Posiadanie na zawołanie

Jest włoskie powiedzenie: Nie sztuką jest kupić Ferrari, sztuką jest je utrzymać. I jest też polskie: Po co je utrzymywać? To mało wygodne.

Bombardier Global 5000. Maszyna warta około 180 mln zł wymaga obsługi, załogi, paliwa i serwisu. Natomiast godzina lotu to wydatek jakichś 30 tys. zł. Wystarczy policzyć, ile trzeba latać, by kupno samolotu miało sens.

W świecie, w którym nie liczy się marka zegarka, lecz długość jachtu, pewnie trzeba mieć ferrari. Po prostu wypada. W tej usłanej wysokonominałowymi banknotami rzeczywistości wypożyczanie może świadczyć — o zgrozo! — o mniejszym saldzie na koncie niż ma sąsiad z mariny. Ale mówimy o świecie szejków, kolekcjonujących wysadzane diamentami limuzyny i ścigających się z nimi na centymetry jachtów Rosjanach. Zamożny świat to jednak nie tylko wielkie fortuny, ale też takie normalne — po kilka, nie kilkaset miliardów euro.

Ikona na drodze

Co to oznacza? W świecie ludzi zamożnych pożyczanie staje się modne. Owo pożyczanie nie ma jednak wiele wspólnego z tym, o którym myślą zwykli zjadacze kajzerki z kiełbasą. Żaden carsharing. Bardziej timesharing. Ale uformowany w elitarny klub, który oferuje znacznie więcej niż jazdę unikatowym pojazdem. Jedną z takich organizacji jest warszawski Supercar Club Poland. Jego założyciele zwykli mawiać, że supersamochody są do jeżdżenia, nie do kupowania. Za składkę roczną (około 150 tys. zł) klubowicz zyskuje dostęp do całego parku supersamochodów.Jeździ kiedy i gdzie chce. Poza tym ma dostęp do szkoleń i spotkań towarzyskich oraz możliwość motoryzacyjnych wypraw w niemal dowolne miejsce. Jest jeszcze wisienka: jazda motoryzacyjnymi klasykami, np. kultowym Mercedesem Pagodą czy Jaguarem XK140, sportową ikoną lat 50. Do tego pomoc w kupnie auta lub jego restauracji. Oferta takich klubów (a jest ich w Polsce kilka) znaczne wykracza poza wypożyczanie.

Biznes w powietrzu

Nieco inaczej wygląda sprawa wynajmowania (czy raczej korzystania) z samolotów o zasięgu międzykontynentalnym. Tu już nie chodzi o budowanie statusu społecznego, lecz wyłącznie o ekonomię. Posiadanie samolotu (nie mówimy o ultralekkich maszynach) się opłaca, jeśli właściciel jest pasjonatem pilotażu i spędza w powietrzu co najmniej 200 godzin rocznie. W innym wypadku cena zakupu (nawet kilkanaście milionów euro) i niemałe koszty utrzymania, serwisowania i opłat lotniskowych uczynią inwestycję nieopłacalną. Innymi słowy (choć pewnie są takie przypadki), jeśli milioner nie jest zapalonym pilotem, samolotu raczej nie kupi. I nie musi. Na całym świecie, także w naszym kraju, działa wiele firm, które oferują prywatne przeloty maszynami różnej wielkości. Ile to kosztuje? Kilka tysięcy euro za godzinę lotu. Przykład? Bardzo proszę. Odrzutowy samolot biznesowy Bombardier Global 5000 kosztuje około 50 mln USD (nie licząc opłat dodatkowych). Natomiast godzina lotu (z paliwem, załogą itp.) około 7 tys. euro. Za wyprawę z Warszawy, dajmy na to, do Dubaju płaci się mniej więcej 300 tys. zł. Cena zależy od odległości, czasu postoju, wysokości opłat za lądowanie itp. Dlatego zawsze jest wyliczana dla konkretnego lotu. I tę właśnie formę wybiera coraz więcej rodzimych milionerów. Nie dlatego, że w sejfie brakuje gotówki. Dla niechęci patrzenia, jak obiekt zbierający kurz w hangarze pochłania kilkaset tysięcy złotych rocznie.

Komfort na fali

Podobnie zresztą dzieje się na wodzie. Już kilka spółek nad Wisłą oferuje czartery luksusowych jachtów i katamaranów. W tym przypadku liczy się przede wszystkim wygoda. Ceny 30-, czy 40-metrowych ekskluzywnych jachtów dorównują cenom samolotów. Ich utrzymanie też nie jest tańsze. I do tego transport na wybrany akwen. Oczywiście można inaczej. Wynajem luksusowego 34-metrowego jachtu motorowego Sunseeker (wartego około 5 mln euro) kosztuje mniej więcej 100 tys. euro za tydzień. W cenie załoga, hostessy i dodatkowe atrakcje. Nie one jednak czynią z wynajmu dobre rozwiązanie. Najważniejsza jest wygoda. Bez serwisów, transportu, kosztów, podatków i konieczności zatrudniania załóg można się cieszyć kultowym autem, prywatnym samolotem czy luksusowym jachtem kiedy przyjdzie na to ochota. Koszty — w przypadku grupy docelowej tych usług — choć ważne, nie grają pierwszych skrzypiec. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Posiadanie na zawołanie