Porty już nie zarobią na rybach

Cezary Pytlos
opublikowano: 1999-10-22 00:00

Porty już nie zarobią na rybach

Naczelny lekarz kraju zabronił krajowym portom rybackim przeładunku ryb. Pogorszy to ich, i tak już nie najlepszą, kondycję finansową.

Decyzja naczelnego lekarza kraju, zakazująca przeładunku ryb w portach rybackich (są to m.in. Hel, Darłowo, Kołobrzeg, Jastarnia), dotkliwie uderzyła w porty. Ich dochody pochodzą przede wszystkim z opłat od statków wchodzących z rybami i samochodów wjeżdżających po ich odbiór.

Uzasadnieniem decyzji naczelnego lekarza był brak pomieszczeń sanitarnych w portach.

— To absurd. W Europie Zachodniej odpraw dokonuje, i to bezpośrednio na statku, dojeżdżający czasowo weterynarz — mówi Stanisław Rajkowski, szef portu helskiego.

Przyszłość w turystyce

Przeładunki ryb w portach bałtyckich i tak nie mają przyszłości, ponieważ ryb w Bałtyku jest coraz mniej.

— Przyszłością portów jest turystyka — twierdzi Stanisław Rajkowski.

Na to jednak potrzeba pieniędzy. Na Helu rozbudowa nabrzeża i pirsu zamykającego wejście do portu, co zwiększyłoby atrakcyjność terenów dla przyszłych inwestorów, będzie kosztować 23 mln zł. Helski port prowadzi już rozmowy m.in. z kieleckim Mitexem, który jest zainteresowany budową centrum rekreacyjno-turystycznego.

Gminom nie zależy

Kondycję portów rybackich pogarsza także brak nowelizacji ustawy o portach i przystaniach morskich z 1996 roku. Blokuje ona bowiem wchodzenie portów w nowe spółki z gminami. Gminy wstrzymują się z tym, ponieważ ustawa nie precyzuje jasno, kto będzie utrzymywać infrastrukturę portową — budżet państwa czy samorządy.