Post-prywatność w Internecie

Materiał partnera
19-04-2018, 09:37
aktualizacja: 19-04-2018, 09:40

Era cyfryzacji spowodowała, że utraciliśmy prywatność. Dr Michał Kosiński z Uniwersytetu Stanforda przekonuje, że taka sytuacja niesie istotne zagrożenia, ale trzeba też wyciągnąć z niej pozytywy. Dr Kosiński będzie jednym z kluczowych speakerów 13 czerwca w Krakowie podczas kongresu Impact'18.

Polski naukowiec pracujący za oceanem stał się – w pewnym sensie – ofiarą własnego sukcesu. W trakcie prac badawczych nad mediami społecznościowymi, Kosiński opracował algorytm opisujący model osobowości użytkowników social media. I pewnie jego prace badawcze nie byłyby szczególnie ekscytujące, gdyby nie afera z firmą Cambridge Analytica, która jest oskarżana o to, że bezprawnie zdobyła, a następnie komercyjnie wykorzystała dane blisko 90 milionów użytkowników Facebooka.

W tym kontekście mówi się o działaniach na rzecz Donalda Trumpa podczas jego prezydenckiej kampanii wyborczej w 2016 roku. Padają zarzuty, że przez odpowiednie sterowanie mediami społecznościowymi, manipulowanie przepływem komunikatów adresowanych do konkretnych wyborców, sztab Trumpa wpłynął na decyzje wielu głosujących Amerykanów. To nie jedyny taki przypadek bowiem Cambridge Analytica miała też wpłwać na wyniki referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie wyjścia z UE a także na ostatnie wybory prezydenckie w Polsce.

W części mediów pojawiły się nawet oskarżenia wobec dr. Michała Kosińskiego, że wręcz wywołał tę aferę, choć naukowiec twierdzi, że nie współpracował z Cambridge Analytica. Podkreśla, że on tylko opisał zjawisko, które realnie istnieje w cyfrowym świecie. Zwraca uwagę, że trzeba się zastanowić, jak teraz, w nowych okolicznościach, powinniśmy żyć i funkcjonować. Po prostu - jak mówił Michał Kosiński podczas targów CeBIT 2017 w Hanowerze - prywatności już nie mamy, nie jesteśmy też w stanie wygrać „wojny o prywatność”. - Wobec tego trzeba wspólnie usiąść i się naradzić, jak ma wyglądać nasz nowy świat, żeby dało się w nim bezpiecznie i znośnie żyć. Jego zdaniem można już mówić o tym, że żyjemy w epoce post-prywatności.

Zostawiamy ślady

Prywatności pozbawiliśmy się na własne życzenie, gdyż w sieci każdy z nas zostawia wiele śladów aktywności. Nawet jeśli nie korzystamy z Facebooka czy Twittera, to przecież korzystamy z przeglądarek internetowych, smartfonów, robimy zakupy w sieci czy płacimy kartą w sklepach lub za obiad w restauracji. Ponadto zawsze ktoś ze znajomych może nas sfotografować i umieścić zdjęcia w sieci czy “otagować” spotkania z naszym udziałem. Oczywiście im jesteśmy bardziej aktywni w sieci, tym więcej można się o nas dowiedzieć. - Na podstawie 70-100 lajków z Facebooka, algorytm jest w stanie zgromadzić podobną wiedzę na temat danej osoby, co jego rodzina. Na podstawie 250 lajków system będzie znał nas lepiej niż małżonek – przekonuje dr Kosiński.

Właśnie na podstawie naszej aktywności w sieci można określić nie tylko to, gdzie robimy zakupy,

gdzie jeździmy na wakacje, jakiego gatunku muzyki słuchamy. Algorytm „wyśledzi” również nasze pochodzenie etniczne, poglądy polityczne, wyznawaną wiarę, zainteresowania, poziom inteligencji a nawet preferencje seksualne. Co więcej, połączy on dziesiątki czy setki tych drobnych informacji i z dużym prawdopodobieństwem przewidzi nasze przyszłe zachowania konsumenckie czy decyzje wyborcze.

Tak szczegółowe dane behawioralne są bardzo cenne dla świata biznesu i polityki. - Ślady cyfrowe, które zostawiamy w Internecie, są nieustannie analizowane przez zaawansowane algorytmy a nawet sztuczną inteligencję. Na podstawie tych informacji firmy mogą np. precyzyjnie dostosowywać przekaz do użytkowników – opowiada Michał Kosiński.

Tak szczegółowych danych pożądają nie tylko agencje reklamowe. Okazuje się bowiem, że są kraje, gdzie stosuje się algorytmy, które pomagają sędziom ocenić, jakie jest prawdopodobieństwo, że osoba, która jest skazana na karę więzienia albo jest z niego właśnie wypuszczana, znowu wejdzie na drogę przestępstwa. - Jest to co najmniej niepokojące, ponieważ algorytm de facto wpływa na decyzję o wolności lub jej braku dla danego człowieka – podkreśla dr Kosiński.

Są minusy, ale i plusy

Nie wszystko trzeba jednak widzieć w czarnych barwach. Michał Kosiński przekonuje, że ograniczenie prywatności możemy wykorzystać na naszą korzyść. Na przykład personalizacja informacji w sieci powoduje, że nauka staje się przyjemnością, a nie obowiązkiem, że firmom łatwiej jest znaleźć potrzebnych pracowników, a nam zaproponować spersonalizowane, interesujące wyzwanie zawodowe. Wzrasta też poziom bezpieczeństwa publicznego. Przykładem tego ostatniego zjawiska jest np. instalowanie w autach czujników bezpieczeństwa, które posiadają funkcję rejestracji zachowania kierowcy. Klienci towarzystw ubezpieczeniowych chętnie się zgadzają na takie rozwiązania w zamian za dodatkowe zniżki przy kupowaniu polis.

Epoka post-prywatności wymaga od nas dostosowania się do istniejących warunków. Likwidowanie konta na portalu społecznościowym czy wręcz odłączenie się od Internetu nic nie daje, bo i tak wiele informacji na nasz temat już krąży po sieci, a dane i tak są gromadzone nawet bez naszego udziału. Trzeba przede wszystkim zachować zimną krew i działać racjonalnie.

Tematy związane z bezpieczeństwem, zbiorami danych i rewolucją cyfrową będzie poruszał polski naukowiec podczas czerwcowego Impact'18 w Krakowie. Dr Michał Kosiński jest adiunktem w Stanford Graduate School of Business. Doktorat zrobił na University of Cambridge. Postać nietuzinkowa: psycholog, informatyk i analityk danych - sam o sobie pisze: „data scientist”. Koordynuje projekt myPersonality, w ramach którego ponad 200 badaczy z całego świata analizuje profile 8 milionów użytkowników Facebooka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Post-prywatność w Internecie