Inwestorzy amerykańscy już się zmagają z sezonem ogłaszania wyników za I kwartał. Niedługo to samo nastąpi na warszawskim parkiecie. Patrząc na stan gospodarki, trudno być optymistą. Pozostaje tylko nadzieja, ze niska zeszłoroczna baza pozwoli pokazać w niektórych przypadkach poprawę sytuacji finansowej.
Niskie obroty, które stabilizują się i powoli stają się normą, wskazują, że na parkiecie handlują tylko zawodowcy, a więc nieliczni. Trudno oczekiwać poprawy tego stanu rzeczy, patrząc na otoczenie globalne. Utrzymująca się skomplikowana sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz uzasadnione oczekiwania na słabe wyniki kwartalne amerykańskich spółek nie zachęcają do angażowania kapitału na dłuższą metę. Nie zachęca do tego także wręcz dramatyczny stan polskiej gospodarki, który raczej nie polepszy się w najbliższym czasie. Inwestorzy stoją przed odpowiedzią na pytanie o rezultaty spółek za pierwsze 3 miesiące 2002 r. I tu raczej trudno być optymistą.
Od wielu miesięcy akcje Banku Zachodniego WBK notują stabilny wzrost wartości. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że ostatnio inwestorzy zapomnieli o trzeźwej ocenie sytuacji. Trudno nie odnieść wrażenia, że wzmożone zakupy walorów banku są jedynie wynikiem ich dużego udziału w WIG 20 i płynności. Jeżeli chodzi o wyniki finansowe, to z pewnością tegoroczne będą lepsze od ubiegłorocznych, ale warto pamiętać o dużych obciążeniach w 2001 r. i powstającej przez to niskiej bazie porównawczej. Dodatkowo należy przytoczyć wypowiedzi prezesa banku, mówiącego o tegorocznym poziomie wskaźnika ROE (stopa zwrotu na kapitale akcyjnym) na poziomie 12-17 proc., wobec 9 proc. w 2001. Budowa wskaźnika wskazuje, że zakładane w rekomendacjach 300 mln zł przychodów mieści się w górnym przedziale wspomnianych prognoz, warto zatem zastanowić się nad wielkością zysku, przy znacznie niższym ROE, oraz związaną z tym wyceną akcji. Wobec obecnej, nieciekawej sytuacji na rynku, wydaje się zasadna sprzedaż walorów banku, gdyż trudno oczekiwać ich dalszego potencjału wzrostowego.
Bardzo ciekawie kształtuje się przyszłość drugiego krajowego teleoperatora. Warto podkreślić, że obecna kontynuacja złej oceny całego sektora w skali globalnej nie musi dotyczyć Netii, ze względu na wcześniejszą dramatyczna przecenę związaną z odwrotem inwestorów od spółek IT. Można nawet się pokusić o stwierdzenie, że telekom przechodzi fazę, przed którą stoi wielu gigantów telekomunikacji, związaną z weryfikacją modelu działalności i przekonaniem akcjonariuszy do nowej strategii. Warto też podkreślić uruchomienie przez firmę systemu zarządzania relacjami z klientami (CRM), co z pewnością pomoże w poprawie konkurencyjności. Sytuacja techniczna wskazuje, że już na najbliższych sesjach powinien nastąpić zdecydowany ruch kursu, który albo przebije trend spadkowy, albo doprowadzi do minimów.
Ostatnio ze spółki wpłynęły dwie sprzeczne informacje. Z jednej strony zamówienia w I kwartale wykazały znacznie większą dynamikę niż w 2001 r. Z drugiej strony główny akcjonariusz, fundusze z grupy Enterprise Investors, zdecydował się na wyjście z inwestycji. Trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że sprzedaż akcji przed spodziewaną poprawą wyników jest zastanawiająca. Wykres spółki sugeruje przecenę do 21 zł. Sprzedaż walorów do czasu wykazania przez spółkę faktycznej dynamiki zysków wydaje się więc zasadna.