Porażka jest zawsze sierotą

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-05-06 00:00

Decyzja Komisji Europejskiej o odebraniu czternastu państwom części dotacji rolnych wsadziła polityczny kij w nasze świąteczne 3-majowe mrowisko

Rocznica Konstytucji Trzeciego Maja nie wywołuje tak głębokiego pęknięcia społecznego, jak od niedawna Narodowe Święto Niepodległości. Zapewne dlatego, że w odróżnieniu od zwycięskiego 11 listopada akurat 3 maja czcimy sprawę… przegraną — wszak patriotyczny zryw 1791 wytrwał zaledwie do jego pierwszej rocznicy. Ale współczesna klasa polityczna nie byłaby sobą, gdyby nie podniosła zgiełku nawet w czasie majowej kanikuły. Powód najświeższej kłótni jest jednak konkretny — chodzi o kasę.

None
None

Termin ogłoszenia decyzji Komisji Europejskiej o odebraniu czternastu państwom części dotacji rolnych był czysto losowy. U nas jednak wsadził polityczny kij w świąteczne mrowisko. Z kwotą 79,9 mln EUR do zwrotu staliśmy się niechlubnym wiceliderem, za tracącą 107,6 mln EUR Grecją. Po upublicznieniu przez Brukselę tych cięć premier Donald Tusk potwierdził, że często szybciej mówi niż myśli. Jego twitnięcie „To nie pierwszy kosztowny błąd naszych poprzedników, za który zapłaci polski podatnik.

Kara za lata 2004-06” to jeszcze większa kompromitacja, niż bezradne rozłożenie rąk w sprawie memorandum gazowego. Po pierwsze — publicznie dostarczył twardego dowodu Komisji Europejskiej na rozprawę odwoławczą Polski przed Trybunałem Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Po drugie — znowu okazał się niedoinformowany przez ministra, tym razem Stanisława Kalembę.

Przecież zakwestionowano wydatki z dwóch planów finansowych, 2004-06 oraz 2007-10, a poza tym zaniedbania kontrolne niewątpliwie dotyczą tego drugiego okresu. Unijny audyt potwierdził, że część biznesplanów gospodarstw o wielkości 2–4 ha była niedbale zatwierdzana oraz źle kontrolowana. W przekładzie na konkrety: pieniądze zostały wyciągnięte niezgodnie z ich przeznaczeniem.

Komisja zapewne przed trybunałem wygra, i to ze wszystkimi odwołującymi się państwami.

Odpowiednie kwoty zostaną potrącone ze wspólnej polityki rolnej już w siedmiolatce 2014-20. Polscy politycy zgodni są tylko w jednym: kara jest zbyt wysoka, gdyż sięga 10 proc. całego wsparcia dla gospodarstw niskotowarowych. W przerzucaniu się odpowiedzialnością wychodzi natomiast ich zwyczajne tchórzostwo. Ciekawe, że jakby z boku znalazły się rządy PiS i Samoobrony 2006-07, a publicznie boksują się SLD 2004-05 z koalicją PO/PSL 2007-10. Wydawanie pieniędzy uregulował minister Wojciech Olejniczak (SLD), ale za kontrolowanie odpowiadał minister Marek Sawicki (PSL).

Kolejny raz potwierdziła się prawdziwość tezy zapisanej w tytule. Podobnie zresztą, jak jej pierwszej części: zwycięstwo ma wielu ojców. Donaldowi Tuskowi w grudniu 2007 r., tuż po objęciu stanowiska premiera, spadły z nieba dwa wielkie propagandowe sukcesy, do których przyczynił się w stopniu zerowym — podpisał traktat w Lizbonie i zaraz potem piłował szlabany graniczne po naszym wejściu do Schengen. Wtedy łapczywie spijał śmietankę ubitą przez poprzedników i zasada kontynuacji władzy była dla niego oczywistością, na dobre i złe…

Cóż, sytuacja awaryjna obnaża prawdę, że decyzyjni tchórze kryją się po wszystkich kątach. Ale największą odpowiedzialność zawsze ponoszą aktualnie rządzący.