Popyt na zdrowie winduje ceny

opublikowano: 08-03-2018, 22:00

Rosnące koszty medyczne będą coraz mocniej dawać się nam we znaki. Rząd, który nie może ich poskromić, jest między młotem a kowadłem — gdzieś musi ciąć

Miesiąc temu rządowi udało się załagodzić konflikt z lekarzami rezydentami, m.in. dzięki deklaracji, że do 2024 r. wydatki na ochronę zdrowia zwiększą się do 6 proc. PKB, z 4,5- -5 proc. obecnie. Wbrew pozorom to spora zmiana. Przy założeniu, że PKB rośnie nominalnie w tempie 5 proc. r/r, skokowy wzrost wydatków z 4,75 do 6 proc. w 2024 r. przysporzyłby dodatkowe 35 mld zł. Rząd jednak ma zwiększać wydatki stopniowo, więc budżet NFZ zyska jeszcze „po drodze”. Mimo to potrzeby pozostaną niezaspokojone.

— W porównaniu z zagranicą nawet 6 proc. to ciągle mało. W krajach zachodnich na ochronę zdrowia przeznaczane jest niejednokrotnie więcej niż 10 proc. PKB i tam również jest to uznawane za niewystarczające. Nowoczesne leki są coraz droższe, a ceny produktów i usług medycznych rosną szybciej, niż państwo zwiększa wydatki. Dlatego błędem jest oczekiwanie, że wzrost nakładów na służbę zdrowia w takim zakresie przełoży się na istotną poprawę dla pacjentów — mówi Marcin Szuba, lekarz zarządzający Globalnym Funduszem Medycznym (FIZ).

Żądza zdrowia

Kategoria „zdrowie”, wyłuskana z indeksu HICP (zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych Eurostatu) od 2000 r. zdrożała o ponad 50 proc., a usługi szpitalne, które odpowiadają za połowę kosztów świadczeń opieki zdrowotnej ponoszonych przez NFZ, o blisko 60 proc. (więcej na wykresie). Ceny ciągnie w górę przede wszystkim rosnący popyt, który w najbliższych latach będzie z pewnością przybierał na sile — z dwóch powodów. Pierwszy to postępujący proces starzenia się społeczeństwa.

— Udział ludzi w średnim i podeszłym wieku w Polsce systematycznie rośnie, a to grupy, które znacznie więcej wydają w branży medycznej — mówi Marek Straszak, zarządzający funduszem medycznym z oferty Union Investment TFI.

— Przewlekłe choroby to domena osób starszych. Rosnący udział osób powyżej 65. roku życia będzie zwiększał presję na koszty w opiece zdrowotnej — dodaje Marcin Szuba. Z szacunków platformy analitycznej SpotData wynika, że do 2030 r. odsetek osób w wieku 65+ zwiększy się w Polsce do około 23 proc., z 14 proc. obecnie. W konsekwencji będziemy przeznaczać na ochronę zdrowia nie 6,2, ale 9 proc. PKB (wydatki w ramach sektora publicznego i prywatnego). Druga sprawa to szeroko rozumiana poprawa warunków życia polskiego społeczeństwa, z kondycją finansową gospodarstw domowych na czele. — Gdy społeczeństwo się bogaci, coraz więcej chce wydawać na zdrowie. Dobrze obrazuje to piramida potrzeb — gdy jesteśmy w stanie zaspokoić najbardziej podstawowe, do głosu dochodzą mniej istotne. To dlatego coraz więcej osób decyduje się teraz na operacje plastyczne, ortodontę czy droższe, ale bardziej skuteczne metody leczenia — tłumaczy Marek Straszak.

