Od początku roku notowania Portfela PB obniżyły się o prawie 19 proc. To dużo słabszy wynik od 10-procentowej przeceny, zanotowanej przez indeks małych spółek WIG250. W poniedziałek poprosiliśmy czytelników o pomoc w tworzeniu nowej strategii. Teraz postanowiliśmy przyjrzeć się błędom, jakie przyczyniły się do poniesienia strat. Jak wynika z naszego rachunku sumienia, nie ustrzegliśmy się najbardziej typowych pomyłek, jakie zdarzają się inwestorom. Gdy indeksy były bliskie szczytu, wpadliśmy w pułapkę nadmiernego optymizmu. Potem przy wyborze spółek, które miały dołączyć lub wypaśćz portfela, nie ustrzegliśmy się takich błędów, jak oczekiwanie, że widoczne na rynku tendencje będą trwać, lub zbyt mocno przywiązywaliśmy się do własnej wcześniejszej oceny spółki. Na błędach należy się jednak przede wszystkim uczyć. Dlatego nie tylko sprawdzamy, co zrobiliśmy nie tak, ale także pamiętamy, by nie wpaść w inny błąd, w jaki często wpadają inwestorzy, którzy ponieśli stratę. To błąd hazardzisty, który po przegranej partii w kasynie zwiększa stawkę, aby jak najszybciej się „odkuć”. Podobnie zdarza się robić inwestorom, którzy straty poniesione na giełdzie chcą czasami szybko odrobić, na przykład zawierając ryzykowne transakcje na rynku walutowym. Komitet Inwestycyjny nie ulega tej pokusie. Szukamy nowej strategii, by nasze zyski z biegiem czasu znów spokojnie rosły.



1 Nierealistyczny optymizm
Listopadowa rewizja składu portfela niemal co do dnia zbiegła się ze szczytem na rynku małych spółek. Indeksy maluchów święciły wówczas triumfy, a sWIG80 utrzymywał się od początku roku na 44-procentowym plusie. Choć przewidywaliśmy, że w kolejnych miesiącach stopy zwrotu będą znacznie gorsze, to jednak nie doceniliśmy skali nadchodzącej dekoniunktury i nie zareagowaliśmy w porę. „Podstawowy problem polega na tym, że ożywienie w krajowej gospodarce zostało już niemal w pełni zdyskontowane przez inwestorów” — zauważaliśmy w analizie. Choć za nieudane trudno uznać także samo przetasowanie w portfelu (akcje Midasa, które wówczas zniknęły z portfela, straciły więcej niż papiery Magellana, który do portfela dołączył), to jednak trzeba było działać odważniej. Mimo dwóch z rzędu lat zwyżek sWIG80 nie przewidzieliśmy, że segment maluchów stanie wkrótce na granicy bessy, choć ostatnim razem, kiedy wskaźnik rósł dłużej niż dwa lata z rzędu, były czasy wielkiej hossy lat 2003-07. W rezultacie nie zmniejszyliśmy zaangażowania w akcjach ani nie postawiliśmy na bardziej bezpieczne branże, jak energetyka czy telekomunikacja, trzymając się sektorów cyklicznych. Podobny błąd w okolicach rynkowego szczytu nagminnie popełniają inwestorzy. Przesadny optymizm w ocenie rynkowych perspektyw to najprostsza droga, by wpaść w kłopoty.
13,9 proc.O tyle od listopadowej korekty portfela spadł indeks WIG250.
2 Błąd ekstrapolacji
Inwestorzy często oczekują, że tendencje, które były widoczne w przyszłości, będą dominowały również w przyszłości. W tę pułapkę dał się złapać również Komitet Inwestycyjny. Widząc, że notowania Grupy Azoty zmieniły od czasu zakupu trend na spadkowy, postanowiliśmy pozbyć się papierów z portfela. Cięliśmy straty w styczniu, gdy zbliżały się one do 25 proc., obawiając się ich pogłębienia. Jednak rynkowy trend znów zmienił się bez najmniejszej zapowiedzi. Kurs odbił o 38 proc., co dawałoby nam nie tylko możliwość wyjścia z inwestycji z zyskiem, ale też zmniejszenia ryzyka portfela. Notowania spółki jako jednej z nielicznych pośrednio zyskały na kryzysie na Ukrainie. Napięcia na Wschodzie podbiły notowania zbóż, a to sprawia, że rolnikom będzie się opłacało używać więcej nawozów.
3 Błąd dostępności
Dokupienie w styczniowej rewizji „Portfela PB” papierów Echa Investment można rozpatrywać w kategoriach błędu dostępności. Choć na GPW notowanych jest ponad 400 spółek, to jednak zamiast dodać do portfela nowe papiery, zdecydowaliśmy się dokupić akcji, które w portfelu już były. Z tym, że koszula bliższa ciału, zetknął się już zapewne każdy inwestor. Ludzie mają tendencję do kupowania akcji spółek, które już mieli w portfelu wcześniej, w których pracują lub z których usług i produktów korzystają. Jednak fakt, że mieli z nimi wcześniej styczność, nie musi oznaczać, że będą to dobre inwestycje. Dlatego w analizach spółek nie warto ograniczać się do wąskiego kręgu tych emitentów, z którymi się już zetknęliśmy.
4 Błąd kotwiczenia
Bieżące notowania potrafią działać na inwestorów jak kotwica poznawcza. Tymczasem analitycy często przyzwyczajają się do swojej wcześniejszej oceny spółki i często nie zmieniają rekomendacji w dostatecznym stopniu pod wpływem nowych informacji. Podobny błąd popełniliśmy z Asbisem. W styczniowej korekcie składu portfela sprzedaliśmy część akcji, pozostawiając około jednej trzeciej wcześniej posiadanej pozycji. Nie spieszyliśmy się z realizacją zysków na pozostałych akcjach, bo spółka miała dobre wyniki, a notowania ustabilizowały się w okolicach 7 zł. Perspektywy mogą zmienić się jednak bardzo szybko — wkrótce z rynków, na których obecna jest spółka, zaczęły nadchodzić coraz słabsze dane, a potem notowaniami wstrząsnął kryzys ukraiński. Kurs spadł o połowę. Zyski z pozostałego w portfelu pakietu zmieniły się w stratę, choć wcześniejsze papiery sprzedawaliśmy średnio aż z 82-procentowym zarobkiem.
5 Efekt halo
Znany z psychologii efekt halo mówi, że ludzie są skłonni faworyzować dany produkt czy osobę, jeśli mają z nimi związane pozytywne doświadczenia lub doceniają jej jakąś, nawet nieistotną z danego punktu widzenia, cechę. Przykładowo — ludzie nieco zawyżają ocenę intelektu, sprawności fizycznej czy poczucia humoru, gdy dotyczy ona osób o ponadprzeciętnej urodzie. Na podobny błąd narażeni są inwestorzy, którzy mogą sądzić, że akcje solidnej, uznanej i dysponującej cenionymi produktami spółki będą także dobrą inwestycją. Portfelowi PB nie udało się zarobić na akcjach Echa Investment, jednego z najbardziej cenionych deweloperów notowanych na warszawskim parkiecie. Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że na inwestycji udało się także uniknąć poważniejszych strat.
