Powodów kilka, dla których BĘDĘ GŁOSOWAŁ

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-09-23 00:00

Gdybym był nieprzyzwoicie bogaty, moje dochody pochodziły z zagranicy, a ja sam spędzałbym przynajmniej pół roku, a to w ciepłych krajach, obserwując jak rosną palmy, a to na nartach, szusując po alpejskich stokach, o płacenie (a raczej niepłacenie) moich podatków dbałby sztab doradców — to, zasadniczo, byłoby mi wszystko jedno, kto po najbliższych wyborach obejmie władzę w Polsce. I jak będzie ją sprawował. Wtedy w najbliższą niedzielę nie zawracałbym sobie głowy głosowaniem. Ponieważ jednak nie jestem nieprzyzwoicie bogaty — w niedzielę będę głosował.

Gdybym nie był mieszkańcem naszego kraju, nie widział otaczającej nas rzeczywistości: nierównych dróg, marnotrawienia publicznych pieniędzy, korupcji, kulejącej służby zdrowia, bezrobocia, obszarów biedy i wykluczenia, a mieszkał sobie w jakimś zamożnym, dobrze zorganizowanym kraju, jeździł po równych drogach i wszystko miał zapewnione na wyciągnięcie ręki — to w najbliższą niedzielę z pewnością znalazłbym sobie ciekawsze zajęcie niż odwiedzanie lokalu wyborczego. Ponieważ jednak mieszkam tu i teraz — w niedzielę będę głosował.

Gdyby Polska była krainą mlekiem i miodem płynącą, gdzie wystarczy wbić łopatę, by trysnęła ropa, miała wysoką nadwyżkę w obrotach bieżących z całym światem, nadwyżkę budżetową, jeden z najwyższych poziomów PKB na głowę mieszkańca i tylko świetlaną przyszłość — mógłbym sądzić, że jakakolwiek władza nie zdoła tego zepsuć i w najbliższą niedzielę wybrałbym się na ryby, grzyby lub w inne ciekawe miejsce. Ponieważ jednak Polska nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą — w niedzielę będę głosował.

Badania nad możliwą frekwencją w zbliżających się wyborach parlamentarnych muszą napawać przerażeniem. Udział w głosowaniu — szacowany na blisko 40 proc. (niektórzy twierdzą, że będzie jeszcze niższy) — świadczy, iż ponad połowa uprawnionych do głosowania, mniej lub bardziej świadomie, rezygnuje z wpływania na swój los w najbliższych latach. Stało się tak przede wszystkim za sprawą części polityków, którzy stylem uprawiania polityki spowodowali, iż znaczna część z nas doszła do wniosku, iż nic się nie da zrobić, nic od nas nie zależy. Tyle że, proszę zwrócić uwagę, popadamy w zaklęty krąg: tracimy poczucie identyfikacji z otoczeniem — nie uczestniczymy w wyborach; poczucie oderwania, alienacji wzmaga się. Aż zostajemy sami w świecie rządzonym przez „obcych”. Idźmy zatem do wyborów, sprawmy, by nie byli to „obcy”, ale „nasi”, przez nas wybrani.

Wolność to uświadomiona konieczność — pisał Hegel. I chociaż twierdzenie to znacznie wypaczyli następcy, wykorzystując go nie do końca zgodnie z intencjami autora — coś w nim jest. Bądźmy więc prawdziwie wolni — chociaż w tym aspekcie i uświadommy sobie konieczność dokonania wyboru, uczestnictwa w nim. Nie zostawiajmy tego innym, bo — być może — dokonają gorszego wyboru.