Cenne umiejętności

Rosnący popyt Polaków na szeroko pojęte zdrowie od lat zderza się z ogromnymi niedoborami personelu medycznego. Ostatnie dostępne dane Eurostatu (za 2015 r.) mówią o około 111 lekarzach na 100 tys. mieszkańców Polski. Na tle 29 europejskich krajów daje nam to czwarty wynik od końca (za nami są jedynie Macedonia, Cypr i Liechtenstein). W dużej mierze to pochodna wyjazdów polskich specjalistów za granicę, do czego skłaniają oczywiście lepsze zarobki i szerzej — warunki pracy. Rząd problem dostrzega. Jednym z flagowych punktów ostatniego porozumienia ministra zdrowia z lekarzami rezydentami są wyższe wynagrodzenia — jak czytamy w komunikacie Ministerstwa Zdrowia — „w zamian za zobowiązanie do pracy w Polsce po zakończeniu specjalizacji przez okres dwóch lat”.

Za rosnącymi zarobkami lekarzy w Polsce (wynikającymi nie tylko z deklaracji rządu, ale chociażby ogólnogospodarczych trendów) siłą rzeczy muszą podążać ceny produktów i usług medycznych. Zresztą, lekarze to tylko część specjalistów w branży medycznej, których umiejętności, szczególnie w obecnych warunkach na rynku pracy, są wyjątkowo cenne. — Mamy obecnie historycznie niskie bezrobocie i rynek pracownika. Koszty specjalistów z branży medycznej są ogromne, więc spółki farmaceutyczne niechętnie będą zmniejszały ceny leków — mówi Marek Straszak.

Efekty rozwoju

Wyższe zarobki specjalistów czy wzrost popytu Polaków na świadczone przez nich usługi bledną jednak w obliczu tego, co z cenami robi szybki rozwój medycyny i monopolistyczne działania firm. — Nowe leki, terapie czy urządzenia medyczne są obecnie o wiele bardziej skuteczne niż kiedyś, ale są szalenie kosztowne.

Przykład? Lek na wirusowe zapalenie wątroby typu C — 28 tabletek, czyli miesięczna kuracja — kosztuje około 70 tys. zł, a żeby wyleczyć pacjenta, potrzebujemy średnio trzech, przy czym szansa na całkowite wyleczenie wynosi dziewięćdziesiąt kilka procent. Przemysł farmaceutyczny co rusz wynajduje nowe rozwiązania, które są naprawdę skuteczne, ale często firmy nie znają umiaru w dyktowaniu cen, bo wiedzą, że w danym obszarze rynku są monopolistami — mówi Marcin Szuba.

Mniejsze zło

Co w takich warunkach może zrobić rząd? Zgodnie z uniwersalną zasadą, jak najlepiej gospodarować tym, co ma, a w tym konkretnym przypadku — wybierać mniejsze zło. — Sprawnie działający rząd, który oszczędnie prowadzi politykę wydatków, może tylko spowalniać wzrost kosztów w obszarze opieki zdrowotnej, nie jest w stanie go ograniczyć w dłuższym terminie. Wybuchowi kosztów zapobiegają m.in. bardzo restrykcyjne kryteria dostępu do nowoczesnych lekówz listy refundacyjnej, które „udaje się” spełnić niewielu pacjentom — mówi Marcin Szuba.

Wydatki NFZ na chemioterapię (patrz wykres) od lat praktycznie stoją w miejscu, mimo że choroby nowotworowe sieją coraz większe spustoszenie. W przypadku medycyny cięcie kosztów jest jednak wyjątkowo trudne, bo oszczędzanie na lekach może prowadzić do wzrostu kosztów chociażby opieki szpitalnej. Rzeczywiście, w latach 2012-18 koszty leczenia szpitalnego wzrosły o 34 proc., a opieki paliatywnej i hospicyjnej — o 112 proc. Zestawienie tylko tych kilku informacji nie wystarczy, żeby dowieść istnienia zależności przyczynowo-skutkowej. Zajmują się tym jednak eksperci z dziedziny tzw. farmakoekonomiki, którzy — w uproszczeniu — badają relację między kosztem farmakoterapii i jej wpływem na zdrowie pacjenta. Skupia ich w szczególności Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji — rządowa agenda nadzorowana przez ministra zdrowia, pełniąca funkcję doradczą. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Popyt na zdrowie winduje ceny