Na fali internetowej hossy Elektrim i Internet Investment Fund (IIF) powołały spółkę eCenter. Miała zajmować się hostingiem usług handlu elektronicznego. Jak wiele podobnych przedsięwzięć z tamtego okresu, nie spełniła pokładanych w niej nadziei i upadła. 840 tys. akcji pozostającej w upadłości eCenter kupiła od IIF Power Media. Za wszystkie zapłaciła jednego złotego. Chodziło o to, by IIF, z którym współpracowały Power Media, mógł korzystniej zaksięgować straty z tej inwestycji.
— Poprosił nas o to Rafał Styczeń, a myśmy się zgodzili. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, że będziemy musieli o tym poinformować w prospekcie, pewnie byśmy się nie zgodzili. Niebagatelnego wysiłku wymagało znalezienie dokumentów związanych z tą transakcją — wzdycha Andrzej Parszuto, wiceprezes i jeden z założycieli Power Media.
Wróżby i programowanie
Poznali się, studiując zarządzanie i marketing na Wydziale Informatyki i
Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. W 1995 r. wspólnie rozpoczęli pracę w
wydawnictwie Phoenix Press Media (PPM), wydającym m.in. takie magazyny, jak „Z
życia wzięte” czy „Sekrety i namiętności”. Zajmowali się tam składem
komputerowym.
— Nasza praca sprowadzała się do tego, żeby materiały wyjechały do drukarni na czas — podsumowuje Andrzej Parszuto.
Z perspektywy czasu niektóre tamte problemy wydają się dość zabawne.
— Kiedyś trzeba było dziewczynkę na chłopaka przerobić, bo mieliśmy zdjęcie dziewczynki, a z tekstu wynikało, że powinien być na nim chłopczyk. W ostatniej chwili przerabialiśmy fotografię w Photoshopie — wspomina Wojciech Narczyński, prezes i drugi z założycieli Power Media.
Jego wspólnikowi zdarzyło się nawet zainkasować honorarium modela. Wystąpił jako leśniczy na ilustracji do jednego z tekstów.
— Konstrukcja tekstów w pismach wydawanych przez PPM była dość prosta, ale nie pamiętam już, czy byłem postacią pozytywną, czy negatywną — komentuje Andrzej Parszuto.
Pamięta za to, że innym razem musiał zamienić się we wróżkę. Osoba, która miała napisać horoskop do jednego z tytułów, nie wywiązała z tego na czas. Napisał za nią. No, może nie do końca sam.
— W firmie spieraliśmy się, kto ma mieć dobry tydzień, a kto zły. Ostatecznie powstał horoskop będący projekcją życzeń grupy osób siedzących obok mnie — śmieje się Andrzej Parszuto.
Epizod z PPM nie trwał długo. W 1996 r. odeszli z oficyny. Zamiast trwać w wesołej, choć niezbyt ambitnej pracy, chcieli się zająć realizacją własnych pomysłów. Na początku postanowili skorzystać z doświadczenia wyniesionego z PPM. Otworzyli studio DTP. Przygotowywali ulotki, druki, gazety. Robili wszystko, co trzeba wykonać na komputerze, aby wysłać materiał do drukarni.
— Wtedy komputer o mocy niezbędnej do przygotowania jakiegoś druku był bardzo drogi. Niektórym wydawnictwom nie opłacało się go kupować. Taniej wychodziło zlecanie wyspecjalizowanym firmom. Byliśmy jedną z nich — opowiada Wojciech Narczyński.
Naprawdę fascynował ich jednak internet. Zajęli się nim w 2000 r. Stworzyli oprogramowanie dla serwisu ifirma.pl, finansowanego przez IIF. Miał umożliwiać małym przedsiębiorstwom prowadzenie księgowości przez przeglądarkę internetową, bez konieczności kupowania i instalowania na własnych komputerach oprogramowania finansowo-księgowego. Jak wiele innych przedsięwzięć powstałych na fali hossy internetowej, pomysł nie wytrzymał zderzenia z rzeczywistością. Ifirma.pl zbankrutowała. W serii transakcji z IIF Power Media przejęły prawa do serwisu i kontynuują jego działalność. Daje on zaledwie kilka procent przychodów firmy, ale jej właściciele mają nadzieję, że stanie się trzonem jej działalności.
Aby Power Media przetrwały, zaczęli szukać dla firmy zleceń typowo programistycznych. Pierwsze obejmowało stworzenia systemu rejestracji odbiorców e-mailowego biuletynu. Faktura opiewała na 2 tys. dol. Potem przyszły następne. Dla klienta z Izraela przygotowali serwis internetowy umożliwiający użytkownikom przechowywanie i współdzielenie z innymi swoich zdjęć oraz wykonywanie z nich odbitek oraz nadruków na kubkach czy podkoszulkach. Z klientem kontaktowali się po angielsku, ale tworzenie tego serwisu wspominają jako ciekawe doświadczenie językowe. Musiał być przygotowany do obsługi w języku hebrajskim.
— Po hebrajsku pisze się od prawej do lewej, ale cyfry wstawia się jak u nas, od lewej do prawej — informuje Wojciech Narczyński.
Na zlecenie gigantów
Z
czasem przybywało coraz poważniejszych klientów. W latach 2003-04 firma
współpracowała z Accenture przy wdrażaniu systemu CRM u jednego z operatorów
komórkowych. W 2005 r. podjęła współpracę z Siemensem, który we Wrocławiu
otworzył centrum badawczo-rozwojowe.
— Siemens zaczął po prostu wysysać pracowników z innych firm. Zamiast konkurować, postanowiliśmy nawiązać z nimi współpracę — zaznacza Wojciech Narczyński.
— Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Power Media. Są bardzo profesjonalni. Rekrutują nam pracowników oraz świadczą usługi typowego outsourcingu kadrowego. Teraz pracuje u nas około 20 osób formalnie zatrudnionych przez Power Media. W szczytowym okresie było ich 150 — informuje Krzysztof Kuliński, dyrektor centrum rozwoju oprogramowania Siemensa.
Tyle osób Power Media zatrudniają ogółem. Ale poza Siemensem współpracują na podobnych zasadach z jeszcze jednym teleinformatycznym gigantem — Motorolą.
— Często nas pytają, jak małej firmie udało się nawiązać współpracę z gigantami. Najzupełniej normalnie. Bierze się telefon, umawia na spotkanie, na które trzeba się stawić z dobrze przygotowaną ofertą i już — kwituje Wojciech Narczyński.