Prezydent chce mieć własny fundusz, by pomagać ofiarom katastrof. Kto zapłaci za dobroczynność głowy państwa? Podatnicy.
Na najbliższym posiedzeniu Sejmu posłowie po raz pierwszy zajmą się projektem ustawy o Funduszu Pomocy Ofiarom Klęsk Żywiołowych (FPOKŻ), która powstaje z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W myśl projektu, środki z funduszu miałyby być przeznaczone na „pomoc dla osób poszkodowanych w wyniku klęski żywiołowej (katastrofy naturalnej albo awarii technicznej) lub członków ich rodzin”. Wprawdzie zasady gospodarki finansowej funduszu określać ma minister finansów, jednak o pomocy decydować będzie szef Kancelarii Prezydenta po zasięgnięciu opinii siedmioosobowego speckomitetu. De facto byłby to więc fundusz prezydencki.
Po co prezydentowi taki fundusz? Opozycja nie ma wątpliwości. Tu chodzi o publicity głowy państwa.
— To wkraczanie w kompetencje rządu. Nie ma powodu, by takim funduszem zarządzał prezydent. Nie byłoby problemu, gdyby FPOKŻ czerpał dochody tylko ze spadków, darowizn i zbiórek publicznych. Tu jednak mówimy o środkach z budżetu państwa, którymi powinien dysponować premier. Prezydent uprawiałby rozdawnictwo, nie mając wglądu w to, co naprawdę się dzieje i kto, czego potrzebuje — uważa poseł Marek Biernacki z Platformy Obywatelskiej (PO), który w piątek w Sejmie przedstawi stanowisko PO w sprawie projektu.
To nie marketing
Zdaniem posła PO fundusz na usuwanie skutków katastrof i pomoc ich ofiarom jest potrzebny, jednak powinien zostać powołany ustawą o zarządzaniu kryzysowym, żeby „wpisywał się w cały pakiet rozwiązań kryzysowych”.
Kancelaria Prezydenta stanowczo zaprzecza, jakoby pomysł utworzenia funduszu miał cokolwiek wspólnego z budowaniem wizerunku głowy państwa.
— Ta ustawa nie jest potrzebna prezydentowi, lecz ludziom, którzy padli ofiarą nieszczęść, lub ich dzieciom. Impulsem, który skłonił prezydenta do podjęcia tej inicjatywy, była katastrofa w Katowicach, kiedy okazało się, że bardzo trudno jest uruchomić środki finansowe, żeby pomóc ofiarom. Na szczęście ostatecznie znalazła się prawna możliwość przekazania zaoszczędzonego 1 mln zł z budżetu kancelarii. Zdecydowaliśmy się zaproponować ustawę także ze względu na dramatyczne listy z prośbami o pomoc, które otrzymuje prezydent — przekonuje Ewa Junczyk-Ziomecka, minister w Kancelarii Prezydenta.
Jej zdaniem inicjatywa utworzenia FPOKŻ jest potrzebna, bo istniejący system pomocy jest niewydolny.
— Przebrnięcie przez wszystkie biurokratyczne procedury wymaga wiele czasu, a zamysłem stojącym za projektem prezydenta jest możliwość natychmiastowego uruchomienia pomocy. Projekt jest uzupełnieniem istniejącego systemu zabezpieczenia społecznego, a z punktu widzenia budżetu państwa drobną korektą — mówi Ewa Junczyk-Ziomecka.
Rozmiary tej „drobnej korekty” są jednak na razie nieznane, bo zarówno autor inicjatywy, jak i posłowie dostrzegający potrzebę utworzenia funduszu nie wiedzą, ile środków powinno co roku trafiać na jego konto.
— Skala funduszu to sprawa otwarta. Nie mamy wyobrażenia, że to powinno być 10 albo 100 mln zł. Z danych statystycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika, że tylko w tym roku straty spowodowane powodziami szacuje się na 390 mln zł. Ponad 2 tys. osób otrzymało z budżetu zasiłki celowe do 6 tys. zł na łączną kwotę 4,3 mln zł — wylicza minister.
Pewne minimum
Głównym źródłem dochodów FPOKŻ miałyby być oczywiście coroczne dotacje z budżetu państwa. Gdyby w ciągu roku nie zdarzyła się żadna katastrofa i środki nie zostałyby wypłacone poszkodowanym, zgodnie z projektem ustawy miałyby być inwestowane, ale wyłącznie w papiery dłużne emitowane przez skarb państwa. Kancelaria Prezydenta wyjaśnia, że tu chodzi o pełną przejrzystość finansów funduszu. Problem w tym, że w rezultacie powstaje dziwna konstrukcja finansowa, obciążająca podatników niepotrzebnymi wydatkami, bo budżet musi pożyczyć pieniądze, by zasilić fundusz, który z kolei kupuje skarbowe obligacje i zarabia na odsetkach finansowanych z naszej kieszeni.
Mimo wszystko ustawa podoba się Prawu i Sprawiedliwości, w którego imieniu prezydencką inicjatywę pochwali w piątek poseł Wojciech Szarama.
— Fundusz jest potrzebny, bo części ludzi nie stać na ubezpieczenia, a część po prostu postępuje lekkomyślnie, zakładając, że żadna katastrofa ich nie dotknie. W sytuacjach kryzysowych zawsze brakuje pieniędzy na pomoc. FPOKŻ byłby gwarancją, że każdy otrzyma przynajmniej minimum wsparcia — uważa poseł PiS.
Jego zdaniem powierzenie funduszu prezydentowi to dobry pomysł, bo być może będzie on dysponował środkami lepiej niż instytucje, które obecnie się tym zajmują.