Popyt pokazał pazur na GPW

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-05-28 17:46

Rozpoczęta wczoraj silna korekta notowań ropy okazała się zbawienna dla giełdowych indeksów, którym groził coraz bardziej spadek w okolice marcowego dołka. Podaż akcji ustała i powróciły nadzieje na odrobienie choć części strat z minionego tygodnia.

Wciąż jednak daleko do optymizmu umożliwiającego bicie nowych rekordów. Skończył się sezon publikacji kwartalnych wyników spółek, które ożywiały handel. Rynek ropy jest mocno rozchwiany i nieprzewidywalny. Przyszłość koniunktury gospodarczej za oceanem wciąż jest niepewna, gdyż wskaźniki ekonomiczne nie dają ostrego obrazu sytuacji.

Dzisiaj pojawiła się w końcu szansa na wyraźniejsze zaakcentowanie inicjatywy popytu. Kolejna spadkowa fala na rynku ropy stworzyła doskonałe warunki do wyrwania indeksów z trwającego od kilku sesji bezruchu. Dla Wig20 oznaczało to szansę zbliżenia się do oporu na poziomie 2950 pkt.

Początek giełdowego dnia nie zapowiadał późniejszego ożywienia. Ropa taniała, ale gracze przypatrywali się temu ze sceptycyzmem i woleli unikać ryzyka. Tę asekuracyjną taktykę zdradzały mizerne obroty w pierwszych kwadransach notowań. Zanosiło się na powtórkę z ostatnich zupełnie bezbarwnych sesji.

Wkrótce po rozpoczęciu notowań GUS poinformował o wzroście sprzedaży detalicznej o 17,6 proc. w skali roku. W ujęciu realnym Polacy wydali w sklepach 14 proc. więcej złotówek niż przed rokiem. Silny popyt wewnętrzny cieszy, gdyż pomaga firmom złagodzić skutki osłabienia eksportu. Z drugiej jednak strony wykazuje on większą dynamikę niż wzrost płac, co grozi kłopotami w przyszłości.

Rynek zignorował te dane, ale nie pozostał obojętny na coraz wyraźniejszą wspinaczkę zagranicznych indeksów za sprawą pogłębiającej się korekty na rynkach surowcowych. Ożywił się popyt, a Wig20 zaczął śmielej zmierzać w stronę oporu. Jednocześnie zaczęły wyraźnie rosnąć obroty, które tradycyjnie skoncentrowały się w segmencie blue chipów.

Niespodziewanie lepsze od prognoz dane o poziomie zamówień na dobra trwałego użytku w USA jeszcze bardziej podgrzały nastroje. Zanosiło się na przełamanie oporu przez Wig20 i jego wyjście ponad średnią z 45 sesji. Niestety, te same dane osłabiły wiarę w recesyjny scenariusz dla amerykańskiej gospodarki, co spowodowało wzrostową korektę na rynku ropy. Podskok ceny czarnego złota skutecznie ostudził zapędy byków. Opór pozostał niezdobyty, a indeks zakończył dzień niemal dokładnie w połowie strefy kilkudniowej konsolidacji.

Przez cały dzień rewelacyjnie spisywały się walory PKO BP i PKN, które zyskały ostatecznie ponad 3 proc. Podobny wzrost zanotował jeszcze tylko Bioton. Niestety, tak duże spółki jak KGHM i Pekao znalazły się pod kreską, co zaważyło na końcowym wyniku sesji. Zupełną klapą zakończył dzień segment średnich spółek – mWig40 stracił 0,1 proc. przy wzroście Wig20 o 0,8 proc. Taniejąca ropa pociągnęła za sobą kurs Petrolinvestu, który zanurkował 20 proc. Sensacją dnia okazały się jednak bardzo wysokie obroty, które przekroczyły poziom 2 mld. zł. 

Podskok obrotów w trakcie sesji zdominowanej przez popyt budzi nadzieję. Nie wygląda to na dystrybucję¸ gdyż popyt nie windował kursów za wszelką cenę, co zwykle zachęca do upłynniania niechcianych akcji. Zatem umiarkowany wzrost przy wyraźnie większym obrocie można odczytać jako dobrą wróżbę. Trzeba jednak pamiętać, że w tej chwili akcje są zakładnikami notowań surowców.

Amerykańscy analitycy obawiają się, że jeśli ropa wróci nad poziom 130 USD i utrzyma się tam, wkrótce ze spółek zaczną napływać obniżone prognozy zysku. Ropa notowana powyżej tego poziomu może obniżyć prognozowane na ten rok wyniki spółek (po wyłączeniu paliwowych) od 8 do 10 proc. Tymczasem już obecnie amerykańskie spółki do najtańszych nie należą, mówiąc oględnie. Spośród 10 największych rynków świata tylko giełda w Szanghaju jest droższa pod względem średniego wskaźnika C/Z, gdzie wynosi on 26, a w USA – 23. W roku 2004 akcje niemieckie były droższe od amerykańskich, teraz są o niemal połowę tańsze, podobnie jak brytyjskie i francuskie. Jeśli amerykańskie banki i brokerzy nie zaczną szybko odbudowywać swojej rentowności, perspektywy dalszego wzrostu kursów za oceanem nie będą różowe – spółki finansowe generowały w ostatnich latach niemal 40 proc. zysków amerykańskich korporacji i ewentualny wzrost zysków firm surowcowych tej dziury nie załata. Analitycy już obcięli prognozę tegorocznego przyrostu zysków spółek z S&P500 z 15 do niecałych 7 proc. I to jednak może się okazać nazbyt optymistyczne.