Wyniki po pierwszym półroczu dowodzą, że najwięcej zarabiają nie te fundusze, które najlepiej inwestują, czy mają najniższe koszty, ale te, które mają najwięcej klientów.
— Dobrze by było, gdyby opłata za zarządzanie była w jakimś stopniu powiązana z jakością zarządzania: im wyższa stopa zwrotu, tym większy zarobek dla towarzystwa. Wówczas interes członka funduszu i towarzystwa byłby zbieżny — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.
— System opłat powinien motywować do efektywnego zarządzania, choć należy przyznać, że przez zbyt restrykcyjne limity inwestycyjne trudno funduszom o rywalizowanie na tym polu — mówi Wojciech Nagel, ekspert BCC.
Towarzystwa nie tryskają entuzjazmem do zmian.
— Można pomyśleć nad powiązaniem opłaty za zarządzanie z wynikami inwestycyjnymi, ale obawiam się, że to sprawiłoby, że system opłat stałby się nieczytelny dla klienta — mówi Agnieszka Nogajczyk-Simeonow, prezes PTE Allianz.
Co ciekawe, to nie podoba się PTE Polsat, który od lat należy do najlepiej inwestujących.
— Taki mechanizm zaburzyłby podstawowy cel, jaki mają spełniać OFE. Ich inwestycje mają przynosić zyski w długim terminie. Gdyby uzależnić zysk od stopy zwrotu, towarzystwa skoncentrowałyby się na krótkoterminowym wyniku — mówi Anna Horsecka, prezes PTE Polsat.
PTE twierdzą, że taki system byłby dla klientów mniej bezpieczny. Fundusze mogłyby przesadzać z ryzykiem.
— O bezpieczeństwo dba KNF, a na dodatek jest mechanizm minimalnej wymaganej stopy zwrotu. Dlatego towarzystwa nie przekraczałyby granic bezpieczeństwa — komentuje Tomasz Publicewicz.
GN