Potrzebna własna rura

Paweł Janas
opublikowano: 09-01-2007, 00:00

Kurki z ropą zostały zakręcone. Czy wreszcie wyciągniemy wnioski z tej lekcji, czy znowu będziemy bezproduktywnie bić pianę?

Wczorajsze wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy naftowej poprzez rurociąg Przyjaźń ponownie w jaskrawym świetle postawiło kwestię bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Przedstawiciele branży paliwowej nie mają wątpliwości: wczorajszy scenariusz może się powtórzyć, więc trzeba spieszyć się z dywersyfikacją źródeł zaopatrzenia Polski.

— Należy jak najszybciej doprowadzić do przedłużenia ukraińskiego ropociągu Odessa-Brody. Zaangażowana w ten proces spółka Sarmatia poszukuje dostawców ropy w rejonie Morza Kaspijskiego. W tym roku chce też uruchomić procedury związane z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę — twierdzi Marcin Jastrzębski, członek zarządu i dyrektor ds. strategii PERN Przyjaźń.

Współkierowana przez niego państwowa spółka jest jednym z dwóch udziałowców spółki Sarmatia, która ma zrealizować budowę rurociągu z ukraińskich Brodów do Płocka.

Dopiero raczkują

Marcin Jastrzębski przyznaje, że na razie import ropy z innych źródeł niż rosyjskie jest droższy od surowca sprowadzanego rurociągiem „Przyjaźń”. Jednak już za kilka lat sytuacja może ulec zmianie.

— Za dwa-trzy lata Rosjanie uruchomią rurociąg do Chin. Wtedy będą mieli doskonały kanał zbytu dla swojej ropy i z pewnością wykorzystają to, by podnieść ceny paliwa eksportowanego do Europy. Różnice cen między rosyjską ropą a sprowadzaną z innych kierunków zniwelują się. Wtedy zaś zacznie się opłacać sprowadzać ropę z innych regionów świata — znad Morza Kaspijskiego czy z Kazachstanu. Opłacalność znacznie wzrośnie, gdy Orlen, Lotos czy PGNiG uzyskają własne koncesje na wydobycie ropy naftowej — tłumaczy Marcin Jastrzębski.

Niestety, nadal nie wiadomo, kiedy może to nastąpić.

Sytuacja pod kontrolą

Tymczasem rząd i koncerny naftowe wczoraj uspokajały—paliw w Polsce nie zabraknie. Zapasy interwencyjne ropy naftowej i paliw płynnych wystarczą na 80 dni. W tym czasie Orlen i Lotos zdążą uruchomić transport ropy drogą morską poprzez Naftoport. Analitycy oczekują jednak perturbacji w dłuższej perspektywie.

— Jeśli braki dostaw rurociągiem utrzymają się dłużej, to jesienią przyszłego roku mogą pojawić się pewne braki na rynku, zbliżone do obserwowanych w październiku 2006 r. Zgodnie z wymogami UE, trzeba bowiem nie tylko uzupełnić uszczuplone zapasy interwencyjne, ale także jeszcze o kilka dni zwiększyć ich stan — tłumaczy Urszula Cieślak, analityk z BM Reflex, firmy monitorującej krajowy rynek paliwowy.

Piotr Naimski, wiceminister gospodarki, zapewniał także wczoraj, że brak dostaw rosyjskiej ropy nie wpłynie na wzrost cen paliw na polskich stacjach benzynowych. Taką opinię potwierdzają analitycy, choć tylko częściowo.

— Zima jest ciepła. Jeśli brak dostaw rosyjskiej ropy utrzyma się kilka dni, ceny paliw nie wzrosną. Jeśli jednak sytuacja będzie trwała znacznie dłużej, np. kilka tygodni, i będzie trzeba sprowadzać ropę drogą morską — ceny paliw ruszą do góry. Nie będą to wzrosty drastyczne, najwyżej rzędu 4-10 groszy na litrze — twierdzi Urszula Cieślak.

Trzeba jednak pamiętać, że w górę idzie akcyza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu