Od roku warszawska giełda jest w bardzo mocnym trendzie spadkowym. Obecny obraz sytuacji giełdowej bardzo kontrastuje z tym, do czego rynek kapitałowy przyzwyczaił polskich inwestorów przez ostatnie 5 lat niesamowitej hossy. Dziś przychodzi nam zmierzyć się z bessą. Sytuacja zmieniła się radykalnie, ale dylematy są takie same jak zawsze: Sprzedać, czekać czy też kupić?
Co może dziać się z indeksami?
W ciągu pierwszych 6 miesięcy br. warszawska giełda reprezentowana przez indeks WIG spadła o 28 proc. Rezultat za ostatnie 12 miesięcy, od szczytu hossy, to spadek o 30 proc. Patrząc historycznie, to bardzo duże straty. W 16-letniej historii polskiej giełdy mieliśmy do czynienia zaledwie z 4 okresami tak głębokich spadków:
1. marzec 1994 – marzec 1995: -71,4 proc. w 12 miesięcy,
2. marzec
1998 – październik 1998: 43,6 proc. w 7 miesięcy,
3. marzec 2000 – wrzesień
2001: -49,4 proc. w 18 miesięcy,
4. lipiec 2007 – obecnie: -41,8 proc. w 12
miesięcy.
Czy obecny poziom strat i długość ich trwania sugerują, że obecna bessa zakończy się lada chwila? To każdy musi ocenić sam. W miarę pewne jest natomiast to, że osoba, która obecnie zainwestuje pieniądze na okres 5 lub więcej lat ma wszelkie szanse osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków. Z kolei osoba, która dziś powie „pass” i wróci do spokojnego lokowania swoich oszczędności poprzez konserwatywne produkty, zaoszczędzi sobie stresu i osiągnie satysfakcjonujące dla siebie zyski.
Co do portfela?
Przez ponad 100 lat istnienia rynków kapitałowych nikt nie wynalazł produktu, który dawałby identyczne bezpieczeństwo jak lokata bankowa i taki sam potencjał zysku co akcje. Dlatego na coś trzeba się zdecydować. Trzeba przy tym pamiętać, że lokaty bankowe i fundusze rynku pieniężnego dają słabe zyski, ale też poczucie bezpieczeństwa, fundusze akcji dają ponadprzeciętne zyski, ale i ponadprzeciętne straty, a fundusze mieszane są wypadkową punktów 1. i 2.
Lokaty bankowe a inflacja – ułuda czy realna wartość?
Lokaty bankowe w dobrych bankach oraz fundusze rynku pieniężnego chronią inwestorów przed spadkami ich wartości nominalnej. Niestety, często nie chronią należycie przed inflacją, czyli przed spadkiem realnej wartości realnej posiadanych oszczędności. Co więcej, nie można dzięki nim pomnażać kapitału. Dlatego też nie nadają się do budowania racjonalnych pozycji kapitałowych.
Przykład: Lokata bankowa na 12 miesięcy, stałe oprocentowanie 6 proc., inflacja: 5,0 proc., podatek Belki: 19 proc. od odsetek = -0,14 proc. realnego zysku.
Fundusze obligacji... dla spekulantów?
Fundusze obligacji oparte o obligacje skarbowe są niezłym wehikułem
inwestycyjnym, ale... dla spekulantów - z uwagi na brak na polskim rynku
obligacji korporacyjnych atrakcyjność funduszy zależy wyłącznie od dobrego
przewidzenia kierunku ruchu stóp procentowych, jak też zasięgu, jaki powinny one
osiągnąć. Badania z rynków rozwiniętych pokazują, że samo prognozowanie kierunku
jest wysiłkiem ponad możliwości większości ekonomistów, nie mówiąc już o
określeniu ich ostatecznego poziomu.
Warto również pamiętać, że fundusze
obligacji przynoszą duże zyski tylko podczas okresu spadku stóp procentowych.
