Posłowie odprawili reklamę z kwitkiem

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2005-05-06 00:00

Sejm opóźnił o cztery miesiące kampanię reklamową towarzyszącą wyborom. Szkoda, ale partie same sobie szkodzą — mówią firmy.

Wybory zawsze były wisienką na ciasteczku przychodów firm reklamowych, szczególnie smakowitą dla branży outdoorowej. Dlatego ich szefowie od dawna zacierali ręce w oczekiwaniu na tegoroczną podwójną kampanię wyborczą — parlamentarną i prezydencką, a outdoor liczył na zwiększenie dynamiki przychodów o 3-5 proc. Opóźnienie wyborów spowoduje, że firmy z branży będą musiały trochę dłużej poczekać na wpływy, a połączenie kampanii parlamentarnej i prezydenckiej prawdopodobnie sprawi, że wydatki partii będą niższe niż gdyby je realizowano osobno.

— Wrzesień-październik to dla nas miesiące najlepszej sprzedaży, więc lepiej by było, gdyby wybory były w okresie trochę trudniejszym dla branży — mówi Janusz Malinowski, prezes Ströera, drugiej co do wielkości firmy outdoorowej.

Partie mogą też próbować zaoszczędzić na połączonej kampanii i skonsolidować wydatki.

— Połączenie wyborów prezydenckich i parlamentarnych sprawi, że pewne reklamy będą robione wspólnie, więc raczej wydamy mniej, niż gdyby wybory były robione oddzielnie — mówi Adam Bielan, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości (PiS), partii, która zapewne wyda najwięcej na wybory.

— Niezależnie od wariantu wyborów, na pewno wydamy grubo poniżej 30 mln zł — mówi Adam Bielan.

W sumie partie powinny wydać kwoty rzędu 60-70 mln zł, dużo mniej niż musiałyby wydać prywatne firmy na ogólnopolskie kampanie o podobnej skali. Tak ocenia Jakub Bierzyński, szef domu mediowego OMD Poland.

— Główną siłą rażenia partii politycznych są bezpłatne ogłoszenia w telewizji. Inna sprawa, że siła nabywcza tych budżetów jest bardzo duża — prominentny polityk z dużym nazwiskiem może wynegocjować sobie lepsze warunki niż najlepszy dom mediowy — mówi Jakub Bierzyński.

Ale branża sobie poradzi: 34-proc. wzrost przychodów firm reklamy zewnętrznej w pierwszym kwartale był tak duży, że outdoor niespecjalnie się zamartwia przesunięciem terminu wyborów. Natomiast problem mogą mieć sami politycy.

— Wiadomo, że pierwszeństwo będą mieli stali klienci komercyjni, a przy dużym obłożeniu może zapanować zasada: kto pierwszy, ten lepszy i może zabraknąć nośników — mówi Janusz Malinowski.