Warszawa postuluje, by za miesiąc Londyn określił ścieżkę reform w usługach i rolnictwie oraz zaproponował ramy nowego budżetu.
Od słynnego wystąpienia Tony’ego Blaira w Parlamencie Europejskim, w którym mówił o priorytetach przewodnictwa brytyjskiego w Unii, minęły dwa miesiące. W tym czasie żadna z zapowiedzi dotyczących reform gospodarczych nie została podjęta, a Londyn zorganizował tylko jedno spotkanie techniczne na temat nowej perspektywy finansowej.
Koniec inercji
— Zaniepokojeni inercją w dyskusji nad reformami postulujemy, by październikowy nieformalny szczyt szefów rządów UE nie był jedynie poświęcony wyborowi europejskiego modelu społecznego, ale konkretnym propozycjom, co i jak reformować w Unii, oraz planom nowego budżetu. Liczymy na Brytyjczyków, bo ich sukces będzie naszym sukcesem — podkreśla Jarosław Pietras, minister ds. europejskich.
Dodaje, że osiągnięcie kompromisu w sprawie budżetu jest możliwe jeszcze w tym roku, choć nie zanosi się na całościową propozycję brytyjską przed początkiem grudnia.
— Listopad należałoby przeznaczyć na intensywne negocjacje, by do końca roku zakończyć rozmowy na temat funduszy — uważa minister.
Rezygnacja z ustępstw
W dyskusji o budżecie Polska wraca do stanowiska sprzed czerwcowego szczytu, rezygnując z ustępstw, które miały wówczas pomóc osiągnąć kompromis. Chodzi o utrzymanie minimalnego limitu dostępnych unijnych środków na poziomie 4 proc. naszego PKB, ułatwień we wchłonięciu funduszy przez najbiedniejsze regiony oraz zmniejszenie ich własnego wkładu finansowego. Warszawa zabiega też o wydłużenie — z trzech do czterech lat — okresu, w którym mogłaby rozliczać się z projektów realizowanych z Funduszu Spójności.