Jednak wyłącznie tylko te z nich, które niosą w sobie wysokie ryzyko stopy
procentowej, czyli wysoki wskaźnik modified duration. W pozostałych okresach - a
jest ich zdecydowanie więcej - funduszom tym trudno jest przynosić
niespodziewanie wysokie zyski dla ich posiadaczy, najczęściej w niewielkim
stopniu przekraczają one poziom inflacji. Podstawową zaletą funduszy obligacji
jest stosunkowo duża przewidywalność ich wyników, choć trzeba pamiętać, że
fundusze obligacji również są wystawione na ryzyko. Dopiero połączenie funduszu
obligacji z funduszem akcji może przynieść wymierne, realne korzyści dla
konserwatywnych inwestorów np. fundusze stabilnego wzrostu są właśnie taką
ciekawą i rozsądną ekonomicznie konstrukcją.
Akcje
Osoby, które po rocznych spadkach zainwestowały swoje oszczędności na rynku akcji, uzyskałyby następujące zwroty z indeksu WIG:
1. Inwestycja rozpoczęta w marcu 1995: +79 proc. po 1. roku, +163 proc.
po 3 latach,
2. Inwestycja rozpoczęta w marcu 1999: +59 proc. po 1. roku, +11
proc. po 3 latach,
3. Inwestycja rozpoczęta w marcu 2002: +3 proc. po 1.
roku, +63 proc. po 3 latach.
Przezwyciężając strach możemy podczas szalejącej bessy osiągnąć z rynku akcji pokaźne zyski nawet w ciągu 36 miesięcy. Tyle podpowiada statystyka. Trzeba tylko pamiętać, że historia wcale nie musi się powtarzać, a statystyce nie wolno bezgranicznie wierzyć.
Ceną za potencjalne zyski - osiągnięte w rozsądnym, tj. kilkuletnim okresie - jest realna strata, która może się pojawić w każdej chwili. Ktoś, kto nie jest w stanie zapłacić tej ceny, powinien raz na zawsze obniżyć poziom oczekiwanych zysków z rynku kapitałowego. Chodzi o to, aby znać swój profil inwestycyjny i trzymać się go niezależnie od sytuacji na giełdzie.
Fundusze akcji
Fundusze z udziałem akcji są dobrą alternatywą dla produktów obligacyjnych pod jednym warunkiem. Niezbędny jest pewien czas do utrzymania takiej inwestycji. Im wyższy udział akcji, tym dłuższy horyzont inwestycyjny powinien być założony, ponieważ wraz z wydłużaniem horyzontu inwestycyjnego rośnie prawdopodobieństwo osiągnięcia satysfakcjonujących rezultatów – zdarzenia i czynniki ekstremalne wzajemnie się znoszą.
Inwestor, który zdecydował się na kupno jednostek funduszu Legg Mason Akcji FIO na szczycie hossy internetowej, czyli w marcu 2000 r., i sprzedał je po roku, w marcu 2001 r., stracił 27,7 proc. W tym czasie fundusze akcyjne straciły średnio 24,8 proc., a WIG stracił 39,6 proc.
Z kolei osoba, która zdecydowała się na kupno funduszu Legg Mason Akcji FIO na szczycie hossy internetowej, czyli w marcu 2000 r. i sprzedała jednostki 30 czerwca 2008 r., czyli 8 lat później, a więcej po 40-proc. spadkach od ostatniego szczytu: zyskała 119 proc. (średniorocznie +10,3 proc.), przy średniej funduszy akcyjnych na poziomie +84 proc. oraz wzroście WIG-u o 77 proc.
Inwestor miał dużego pecha. Nie dość, że kupił na górce, tuż po której zanotował potężny, kilkudziesięcioprocentowy spadek, to i dziś sprzedaje po 40-proc. spadkach. Pomimo to zarobił - i to sporo. Dlaczego? Bo utrzymał swoją pozycję przez 8 lat, a czas pozwolił mu osiągnąć duży zysk. Zanotował dwa razy spadek, ale jednocześnie był obecny w całej fazie hossy.
Zawsze jednak warto zachować pewien margines bezpieczeństwa. Jak mawia Warren Buffet: „Trzy rzeczy, które można na giełdzie przewidzieć, to strach, chciwość i szaleństwo. Niestety, nie da się przewidzieć kolejności, w jakiej wystąpią.”
Autorami tekstu są analitycy Legg Mason TFI