Portfel PB wyciąga wnioski z wpadki na Asbisie

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2014-08-14 00:00

Najważniejsza zasada inwestowania mówi, że zyskom należy pozwolić rosnąć, ale straty trzeba szybko ucinać.

Aby blisko 40-procentowa strata, zanotowana na papierach wschodnioeuropejskiego dystrybutora sprzętu IT, się nie powtórzyła, zarządzający powinni stosować się do jednej żelaznej zasady, ocenia Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ, partnera Portfela PB.

Od 7 sierpnia, kiedy Asbis podał fatalne wyniki kwartalne, ale jednocześnie poinformował, że najgorsze już za spółką, notowania odbiły o ponad 9 proc. To i tak wynik ledwie na otarcie łez akcjonariuszy, wśród których znajduje się Portfel PB. Kurs wciąż znajduje się o 70 proc. niżej niż na koniec ubiegłego roku i o 40 proc. poniżej średniej ceny zakupu do redakcyjnego portfela.

— Najważniejsza zasada inwestowania mówi, że zyskom należy pozwolić rosnąć, ale straty trzeba szybko ucinać. W przypadku dobrej passy nie warto przedwcześnie realizować zysku. W czasie dekoniunktury nie można jednak karmić się nadzieją, że gorsza passa wkrótce się zakończy, i kurczowo przetrzymywać stratne inwestycje. Złamanie tej zasady to przyczyna rosnących strat Portfela PB — przekonuje Łukasz Bugaj.

Spółka, która przez kryzys na Ukrainie zanotowała w pierwszym półroczu 22-procentowy spadek przychodów i stratę netto sięgającą 4 mln USD, zamierza radzić sobie, przenosząc sprzedaż na rynek Europy Środkowej. Planuje także zwiększyć obecność na rynkach zachodnioeuropejskich, w Afryce, Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie. Jednak zdaniem Łukasza Bugaja, odrobienie strat przez Portfel PB to bardzo odległa perspektywa.

— Na przyszłość Portfel PB powinien wprowadzić żelazne reguły, do których zalicza się używanie stop-lossów. Aby odrobić straty poniesione na Asbisie, portfel potrzebuje zarobić 66 proc. Gdyby jednak straty zostały obcięte, kiedy sięgały 10 proc., to wystarczyłoby zyskać 11,1 proc., by wyjść na zero — ocenia Łukasz Bugaj.