon Mobil, Procter&Gamble, Revlon i Walt Disney. Z Eurolandu nadejdą bardzo ważne dane makroekonomiczne. Jak zwykle zostaną zlekceważone, bo dane amerykańskie je przyćmią, ale trzeba je dokładnie analizować. O 8.50 z Francji nadejdzie raport o bezrobociu (prognoza 9,4 proc.). O 12.00 będzie to cała seria danych i wszystkie będą dotyczyły strefy euro w lipcu. Będzie to: inflacja (prognoza 2 proc.), indeks klimatu panującego w biznesie, indeks zaufania biznesu, indeks zaufania konsumentów i indeks ogólnego nastroju gospodarczego. Oczekuje się lekkiej poprawy wszystkich indeksów. U nas o 16.00 dowiemy się, jaki był deficyt obrotów bieżących. Trzeba patrzeć na eksport i import. Gdyby eksport osłabł, to byłby minus dla rynku.
Raporty z USA będą dla inwestorów najważniejsze. O 14.30 jak zwykle we czwartek dowiemy się, jaka była liczba noworejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza 400 tys.). To dane bardzo ważne, bo tydzień temu wzbudziły entuzjazm, a jutro są dane o bezrobociu miesięcznym. O tej samej godzinie dowiemy się, jaki jest wstępny odczyt przyrostu PKB w drugim kwartale (prognoza to +1,5 proc.). Lepsze dane mogą wywołać duży optymizm, a gorsze zostaną zlekceważone jako historyczne. Chyba najważniejsze będą dane z 16.00. Wtedy dowiemy się, jak w lipcu rozwijała się gospodarka w rejonie Chicago (PMI – prognoza to wzrost do 53,8 pkt.).
Nasz rynek, wczoraj rano, bez wysiłku wrócił w rejony, w których był przed wtorkowym fixingiem. Optymizm Eurolandu pomagał w utrzymaniu dobrego nastroju, ale najbardziej chyba poprawiał nastroje duży popyt na TP SA. Nie widziałem jednak dużej aktywności szerokiego rynku, a to musiało doprowadzić do osłabienia, które przerodziło się w spadek indeksów i to mimo wzrostów w Eurolandzie. Popyt na TP SA nie uratował indeksów przed korektą, a kurs spółki zachował się w końcówce bardzo źle. Generalnie sesja wyglądała tak, jakby ktoś kogoś „karmił” akcjami. Gdybym miał się zakładać, to powiedziałbym, że zagranica sprzedaje. To nie jest dobry sygnał. Nie można wykluczyć, że fruwające fundusze zagraniczne doszły do wniosku, iż u nas jest już drogo i postanowiły znowu zaatakować doskonale ostatnio zachowujący się Budapeszt. Trudno uznać tę korektę za sygnał końca wzrostów, ale to jest niewątpliwie ostrzeżenie. Daleko jednak do pewności. Nie było euforii, a spadek i obrót są za mały jak na kluczowy dzień odwrotu. Rynek jest jednak zmęczony wzrostami i tylko wybicie z horyzontu w USA może go powstrzymać przed większą korektą. Decydująca będzie końcówka tygodnia — wtedy na rynkach światowych powinno wtedy dojść do przełomu.