Postój zaplanowany

Jacek Konikowski
21-04-2009, 00:00

Wpałki, zielone kreski, rafinera i Google, czyli jak się Lotos remontował

Buon giorno — rzuca facet przy windzie.

— Cześć, długo szukałeś plejsa na parkingu? — odpowiada drugi.

— Jakiś Rumun mnie ubiegł, ale wczoraj to prawie godzinę — odpowiada pierwszy.

— Szybcy są. A ile kresek wam zostało? — dołącza trzeci.

— Jedna zielona. Jutro rozruch — rzuca drugi.

Jakie kreski?

— Dowiesz się na siódemce — mówi Marcin Zachowicz, rzecznik prasowy Lotosu, wpychając mnie do windy.

Na dźwięk słowa siódemka cichną rozmowy.

Rafineryjna semantyka

Z siódmego piętra biurowca Lotosu, czyli tam gdzie jedni chcieliby się kiedyś dostać, a inni modlą się, żeby nigdy tam nie trafić, widać rafinerię jak na dłoni. Siódemka, czyli zarząd.

Z okien gabinetów widać jak rafineria stoi… ale fachowiec zaraz ofuknie. Tu instalacje się zatrzymuje. Mglista różnica?

— Fachowiec powie: postój remontowy, a dyletant — przestój. Po tym poznać rafinerę — poucza Marek Sokołowski, wiceprezes, dyrektor produkcji i rozwoju Grupy Lotos.

Rafinerę, czyli starego wyjadacza, któremu nie w głowie semantyka. Postój to coś planowanego, a przestój to zazwyczaj niespodzianka. Pierwszy robi się po to, żeby uniknąć drugiego. Postój remontowy gwarantuje bezproblemowe funkcjonowanie rafinerii przez kolejne lata. Dlatego taki ważny. A zrobić dobry postój trzeba umieć.

— Teraz mamy już czas zielonych kresek. Ale przy czerwonych było gorąco — wspomina Sokołowski.

Bo czas postoju remontowego mierzą tu w kreskach. Miesiąc temu, gdy zaczynali — w żółtych, sam remont — w czerwonych, a w zielonych — rozruch instalacji. Każda to jeden dzień. A każdy dzień rozpisany na godziny. W sumie kresek jest 35. Tylko.

Najgorsze są żółte i zielone, bo wtedy wszystko może się zdarzyć, dlatego wygaszanie i rozruch rafinerii zawsze planowane są na weekend, gdy w rafinerii mało ludzi. Tak na wszelki wypadek. Ale po co w ogóle wygaszać?

Bebeszki i wpałki

Co jakiś czas rafineria "staje", żeby ją remontować. Kiedyś stawała co roku, potem co dwa, trzy. Największe rafinerie na świecie robią remonty co cztery lata. Żeby za często nie stać.

— Obecny remont postojowy jest najkrótszym w historii rafinerii w Gdańsku, po najdłuższym okresie bezawaryjnej pracy. Co więcej, połączyliśmy dwa w jednym: remont instalacji oraz jej integrację z drugą budowaną w ramach programu 10+. Dzięki temu, gdy zakończymy jej budowę, nie trzeba będzie przerywać produkcji, aby ją włączyć — mówi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos

A co się remontuje?

— Najważniejsze są tzw. prace krytyczne, czyli remont pieców technologicznych, wymiana katalizatora w reaktorze wysokociśnieniowym, przeniesienie sterowni instalacji destylacji atmosferycznej i próżniowej do sterowni hydrokrakingu, wymiana systemu blokad na instalacji 440. No i prace związane z włączeniem nowo budowanych instalacji do istniejącego układu technologicznego rafinerii — wylicza Błędowski, dyrektor do spraw techniki.

