Po medycznej burzy z początku roku, kiedy część lekarzy rodzinnych nie otworzyła gabinetów, samorządowcy wrócili do swojego pomysłu sprzed ponad dekady. Związek Powiatów Polskich (ZPP) chce zaproponować, aby w ramach planowanej przez Ministerstwo Zdrowia ustawy o zdrowiu publicznym Podstawowa Opieka Zdrowotna (POZ) podlegała, również finansowo, samorządom.

— Samorządy odpowiadają dzisiaj za bezpieczeństwo, również zdrowotne, na danym obszarze. Niewątpliwie łatwiej byłoby nim zarządzać, gdybyśmymieli na nie realny wpływ. Łatwiej byłoby także prowadzić programy profilaktyczne — uważa Rudolf Borusiewicz z ZPP.
Jego zdaniem, medycynie rodzinnej w docelowym modelu jest bliżej do różnych służb kryzysowych, za które odpowiadają samorządowcy: straży pożarnej czy ratownictwa medycznego. POZ, według ZPP, powinna działać podobnie — lekarz rodzinny powinien być dostępny nie tylko w określonych godzinach, ale całą dobę, właśnie w sytuacjach kryzysowych, np. kiedy dziecko zmaga się z wysoką gorączką.
— Dzisiaj, jeśli dzieje się coś złego, a mieszkańcy mają problem z otrzymaniem pomocy, to lokalny samorząd jest pierwszym miejscem, gdzie domagają się interwencji. A w obecnym modelu w przypadku POZ niewiele możemy zrobić — tłumaczy Rudolf Borusiewicz. Przywołuje rozwiązania wprowadzone w edukacji — dzisiaj samorządy otrzymują subwencję, w której ramach organizują usługi edukacyjne w regionie.
— Dzięki temu szkoły są zarządzane bardziej efektywnie. Znajdując w jednych dziedzinach oszczędności, możemy je zainwestować w innych, np. w zajęcia dodatkowe czy wyróżnienie najbardziej zaangażowanych nauczycieli. Wcześniej system nie premiował takich rozwiązań, bo jeśli ktoś znalazł oszczędności rzędu 20 proc., to następnym razem dostał dokładnie o tyle mniej pieniędzy — przypomina Rudolf Borusiewicz.
Jego zdaniem, podobne rozwiązanie mogłoby się sprawdzić w medycynie. Według koncepcji dyskutowanej w ZPP, Ministerstwo Zdrowia mogłoby — po analizie demografii i epidemiologii — wyznaczyć budżet medyczny dla danego powiatu (obejmujący finansowanie POZ i szpitali powiatowych). Dalej dysponowałyby nim samorządy.
— Uważam, że takie rozwiązanie doprowadziłoby do bardziej efektywnego wydawania pieniędzy, np. kilku sąsiadującym samorządom opłacałoby się dojść do porozumienia, że np. oddział ginekologiczny prowadzi tylko jeden z nich. Dzisiaj takich efektywnych kosztowo rozwiązań się nie premiuje i nie widać racjonalnej motywacji do współpracy — mówi Rudolf Borusiewicz.
W przypadku POZ i szpitali powiatowych gra toczy się o duże pieniądze. W tym roku do lekarzy rodzinnych trafi 7,8 mld zł i prawie dwa razy tyle do szpitali powiatowych. Lekarzom pomysł ZPP się nie podoba. Obawiają się, że wprowadzając takie rozwiązania, regulator wyleje dziecko z kąpielą.
— Mimo ostatniej nagonki na lekarzy rodzinnych POZ jest przez pacjentów najlepiej ocenianym segmentem ochrony zdrowia. Proponowane zmiany mogą pogorszyć jakość świadczonych tam usług. Z całym szacunkiem do samorządowców, bo sam kiedyś nim byłem, taka reforma nie wyjdzie na zdrowie POZ.
Oczywiście znajdą się powiaty, w których sytuacja po wprowadzeniu proponowanych zmian się poprawi, ale obawiam się, że będą stanowiły mniejszość, szczególnie że mamy w Polsce ponad 350 powiatów i tyle samo może być koncepcji na prowadzeniePOZ — zauważa Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. Jego zdaniem, analogia POZ i szkół jest nieudana (szkoły są głównie publiczne, a POZ w 70 proc. prywatne). Zauważa zresztą, że wiele samorządów jest niezadowolonych ze zmian w finansowaniu szkolnictwa.
— Obawiam się też, że część samorządowców będzie chciała prowadzić POZ, a nie zlecać usługi prywatnym podmiotom. Być może pojawią się też pomysły łączenia POZ z leczeniem specjalistycznym, co w mojej opinii nie jest dobrym rozwiązaniem. I na koniec moja największa obawa: że to nie merytoryczne względy, ale różne lokalne układy będą decydowały, jak, kto i w którym kierunku w POZ będzie się rozwijał — mówi Jacek Krajewski.