POSIADANIE CERTYFIKATU NIE GWARANTUJE JAKOŚCI
Inwestycje w systemy zarządzania zaczną się zwracać za dwa lata
Podstawowym celem wprowadzenia w struktury firmy procedur związanych z certyfikatami serii ISO jest usprawnienie zarządzania jakością. Nie zawsze jednak proces zarządzania firmą łączy się z procesem zarządzania jakością. Niestety, według spostrzeżeń pełnomocników wspomagających prace kierownictwa certyfikowanych spółek, zrozumienie potrzeby zharmonizowania obu procesów udało się dotychczas niewielu firmom.
Obserwacja przez ludzi, odpowiedzialnych za funkcjonowanie systemów zgodnych z normami ISO, wciąż rozwijającego się rynku certyfikacji w Polsce pozwala im wnioskować, że kilkuletnie doświadczenie nie zaprocentowało jeszcze powszechną świadomością społeczną dotyczącą istoty certyfikacji.
— Konieczne jest rozpoczęcie edukowania rynku. Do tej akcji przede wszystkim powinny się włączyć firmy, które wdrożyły system. Dzięki temu klienci nie będą mylnie przekładać faktu posiadania przez przedsiębiorstwo certyfikatu na jakość jego produktów, czy wytwarzanie substancji odpadowych szkodliwych dla środowiska — twierdzi Józef Gil, pełnomocnik zarządu ds. ISO w Firmie Oponiarskiej Dębica.
Element wizerunku
Jak podkreśla przedstawiciel jednego z przedsiębiorstw, oprócz edukacji rynku istotne jest odpowiednie motywowanie pracowników, których niedociągnięcia są wynikiem braku odpowiednich informacji dotyczących zasad rządzących systemem.
Najczęstszym błędem popełnianym przez większość przedstawicieli przedsiębiorstw jest uzależnienie faktu zdobycia i zatrzymania klienta od posiadania świadectwa jakości. Zapomina się jedynie o tym, że zaniedbania w procesie przekładają się na reklamacje, a te, w konsekwencji, powodują odejście klienta. Podważa się w ten sposób wiarygodność nie tylko firmy, ale i certyfikatu.
— Trzeba przyznać, że jeszcze niewiele przedsiębiorstw, w skali kraju, zdecydowało się na wdrożenie któregokolwiek systemu. Dlatego też te, które to zrobiły, traktują świadectwo zgodności z normami ISO jako element czysto marketingowy, poprawiający wizerunek rynkowy. Działy marketingu otrzymały doskonałe narzędzie, które wykorzystywane jest w strategii wielu przedsiębiorstw — przyznaje Paweł Gajda, pełnomocnik dyrektora ds. systemu zarządzania środowiskowego Delphi Automotive Systems.
Józef Gil dodaje, że w rzeczywistości posiadanie certyfikatu ISO bardzo często stanowi podstawę rozgrywek konkurencyjnych między firmami działającymi w jednej branży.
Koszt kompromisu
Przedstawiciele certyfikowanych przedsiębiorstw przyznają jednogłośnie, że uporządkowanie działań w firmie zgodnie z wymogami standardów jakościowych lub środowiskowych nie należy do najtańszych przedsięwzięć.
— Inwestycja w dążenie do działalności zgodnej ze wzorcami ma szansę się zwrócić. ISO środowiskowe przekłada się np. na mniejsze zużycie wody, a to pociąga za sobą mniejszą ilość ścieków. Łatwo więc obliczyć, że te działania przybiorą formę realnych oszczędności. Jednak pierwsze zestawienia statystyczne potwierdzające oszczędności można uzyskać dopiero po kilku latach funkcjonowania systemu. W chwili obecnej przygotowujemy się do zrobienia pierwszych zestawień finansowych — tłumaczy Paweł Gajda.
Każdy jest klientem
Prace związane z działaniem systemu pozwalają zintegrować politykę firmy. Działania zarządu nie mogą pozostać nie skorelowane z poczynaniami poszczególnych pionów przedsiębiorstwa.
— W dostosowaniu działań przedsiębiorstwa do światowych standardów powinien aktywnie uczestniczyć zarząd, wówczas będzie miał szansę aktywnie kontrolować zdarzenia, jakie zachodzą w firmie w czasie realizacji poszczególnych etapów procesu — przekonuje Paweł Gajda.
— Decydując się na wdrożenie uporządkowanego systemu, musieliśmy znaleźć kompromis. Z jednej strony pragnęliśmy wzbudzić zaufanie oceniających nas jednostek certyfikujących, naszych klientów i dostawców, z drugiej jednak — nie chcieliśmy dać się wpędzić w biurokratyczny system, który spowolniłby nasze działania. Proces wdrażania systemu pozwolił systematycznie i planowo porządkować organizację naszej firmy. Każdy pracownik lepiej zrozumiał to, że inne osoby zatrudnione w firmie są jego klientami wewnętrznymi. Robotnik z produkcji ma swojego klienta w postaci pracownika magazynu. Musi tak przygotować i opakować towar, żeby tamten mógł go przejąć bez zastrzeżeń. Z kolei klientem wewnętrznym magazyniera jest pracownik działu handlowego. Specyfikacje magazynowe muszą zostać opracowane precyzyjnie, w innym wypadku nie zostaną po prostu przyjęte. To eliminuje bylejakość i rodzi poczucie odpowiedzialności na każdym stanowisku — podkreśla Stanisław Ciupiński, prezes Grupy Atlas.
NAUKA WSPÓŁPRACY: W trakcie pracy przedsiębiorstwa zawsze będą pojawiały się zgrzyty. Nie można przełożyć norm na przypadki zachodzące w życiu. Nie istnieje firma idealna — przekonuje Paweł Gajda, pełnomocnik dyrektora ds. systemu zarządzania środowiskowego Delphi Automotive Systems. fot. GK
ZŁE ROZUMIENIE: Otrzymanie przez firmę certyfikatu oznacza jedynie, że jej działalność jest zgodna z obowiązującym prawem i ze standardami środowiskowymi, jakości i bezpieczeństwa, nie jest natomiast gwarancją wysokiej jakości produktów lub usług — twierdzi Józef Gil, pełnomocnik zarządu ds. ISO w Firmie Oponiarskiej Dębica. fot. GK