Słowem, pracy huk. Do tego jeszcze "bebeszki" trzeba wymienić, czyli jak tu mówią — całe orurowanie i porobić "wpałki" (czyli podłączenia rurociągów.) Wpałki to z pozoru prosta robota — do rury wystarczy dospawać fragment drugiej, do której w przyszłości przyłączy się resztę rurociągu, ale jak trzeba takich wpałek zrobić 200, i to z zegarkiem w ręce, to już nudą nie pachnie. Dlatego, gdy rafineria "stoi", wiatr po instalacji nie hula i nikt tu nie ziewa.

— Normalnie przy instalacjach pracuje 600 osób. Teraz — prawie 4 000, z czego 1500 przy samym remoncie, a reszta, także obcokrajowcy, przy pracach inwestycyjnych — mówi Marek Sokołowski.

Spory tłum. Pod koniec dnia robią się korki do miasta. Bo paradoksalnie, gdy Lotos "stoi", więcej ludzi w nim pracuje, niż gdy działa pełną parą.

Logistyka postoju

Jeżeli ktoś sądzi, że rozpoczęcie postoju to kwestia wyłączenia światła i zamknięcia drzwi, to niech się lepiej w Lotosie nie pojawia. Planowanie i przygotowywanie trwało niemal tyle, ile lądowanie w Normandii. I nieco nawet je przypominało.

— 18 miesięcy temu rozpoczęto planowanie a 12 miesięcy wcześniej "na sucho" ćwiczyli każdą robotę. Harmonogram prac znali na pamięć. Każdy tydzień, dzień, nawet godzinę. I miejsce. W rafinerii każdy element instalacji był przez nich oznakowany i ponumerowany: każdy zawór, każdy kawałek rury — mówi Grzegorz Błędowski.

Dlatego później nikt nie błąkał się po placu, pytając, gdzie u licha jest ta rurka B1, a gdzie instalacja C3. Ale jak ktoś jest tu pierwszy raz, to może się zgubić.

— Każda z prac krytycznych, czyli tych najważniejszych, miała swojego koordynatora, który pilnował harmonogramu. Jakiś problem? Decyzja musiała zapaść natychmiast, jak w wojsku. 18 miesięcy przygotowań, żeby jeden miesiąc poszedł gładko — dodaje Grzegorz Błędowski.

Bo, jak mawia: dobry postój to taki, w którym wszystko chodzi jak w zegarku.

I chodziło? Hmm…

Gdyby nie Google…

Rafinery mawiają, że w rafinerii wszystko już było i nic nie jest w stanie nikogo zaskoczyć. Jeżeli zaskakuje, znaczy, że coś jest nie tak.

— Większych problemów nie było, za to mieliśmy kilka poważnych zagwozdek. Z jedną nawet naukowcy nie mogli sobie poradzić. Podczas spawania ogromnej 12-calowej rury, tak się nam namagnetyzował styk, że łuk był wybijany z wnętrza spoiny i w ogóle nie można było spawać. Trzy dni kombinowaliśmy, jak temu zaradzić. Eksperci rozkładali ręce. Nawet specjaliści z Instytutu Spawalnictwa nie wiedzieli, co nam poradzić, bo taki przypadek znali tylko z teorii. W końcu ktoś z nas wpadł na pomysł, by zajrzeć do internetu. Wrzuciliśmy w Google hasło: demagnetizing welding i… po kwadransie znaleźliśmy firmę w Wielkiej Brytanii, która posiadała specjalne urządzenie. Kurier. Dzień czekania. Potem w ciągu trzech sekund maszyna załatwiła problem i to za jedyne 1600 GBP — wspomina Grzegorz Błędowski.

Innym razem, też dzięki przeglądarce, zdążyli na czas i jeszcze zaoszczędzili kilkadziesiąt tysięcy euro.

— Musieliśmy szybko wymienić 400-kilogramowy kołnierz na instalacji hydrokrakingu. Zależało nam na czasie. W internecie znaleźliśmy odlewnię w Niemczech, która zrobiła nam ten kołnierz w ciągu tygodnia i to za połowę ceny, jaką chcieli Amerykanie — wspomina Grzegorz Błędowski.

