Czytasz dzięki

Pora na prawdziwych doradców

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 29-05-2014, 00:00

Rynek powinien dawać szanse na jak najlepsze ulokowanie oszczędności. Potrzebne są elastyczne produkty i prawdziwi doradcy finansowi

Na przekór temu, co zafundowało nam państwo (zmiany w OFE) i ubezpieczyciele (polisy inwestycyjne, których właściciele czują się oszukani), świadomość konieczności samodzielnego zadbania o własną przyszłość z roku na rok rośnie.

Zobacz więcej

Jarosław Augustyniak, prezes Idea Banku (FOT. MW)

Wątpliwości odnoszą się tylko do możliwości. Pierwszą próbą uporządkowania rynku i odbudowania jego wiarygodności był projekt Rekomendacji U, dotyczącej dobrych praktyk bancassurance, którą KNF wydała pod koniec ubiegłego roku. Chodzi o to, by instytucje sprzedawały ubezpieczeniowe produkty inwestycyjne dostosowane do potrzeb klientów, ich sytuacji finansowej, czasu trwania inwestycji, akceptowanego poziomu ryzyka i wiedzy o rynku finansowym. To dopiero jednak początek, bo nadal jest wiele do zrobienia.

Doradca czy sprzedawca

Zdaniem Jarosława Augustyniaka, prezesa Idea Banku, podstawowym problemem rynku jest brak profesjonalnego doradztwa finansowego i elastycznych produktów, które mogłyby być rozbudowywane i dopasowywane do indywidualnych potrzeb.

— Doradztwo finansowe wiąże się z bardzo dużą odpowiedzialnością i powinno być licencjonowane. Dlaczego makler, który na koniec dnia jest właściwie księgowym, musi zdać egzamin, a doradca, który odpowiada za życie finansowe wielu osób, nie? — pyta Jarosław Augustyniak. Tymczasem w firmach, takich jak Open Finance czy Expander, doradzać może właściwie każdy — wystarczy, że przejdzie przeszkolenie i wykaże się znajomością oferowanych produktów.

— Na doradców z prawdziwego zdarzenia mogą liczyć tylko zamożni klienci, a to zupełnie inna grupa ludzi niż ci, którzy zarabiają średnią krajową. To o nich powinno się zadbać, to oni potrzebują pomocy doradców, którzy policzą, ile lat powinni oszczędzać, jak dużo i jaka czeka ich emerytura — mówi Jarosław Augustyniak.

Prezes Idea Banku zastanawia się również, czy doradztwo nie powinno być płatne. Polacy wprawdzie nie lubią płacić — zwłaszcza za produkty inwestycyjne — choć płacą agentom nieruchomości, prawnikom czy notariuszom. Opłaty mogłyby jednak ucywilizować rynek — uważa

Jarosław Augustyniak. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być success fee, podobnie jak w niektórych funduszach inwestycyjnych — opłata za realizację planu powyżej jakiegoś progu.

— Na świecie doradcy biorą pieniądze od klientów, a nie od instytucji. Mogą więc być obiektywni, a nie sprzedawać to, na czym najwięcej zarabiają. To jest chyba wystarczający argument za tym, że warto zapłacić i mieć pewność, że doradca doradzi jak najlepiej, a nie tak, jak jemu najbardziej pasuje — tłumaczy Jarosław Augustyniak.

Samodyscyplina

Prezes Idea Banku uważa też, że opłaty likwidacyjne wysokości 90-100 proc. są nie do zaakceptowania, ale nie powinno się ich… likwidować.

— Ludzie kupują drogie samochody, mimo że po wyjeździe z salonu tracą one 20-30 proc. wartości. Nikogo to nie bulwersuje, a opłaty za wycofanie się z produktu inwestycyjnego budzą kontrowersje — podkreśla prezes Idea Banku.

Jarosław Augustyniak argumentów za utrzymaniem opłat ma więcej, jak np. odruch psychologiczny oszczędzających, którzy jeśli nie mają barier, to chętnie po dwóch-trzech latach systematycznego oszczędzania wypłacają pieniądze na wakacje czy nowy samochód.

— Dobra oferta musi mieć dobrych zarządzających, a takim ludziom trzeba przyzwoiciezapłacić. Zarządzający też muszą mieć pewność, że aktywa nagle nie zaczną im topnieć. Inaczej nie da się dobrze inwestować. Za dobre rzeczy wszędzie się płaci. Dobra luksusowe muszą być drogie, bo inaczej nie będą luksusowe — dodaje Jarosław Augustyniak. Inne dotkliwe opłaty, pobierane przez ubezpieczycieli, budzą jednak jego sprzeciw.

— Często były tak wysokie, że klient nie miał szans zarobić, bo wynosiły 10 proc. wpłaty. Zarządzający musieliby zarabiać po 20 proc. przez 10-15 lat, żeby pokazać dodatnią stopę zwrotu. Byłoby to mistrzostwo świata — mówi Jarosław Augustyniak. Prezes Idea Banku przyznaje jednocześnie, że nie można skazywać ludzi na polisy na 10-15 lat.

— Życie się zmienia, potrzeby też, rodzina się rozrasta, można zachorować. Nie można komuś ułożyć planu na życie raz. Plan trzeba weryfikować pod kątem klienta, ale również pod kątem rynku. Zmienia się inflacja, wchodzą nowe produkty, są wydarzenia nieprzewidywalne, jak te na Ukrainie, których świadkami jesteśmy. Poza tym inaczej układa się plan dla osoby 25-letniej, inaczej dla 55-letniej — tłumaczy prezes.

Zdaniem Jarosława Augustyniaka, produkty inwestycyjne powinny mieć nie tylko krótszy czas, ale także dawać możliwość zawieszania składki, obniżenia jej wysokości lub częściowej wypłaty w razie potrzeby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Polecane