Nie wygląda na wyspanego.

— Pozory. Dłużej niż 12 godzin na dobę nie da się pracować, bo po 10 człowiek zaczyna się mylić. A pomyłki są tu kosztowne. Dla wielu z nas ten miesiąc i tak był wyjęty z kalendarza — tłumaczy dyrektor.

Pomagał też program komputerowy 3D. Projektanci instalacji umieszczali w nim specjalnego ludzika, którego zadaniem było przeciśnięcie się przez każdy zakamarek instalacji, dotknięcie każdego zaworu i sterownika, a gdy trzeba, sprawdzenie drogi ucieczki przed różnymi zagrożeniami. Jeżeli z czymś nie dawał sobie rady, np. nie sięgnął ręką do określonego urządzenia, oznaczało to, że człowiek też nie da rady i trzeba to poprawić. Ludzik przeżył.

Jednak największym zaskoczeniem było co innego.

— Nie było problemów tam, gdzie się ich spodziewaliśmy, czyli przy pracach krytycznych. Zmieściliśmy się z remontem w 33 dniach. Według raportu Solomona, żadna ze 106 rafinerii w Europie nie robi remontu tak szybko jak my, a i tak urwaliśmy jeden dzień z planowanych 34. Ale cóż, instalacje nie są po to, żeby je remontować, ale żeby zarabiały — mówi Grzegorz Błędowski.

Te dwa dni przed czasem to około 3 mln zł przychodów więcej dla rafinerii. To pewnie premia będzie?

Raport Solomona

Skąd wiadomo, która rafineria jest w światowej elicie, a która ciągnie się w ogonie? Z raportu Solomon Associates, który ukazuje się co dwa lata i stanowi branżowy benchmark. Firma analizuje około 350 rafinerii, w tym 106 z Europy, północnej, Afryki i Bliskiego Wschodu. Ranking pokazuje aktualną pozycję rafinerii, kładąc nacisk na konkurencyjność (zdolność do tworzenia zysków) oraz tzw. doskonałość operacyjną (czas i koszty remontów, energochłonność, efektywność).

W ostatnim badaniu Lotos zajął 2. miejsce w grupie rafinerii z Europy, północnej Afryki i Bliskiego Wschodu pod względem wykorzystania mocy, 6. — za gospodarowanie energią oraz 9. — za zwrot z inwestycji.

Remont ekspresowy

Miarą efektywności rafinerii jest okres bezproblemowej pracy między remontami. Kiedyś remonty polskich rafinerii odbywały się co roku i trwały "w nieskończoność" (ponad 50 dni). Tymczasem, światowa czołówka robi je coraz krócej i rzadziej. Najlepsze zakłady — co cztery lata.

Koszt i czas remontu w rafinerii

25

mln USD

Tyle wynosi średni koszt remontu rafinerii wielkości Lotosu...

23

mln USD

...tyle Lotos zapłacił za remont...

816

godzin

...który zajął tyle czasu.

18

miesięcy

Tyle trwały przygotowania do remontu...

4

lata

...a tyle rafineria w Gdańsku powinna pracować bezawaryjnie do kolejnego remontu.

Program 10+ jest jednym ze strategicznych założeń przyjętej przez Grupę kapitałową Lotos strategii rozwoju rafinerii. Przewiduje powstanie do 2010 r. kilku zaawansowanych technologicznie instalacji: hydrokrakingu (MHC), hydroodsiarczania olejów napędowych (HDS), przerobu ciężkiej pozostałości próżniowej.

Ponadto: ponad 10 mln ton rocznego potencjału przerobu ropy naftowej, ponad 10 proc. ropy z własnego wydobycia, ponad 10-procentowy udział w rynku detalicznym paliw i ponad 10 mld zł wartości firmy. Stąd nazwa 10+.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Postój zaplanowany